Tag Archives: co zobaczyć w anglii

Ze szklanką cydru nad średniowieczną mapą

Hereford - Old Bridge nad rzeką Wye i Katedra

Przez co najmniej kilkanaście stuleci istnienia, pograniczne City of Hereford zdecydowanie zapracowało sobie na spokojną starość, którą się dziś cieszy. Na pewno jeszcze nie prowincjonalna mieścina, ale też już zdecydowanie nie centrum wydarzeń. Miejscowych może trochę nudzić, ale gości wciąż potrafi zaskoczyć.

Jak chyba żadne inne z miast walijsko-angielskiego Pogranicza, Hereford przez dobre pierwsze 600 lat funkcjonowania żyło dosłownie okrakiem pomiędzy dwoma krainami. Zdarzało się, że rządzili nim Walijczycy, to znów przechodziło w ręce Sasów. Do tego co raz, jedni albo drudzy napadali i bezlitośnie je niszczyli. Granica między celtycką Walią a anglo-saską Mercją była wtedy płynna. I to dosłownie, bo w 926 roku ustalono ją na rzece Wye, dziś płynącej przez środek miasta. Mało tego, jeszcze w 1189 roku, przeszło sto lat po normańskim podboju Wielkiej Brytanii, król Ryszard I wydał przywilej “dla naszych obywateli Hereford… w Walii”!

Choć prawda jest taka, że miasto służyło wtedy już przede wszystkim jako główna baza wypadowa do podboju południowej Walii. Można bez zbytniej przesady powiedzieć, że był to złoty okres Hereford, kiedy pomieszkiwali tu wybitni dowódcy, a czasem nawet monarchowie. Nie brakowało też środków na budowę, przebudowę i odbudowę zamku i murów miejskich. Aż nagle, w 1282 roku, wraz z ostatecznym podbojem Walii przez Edwarda I, na Pograniczu zapanował spokój i Hereford stał się tym, czym jest do dziś – cichym targowym miasteczkiem na sielsko-wiejskich rubieżach Anglii. Wciąż jednak jest tu wystarczająco atrakcji, żeby zrobić sobie dłuższy przystanek…

Niestety, praktycznie nic nie pozostało z herefordzkiego zamku, który jeszcze w połowie szesnastego wieku opisywano jako “jeden z największych i najpotężniejszych w Anglii”, choć już wtedy chylący się ku ruinie. Pamięć o zamku przetrwała jedynie w nazwach miejsc takich jak Castle Green, Castle Street czy Castle Hill. Z miejskich fortyfikacji natomiast, zachowało się jedynie kilka fragmentów murów obronnych.

W doskonałym stanie, mimo burzliwych dziejów i okresów poważnych zaniedbań, przetrwała za to Katedra.

Katedra… To ona czyni z angielskiego miasta (town) city. Bez katedry, nawet największe, będzie tylko “mieściną”. Tę obecną zbudowano, a właściwie budowano i przebudowywano przez kilka wieków, w miejscu gdzie już 1300 lat temu odbywały się pierwsze na Wyspach chrześcijańskie nabożeństwa. Poświęcono ją świętej Maryi Dziewicy i królowi świętemu Ethelbertowi. Monumentalna i nieco fantastyczna, wewnątrz jest nadzwyczaj surowa i skromna. Poza bajecznymi witrażami, największą ozdobą Katedry są… grobowce sławnych mieszkańców miasta i miejscowych biskupów, z najważniejszym, w którym złożono słynące z cudów relikwie świętego Thomasa Cantelupe (de Cantilupe). Jej piękno tkwi jednak głównie w prostocie i wielu zachowanych detalach z tysiącletniej historii.

Przy Katedrze znajduje się niezwykłe muzeum – The Mappa Mundi & Chained Library Exhibition. Herefordzka Mappa Mundi jest największą średniowieczną mapą świata, jaka przetrwała do dzisiejszych czasów. Mniej więcej półtorametrowej średnicy mapę wykonano na jednym kawałku welinu (pergaminu z cielęcej skóry). Centrum przedstawionego na niej świata stanowi Jerozolima, ale znalazły się tu też Ogrody Edenu, Sodoma i Gomora, Arka Noego i Żona Lota, tuż obok bardziej realnych miejsc. Uważne oko dostrzeże nawet Wisłę. Co ciekawe… jeśli nie zabawne… od trzynastego wieku, kiedy powstała, do połowy wieku dziewiętnastego, mapa stała w Katedrze w drewnianej ramie, nie zwracając na siebie szczególnej uwagi, a nawet spędziła jakiś czas pod podłogą biskupich komnat. Dziś trzyma się ją w specjalnej gablocie/sejfie, w specjalnie dla niej wybudowanym mrocznym pomieszczeniu, przez które przechodzi się do Biblioteki Przykutych Książek.

Herefordzka Mappa Mundi. Źródło: wikipedia. Kliknij żeby przejść do zdjęcia o wyższej rozdzielczości.

W tej ostatniej obejrzeć można, niestety tylko z daleka, kilkaset klasycznych woluminów przykutych do półek łańcuchami. Nie jest to bynajmniej sposób na walkę ze złodziejami, ale rozwiązanie problemu… bałaganu w księgozbiorze. Rozwiązanie takie wymusiła kontrola przeprowadzona kilka wieków temu w katedralnej bibliotece, która stwierdziła niewyobrażalne nadużycia i bałagan w cennych, bo pochodzących nawet z VIII wieku, zbiorach.

Z bibliotecznych ciekawostek – fragment jednego z pierwszych słowników języka angielskiego – pod hasłem “otręby” możemy przeczytać: “pasza dla koni i innych zwierząt domowych, w Szkocji jedzona również przez ludzi…”

Od zielonego skweru przed katedrą, kilka ulic prowadzi do centrum starego miasta. Przy głównej – Broad Street – odwiedzających zaprasza skromne muzeum miejskie. Stoi tu też kilka reprezentacyjnych budynków, jak Green Dragon Hotel, katolicki kościół świętego Xaviera, czy kolejna średniowieczna świątynia – All Saints Church, słynąca z doskonałej… kawiarni.

Równolegle do Broad Street biegnie, zamknięta dla ruchu, Church Street, chyba najprzyjemniejszy zakątek herefordzkiej starówki. Znaleźć tu można kilka ciekawych sklepików z rękodziełem, zdrową żywnością, autorskimi ubraniami, ale też przysiąść w schowanych w średniowiecznych zaułkach kafejkach i niewielkich restauracjach.

Church Street kończy się przy głównym rynku miasta – High Town. Tu, wśród architektonicznej mieszanki z co najmniej ostatnich trzystu lat, w oczy najbardziej rzuca się czarno-biały Old House. To siedemnastowieczny dom rzeźnika, w którym dziś oglądać można kolekcję dębowych mebli z epoki i kilka malowideł ściennych znalezionych w innych wiekowych rezydencjach miasta. Dom jednak sam w sobie stanowi atrakcję i jest ciekawym przykładem angielskiej ryglowej architektury miejskiej (znanej w Polsce lepiej jako “mur pruski”).

Tuż za Old House stoi jeszcze jeden średniowieczny herefordzki kościół – St Peter’s Church datowany na 1074 rok.

Kilka kroków od dawnych murów miejskich, przy Widemarsh Street, znaleźć można kolejną pamiątkę po wiekach średnich – Black Friars Monastery, a właściwie ruiny jednego z budynków dawnego klasztoru Dominikanów. Zakon, podobnie jak inne zakony w Anglii rozwiązano za czasów Henryka VIII, wraz z oddzieleniem się kościoła anglikańskiego od Rzymu. Dlatego pozostałości nie imponują rozmachem. Poza tym, część materiałów z rozebranego klasztoru wykorzystano do budowy stojącego obok Coningsby Hospital.

Tę niezwykłą, jak na swoje czasy instytucję, powołał w 1614 roku Sir Thomas Coningsby. W jej murach schronienia szukać mieli emerytowani żołnierze i służący, których, zdaniem fundatora, społeczeństwo nie otaczało należytym szacunkiem i opieką. Zapewne nie przypadkowo instytucja powstała na ruinach wcześniejszego “szpitala”, prowadzonego przez rycerski zakon joannitów (dziś lepiej znanych jako kawalerowie maltańscy).

W świecie Hereford znany jest przede wszystkim z dwóch rzeczy: z tutejszej, potężnej, mięsnej rasy krów i cidera, czyli zdobywającego ostatnio zwolenników również w Polsce cydru – czegoś na kształt musującego wina z jabłek, występującego na Wyspach w ogromnej różnorodności i cieszącego się wielką popularnością. Do tego stopnia, że w pubach można go kupić wprost z nalewaka. Najpopularniejsze marki to Bulmers, Woodpecker i Strongbow, ale zdaniem znawców tematu, najlepsze są produkty lokalne, niepasteryzowane, mętne, albo cloudy jak sami mawiają. Poza oczywistymi właściwościami każdego alkoholu, te ostatnie mają podobno również doskonałe właściwości przeczyszczające. Absolutnie wszystkiego o produkcji cydru można dowiedzieć się w ciekawym Cider Museum, mieszczącym się nieopodal zakładów Bulmersa – jednego z największych na świecie producentów tego trunku.

Miłośników techniki Hereford zaprasza do The Waterworks Museum. Jak na placówkę prezentującą różne metody pozyskiwania i transportowania wody przystało, muzeum leży nad rzeką Wye, dzielącą miasto na pół i mającą brzydki zwyczaj corocznego występowania z brzegów. Wśród eksponatów – działających eksponatów!!! – znajdują się najróżniejsze pompy i napędzające je silniki. Począwszy od tych parowych, przez silniki spalinowe, po najnowsze, elektryczne. Twórcy muzeum (stowarzyszenie inżynierów-miłośników techniki) pomyśleli też o dzieciach i przy większości maszyn, stoją ich małe i prymitywne modele, w których wszystkiego można dotknąć, pokręcić i… oczywiście zostać oblanym wodą.

Dwa warte odwiedzenia miejsca znaleźć można też na przedmieściach Hereford. W dość osobliwym sąsiedztwie hal przemysłowych i centrum segregacji śmieci, stoi Rotherwas Chapel. W średniowiecznych murach tej – znajdującej się nota bene pod opieką English Heritage – kaplicy, kryje się olśniewające wiktoriańskie wnętrze.

Na południowym krańcu miasta, przy drodze do Abergavenny, w zupełnie innej scenerii, rozłożyło się opactwo Belmont Abbey. To niewielka wspólnota benedyktyńskich mnichów, założona w 1859 roku przez zakonników z kontynentu. Czy przy wyborze miejsca kierowali się pięknem okolicy, czy może nie chcieli zbytnio rzucać się w oczy protestanckim sąsiadom? Trudno powiedzieć. Pewne jest, że widoki z okien na dolinę Rzeki Wye mają wyjątkowe. Samo opactwo zresztą, a najbardziej zbudowany z różowego piaskowca kościół, wspaniale wrosło w krajobraz. Nie powinien więc dziwić fakt, że częściej można tu spotkać letników i kuracjuszy przyklasztornego sanatorium, niż braciszków w habitach…

Niezaprzeczalną atrakcją Hereford jest też jego położenie. Najbliższa okolica to przede wszystkim malownicza Dolina Wye (częściowo objęta ochroną jako park krajobrazowy – Wye Valley Area of Outstanding Natural Beauty) i spokojne wiejskie krajobrazy, poprzecinane siatką wąskich dróg obsadzonych wiekowymi żywopłotami. Dalej, ale tylko trochę dalej, zaczynają się falujące wzgórza walijskiego już hrabstwa Powys i Czarne Góry – najbardziej na wschód wysunięta część Parku Narodowego Brecon Beacons. Zdecydowanie jest tu co robić…

____________
Informacje praktyczne:

Hereford ma zupełnie przyzwoite połączenia z resztą kraju.

Zbiegają się tu krajowe drogi A49, A465 (Heads of the Valleys) i A438.

Bezpośrednie połączenia autobusowe z Londynem i Birmingham oferuje National Express.

Koleją można się tu dostać z każdego zakątka Wysp. Bezpośrednio, miedzy innymi, z Cardiff, Birmingham, Manchesteru i Londynu.

Great Malvern i wzgórza The Malverns

malverns

Jeśli chciałbyś zaznać nieco wiktoriańskiej atmosfery, pospacerować sobie po wzgórzach łagodnych jak krowie spojrzenie, a na końcu podarować sobie prawdziwą angielską cream tea w malowniczych okolicznościach, to wybierz się do miasteczka Great Malvern.

Położone na pograniczu trzech angielskich hrabstw: Herefordshire, Worcestershire i Gloucestershire Great Malvern posiadało kiedyś status uzdrowiska. W czasach wiktoriańskich przywożono tu bladolice Angielki o kruchym zdrowiu i wystawiano je na działanie zimnego górskiego powietrza, cudownej wody ze źródła, popołudniowych herbatek i całego tego pozostałego jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach opalamy się. Po dawnej świetności pozostało trochę eleganckiej architektury, np. taki hotel:

GM

.. czy ta milusia wiktoriańska kafejka, w której można nabyć miłe sercu conieco. W kafejce znajduje się również źródełko św. Anny; jego woda posiada podobno nadzwyczajne właściwości lecznicze. Nie zamierzam poddawać legend w wątpliwość, ale przy studzience wisi plakietka z napisem ‘pić po przegotowaniu’. No cóż.. jakie czasy, takie cuda..

kaffe

dsc_0183

Samo miasteczko jest bardzo przyjemne, z mnóstwem zieleni, i licznymi pamiątkami z przeszłości; jedną z nich jest sympatyczna wiktoriańska stacyjka kolejowa, nad którą górują wzgórza Malverns.

Wzgórza Malverns są niewysokie, przyjazne średnio wysportowanym chodziarzom i spacerowiczom i oferują piękne widoki na otwarte przestrzenie Midlands. Spacery można rozpocząć z różnych miejsc w całej okolicy, jeden z najpopularniejszych szlaków biegnie właśnie obok kafejki ze źródełkiem. Nie jest wymagający i na początek w zupełności wystarczy.

 dsc_0083 dsc_0074

A potem, jeśli będziesz miał ochotę, możesz bawić się w dalszą eksplorację wzgórz Malvern. Pomocą może służyć np. ta stronka: http://www.visitthemalverns.org.

Kod pocztowy dla nawigacji satelitarnej: WR14 2AA. Zabierze cię pod informację turystyczną w Great Malverns.

Ironbridge – pod patronatem UNESCO

Ironbridge

Jest takie miasteczko na pograniczu, w angielskim hrabstwie Shropshire (West Midlands), które nazywa się Ironbridge. Znane jest głównie z wynalezienia wielkiej rewolucji przemysłowej. Tak przynajmniej przechwala się lokalna informacja turystyczna; inne źródła wspominają o miasteczku tylko jako jednym z wielu ognisk zapalnych rewolucji. W każdym razie, gdziekolwiek ognia nie rozpalono, woda wrzała również w Ironbridge. Dla niezorientowanych: rewolucja przemysłowa wynalazła tanie sposoby wytwarzania żelaza, zamieniła produkcję ręczną na maszynową, i położyła podwaliny pod zmorę naszych czasów: agresywny kapitalizm oparty na redukcji kosztów i maksymalizacji zysków. Symbolem narodzin nowej ery w Ironbridge był most, od którego pochodzi nazwa miejscowości; pierwszy na świecie most wykonany z żelaza. Oddany do użytku w 1781, do dziś zachwyca łukową konstrukcją elegancko rozciągniętą ponad rzeką Severn. W tamtych czasach otwarcie takiego mostu było wydarzeniem o randze pierwszego lotu w kosmos. Świat na moment osłupiał w zachwycie, po czym rzucił się w wir obłąkanego wyścigu o prymat w postępie technicznym.

dsc_0037Ironbridge miało swój okres wiktoriańskiej prosperity, a potem, w okolicach połowy XX wieku, swój okres upadku. Z postindustrialnego marazmu wyrwało je UNESCO, obejmując most i okolicę swoim patronatem jako część światowego dziedzictwa kulturalnego. Co oczywiście przyciągnęło w te okolice masową turystykę, wydajnie podnosząc poziom życia mieszkańców, thank you very much.

IronbridgeSpacerując po okolicy, w której przyjemna dla oka architektura miesza się z pozostałościami po industrialu, można niemal przenieść się w czasie. Zwłaszcza jesienią, kiedy opadające liście i dym z domowych kominków pięknie odtwarzają wspomagają atmosferę świata, który już dawno przeminął.

Od razu uprzedzam: pół dnia to za mało na Ironbridge. W okolicy jest chyba ze sześć różnych muzeów, a na dokładkę wiktoriańskie miasteczko, w którym panie noszą długie kiece i kapelusze ze wstążkami, a panowie cylindry. Wszystkie muzea są płatne; jeśli zależy ci, żeby jak najwięcej zobaczyć to warto zastanowić się nad zakupem biletu zbiorowego (dość drogi). Natomiast zupełnie za darmo możesz włóczyć się po miasteczku i okolicy oraz przejść się mostem-celebrytą. W trakcie włóczenia się po okolicy można natknąć się np. na nietypowy cmentarzyk quarków, na którym chowają każdego, niezależnie od religii, poglądów czy stosunku do serów pleśniowych; trzeba tylko wyrazić życzenie, i stajemy się małą tabliczką pod płotem. I już.

IronbridgeCiekawostka: chodniki w Ironbridge mają żelazne krawędzie, które dodają miasteczku szyku i pięknie podkreślają jego imponującą przeszłość.

IronbridgeOrientacyjny kod pocztowy dla sat navu: CF8 7JP. Najlepiej zaparkować poza miasteczkiem na parkingu Park&Ride i skorzystać z taniego autobusu. To bardzo wygodna i popularna opcja. Wszelkie przydatne informacje transportowe, ceny biletów wstępu itp. można znaleźć tutaj.