Wędrówka z megalitami


Co powinien uwzględniać doskonały walijski trek? Oczywiście góry, albo chociaż dobry na nie widok. Powinien przynajmniej ocierać się o wybrzeże, najlepiej przy którymś z szerokich estuariów. Nie zaszkodziłoby też trochę zielonych wzgórz skubanych przez owce. Do tego odrobina historii, czyli zamek albo jakieś megality i mamy pełnię szczęścia. Tylko gdzie znaleźć trasę spełniającą wszystkie te wymagania? Lekko nie będzie, ale sprawa nie jest zupełnie beznadziejna.

Zaczynamy w Harlech. Najlepiej na ogromnej, odgrodzonej od reszty świata wysokimi wydmami plaży Morfa Harlech. Stąd, stroma droga prowadzi pod bramę Harlech Castle, jednego z najlepiej zachowanych zamków “żelaznego pierścienia”. Zbudowano go pod koniec trzynastego wieku z polecenia króla Edwarda I, do kontroli nad dopiero co podbitą i nieustannie buntującą się Walią. Dziś, znajdującym się na liście światowego dziedzictwa UNESCO zamkiem, opiekuje się CADW – rządowa organizacja dbająca o historyczne dziedzictwo Walii.

Spod zamku czeka nas bardzo mozolna wspinaczka wąskimi lanes na zbocze Moel Goedog (nie będzie grzechem, jeśli zmotoryzowani odpuszczą sobie spacer). Po mniej więcej dwóch kilometrach, przy skrzyżowaniu górskich dróg, zaczynają się fantastyczne widoki. Za nami gwarne (szczególnie latem i weekendy) Harlech i, z tej wysokości, spory kawałek wybrzeża Zatoki Cardigan. Przed nami posępne pasmo Rhinogydd/Rhinogs. Pomiędzy nimi wąski pas podzielonych kamiennymi murkami zielonych łąk, na których pasą się owce i zbyt ciekawskie krowy. Środkiem tej żyznej krainy, biegnie Fonlief Hir – starożytny trakt, przy którym znaleźć można mnóstwo pozostałości po najstarszych mieszkańcach tych stron i prawdopodobnie jedne z najlepszych widoków w Walii…

Początek szlaku pokrywa się z półtorakilometrową “aleją megalitów”. Wyznacza ją osiem standing stones (menhirów), ustawionych nieregularnie po obu stronach, najpierw asfaltowej, a po kilkuset metrach odbijającej w gruntową, drogi. Dwa pierwsze kamienie – Carreg i Moel-y-Sensigl – sięgające około dwóch metrów wysokości, zaostrzają apetyt. Trzy kolejne – Fonlief Hir Stones E,C i D – nie są może tak imponujące, ale jasno wyznaczają szlak. Poza tym kamień “E” przypomina… Hello Kitty, co może mieć niebagatelne znaczenie, w przypadku spaceru z młodszym pokoleniem 😉 Przy kamieniu “D”, szlak odchodzi lekko na wschód od wąskiej, asfaltowej drogi. Teraz biegnie polnym, ale wyraźnym i dobrze utrzymanym traktem wśród pól. Kolejne menhiry – odpowiednio Moel Goedog Stones 2, 3 i 1 – stoją już u podnóża grodziska z epoki brązu, zajmującego szczyt pagórka, od którego nazwę zapożyczył cały prehistoryczny kompleks. Z grodziska do dzisiejszych czasów nie przetrwało wiele, więc detour, choć możliwy, nie jest obowiązkowy.

Mniej więcej dwieście metrów od ostatniego ze standing stones, szlak mija dwa niewielkie kamienne kręgi (precyzyjnie mówiąc, są to ring cairns, czyli okrągłe, kamienne grobowce z epoki neolitu). Pierwszy z nich – Moel Goedog West – znajduje się tuż przy drodze i nie sposób go nie zauważyć. Drugi, wschodni krąg, stoi na niewielkim płaskim tarasie na zboczu Moel Goedog i nie widać go z trasy. Same w sobie oba grobowce warte są uwagi, choćby dlatego, że nieźle zachowane, wyraźne i “kształtne” kręgi są w Walii relatywnie rzadkie. Choć oczywiście nie każdego takie pamiątki z bardzo odległej przeszłości muszą porywać. Na nich czeka rewelacyjna panorama, rozciągająca się od najwyższego z pasm Snowdonii (ze Snowdonem w roli głównej), aż po wyspę Bardsey na końcu Półwyspu Llŷn. Na pierwszym jej planie, trzysta metrów niżej, na drugim brzegu szerokiego ujścia rzeki Dwyryd, dostrzec można wieżyczki Portmeirion – malowniczej wioski-kaprysu, dzieła życia ekscentrycznego architekta Clough Williams-Ellis’a. Przez kilka kolejnych kilometrów to właśnie olśniewające widoki będą motywowały do dalszego marszu.

Trakt powoli przechodzi w ścieżkę wiodącą przez coraz surowsze krajobrazy, co jakiś czas poprzecinane wysokimi, kamiennymi murkami. Zarówno dobre wychowanie, jak i podstawy countryside code mówią, że murki takie, przechodzi się w miejscach specjalnie do tego przygotowanych, czyli najczęściej przez przerzucone nad nimi mostki-drabiny. Warto też pamiętać o zamykaniu wszystkich mijanych bram i bramek.

Jakieś dwa kilometry od kamiennych kręgów na zboczach Moel Goedog, szlak przecina drogę prowadzącą w dół, do Eisingrug i dalej, do Harlech lub Talsarnau. Ci, którym dotychczasowe kilometry dały się we znaki, mogą nią wrócić na wybrzeże. Na bardziej wytrwałych czeka kolejna godzina marszu przez półdzikie, podmokłe pustkowia, do Bryn Cader Faner.

Bryn Cader Faner, nazywany czasem “walijskim Stonehenge”, albo, bardziej romantycznie, “walijską koroną cierniową”, to jeden z najbardziej spektakularnych, a jednocześnie, dzięki izolacji, jeden z najrzadziej odwiedzanych, megalitów na Wyspach Brytyjskich. Podobnie jak mijane wcześniej małe kręgi, nie jest właściwie kręgiem kamiennym (stone circle), ale grobowcem (ring cairn). Prawdopodobnie wzniesiono go na początku epoki brązu, około pięć tysięcy lat temu.

Tym co wyróżnia Bryn Cader Faner od wszystkich innych prehistorycznych grobowców (i kręgów kamiennych), jest piętnaście cienkich i ostrych kamiennych płyt, wbitych pod kątem wokół kamiennego kopca. Pierwotnie, zdaniem archeologów, mogło ich być nawet dwa razy tyle. Niestety, najpierw, gdzieś w dziewiętnastym wieku, zniszczyli go poszukiwacze skarbów, a przed drugą wojną światową, armia urządziła sobie tu strzelnicę.

Co zaskakujące, Bryn Cader Faner nigdy nie został dokładnie przebadany. Podejrzewa się, że w centrum może znajdować się (lub znajdowała się, ale została zniszczona albo splądrowana) komora grobowa, oprócz ludzkich szczątków, zawierająca również prehistoryczne artefakty.

Chociaż trudno wyobrazić sobie lepsze ukoronowanie tak długiego marszu, niż “walijska korona cierniowa”, dodatkową nagrodą są niezmiennie fantastyczne widoki. Szczyty Snowdonii wydają się być już bliskie na wyciągnięcie ręki. Podobnie jak nadmorskie miasteczka Półwyspu Llŷn. A dookoła absolutna cisza. I długa droga z powrotem…

————
Info:

Cała trasa ma około 14-15 kilometrów w jedną stronę i około 520 metrów przewyższenia. Nie jest szczególnie trudna, ale długa i dość męcząca. Na pewno trzeba na nią poświęcić cały, najlepiej długi, letni dzień. Wrócić można po własnych śladach, albo wybrać którąś z dróg lub ścieżek prowadzących przez Eisingrug do Talsarnau lub Tygwyn przy głównej drodze A496 i dalej, do Harlech. Trzy ostatnie miejscowości leżą na trasie kolei i lokalnych autobusów.

Bryn Cader Faner na mapie (najlepiej zmienić widok na satelitę):


Advertisements

Twoim zdaniem

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s