Tag Archives: historia walii

Pistyll Rhaeadr i Lake Vyrnwy

Lake Vyrnwy/Llyn EfyrnwyWzgórza północnego Montgomeryshire, pocięte labiryntem wąskich dróg łączących miniaturowe osady, skutecznie skrywają dwa niezwykłe skarby: najwyższy wodospad i największe jezioro Walii.

“Nigdy nie widziałem wody opadającej z takim wdziękiem” – pisał o wodospadzie Pistyll Rhaeadr George Borrow, autor słynnego dziewiętnastowiecznego klasyku krajoznawczego Wild Wales (Dzika Walia). “Do czego mógłbym go porównać? Naprawdę nie wiem. Chyba że do kawałka cienkiego jedwabiu poruszonego odgłosem grzmotu, albo do długiego szarego ogona galopującego rumaka”.

Te poetyckie wzruszenia nie powinny dziwić, bo najwyższy wodospad Walii rzeczywiście zachwyca.

Stojąc nad brzegiem niewielkiej rzeczki Afon Disgynta, wijącej się przez wrzosowiska wzgórz Berwyn, trudno wyobrazić sobie spektakl, jaki funduje widzom opadając nagle siedemdziesiąt trzy metry, w dół mrocznego wąwozu. Mniej więcej w połowie wysokości wodospadu, ściany wąwozu spina naturalny skalny most, znany jako Fairy BridgeMost Wróżki, dodający całej scenerii magicznej dramaturgi. Dalej, już jako Afon (rzeka) Rhaeadr, jakby nic się nie stało, płynie spokojnie dnem wąskiej doliny do Llanrhaeadr-ym-Mochant.

Ta nieduża wieś, wyglądająca raczej na miniaturowe miasteczko, z trójkątnym rynkiem, i kilkoma uliczkami ciasno zabudowanymi niskimi domami, zajmuje szczególne miejsce w sercach Walijczyków. Przez lata żył i pracował tu wielebny William Morgan. Misją i dziełem jego życia, zaprezentowanym światu w 1588 roku, było tłumaczenie Biblii z greki i hebrajskiego na język walijski.

Gigantyczne przedsięwzięcie zajęło Morganowi kilka dekad. Zdaniem językoznawców, ten – nie bójmy się wielkich słów – tytaniczny akt uratował język walijski przed powolnym wymieraniem. Przez całe wieki Biblia Morgana stanowiła wzór literackiego walijskiego. W wielu domach często była jedyną książką w jakimkolwiek języku. Przetrwała formalne i nieformalne próby siłowego anglizowania Walijczyków i dziś jest pomnikiem uporu, ogromnej pracy i miłości do mowy przodków.

Najbliższy post code dla wodospadu to: SY10 0BZ

-//-//-

Tak jak George Borrow zachwycał się urokami Pistyll Rhaeadr, tak kilku angielskim podróżnikom brakło słów, by opisać… jałowość i zupełną nijakość Doliny Efyrnwy, ukrytej wśród wzgórz u podnóża pasma Aran, kilka mil na południe od Llanrhaeadr-ym-Mochant.

Być może to za sprawą tak wątpliwej rekomendacji, w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku, w dolinie pojawili się geodeci i inżynierowie wysłani przez zarząd miasta Liverpool, szukający najlepszego miejsca pod budowę rezerwuaru, który zapewniłby stałe dostawy wody dla rozrastającej się metropolii.

Wtedy w dolinie stała jeszcze wieś Llanwddyn, złożona z dziesięciu farm, trzydziestu siedmiu domostw, trzech karczm, dwóch kaplic i niewielkiego kościoła. Kawałek dalej, w górę dolny, stał dwór rodziny Buckley. Na zboczach i szczytach wzgórz pasły się owce i krowy.

Cały ten świat, na początku lat osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku, zrównano z ziemią, a w dole doliny zbudowano największą wówczas na świecie zaporę: długą na 358 metrów i wysoką na 44. Była to pierwsza z wielkich wiktoriańskich hydro-inwestycji w środkowej Walii. (Dwadzieścia lat później, żeby zaspokoić pragnienie Birmingham, zalano Dolinę Elan: Walijska Kraina Jezior) Rezerwuar, który powstał w wyniku jej budowy – Lake Vyrnwy/Llyn Efyrnwy – do dziś jest największym jeziorem w Walii – długim na osiem i szerokim na półtora kilometra. Jego napełnianie zajęło cały rok!

Część mieszkańców zatopionej wioski znalazło domy w nowej “modelowej wsi” zbudowanej w cieniu potężnej tamy, ale większość opuściła te strony na zawsze.

Co może wydawać się dość przewrotne w obliczu dramatu miejscowych, jednym z założeń budowy sztucznego jeziora było… uatrakcyjnienie krajobrazu. Trudno jednoznacznie stwierdzić na ile budowniczy wywiązali się z tego zadania, ale określenia takie jak alpejski, skandynawski, transylwański, baśniowy czy disnejowski, często występujące w opisach doliny, brzmią zachęcająco.

Dawne pastwiska na wzgórzach dziś porastają gęste lasy. Wokół jeziora wyznaczono kilometry szlaków i ścieżek łączących kryjówki dla obserwatorów ptaków, wąwozy potoków zasilających rezerwuar i kilka wodospadów, w tym dość imponujący Pistyll Rhyd-y-meincau znany też jako Rhiwargor Waterfalls. Kamienna zapora, po prawie stu pięćdziesięciu latach stała się częścią krajobrazu. Całości pocztówkowego obrazka dopełnia malownicza kamienna wieża z zielonym miedzianym dachem, w stylu wiktoriańskiego gotyku – znak rozpoznawczy Lake Vyrnwy. W tle majaczą szczyty pasma Aran, przez które wiodą dwie karkołomne, ale i niezwykle malownicze drogi opadające wprost na brzegi kolejnego jeziora – Bala Lake/Llyn Tegid. Od jednej z nich odbija droga do Dinas Mawddwy, znana jako Bwlch-y-Groes, uważana za najwyżej położoną drogę w Walii.

Najlepszym miejscem do podziwiania tej panoramy (i nie jest to reklama!!!), jest taras restauracji Lake Vyrnwy Hotel. Przy okazji można – i warto – tu zjeść naprawdę doskonałe dania walijskiej kuchni.

Kod pocztowy dla RSPB Lake Vyrnwy to:

Cofiwch Dryweryn – pamiętaj o Tryweryn

Cofiwch Dryweryn

Jednym ze sposobów odnalezienia się na emigracji jest zrozumienie z jakiego miejsca w historii i kulturze wzięli się ludzie, z którymi przyszło nam żyć. Poznanie spraw, które ich ukształtowały, dowiedzenie się, co jest dla nich ważne. Z czego się śmieją. Na kogo głosują. Co ich boli.

Dzisiejsza Walia została ukształtowana w dużej mierze przez dwa czynniki: okupację angielską i opozycję wobec niej. Świadomie używam terminu okupacja, chociaż naturalnie kraj nie znajduje się w stanie wojny i nie jest obiektem żadnej czynnej przemocy. To właściwie bardziej forma systemu kolonialnego. Mniej więcej 700 lat temu ogromna Anglia podbiła malutką Walię. Uczyniła z niej podległą sobie prowincję i praktycznie odebrała możliwość podejmowania jakichkolwiek decyzji. W zamian dała zaszczyt bycia częścią wielkiego imperium. Szkocja jest w dużej części niezależna i sama zdecydowała kiedyś o wstąpieniu do Unii;  Walii nikt o zdanie nie pytał.

Niechęć Walijczyków do Anglii jest stale obecna na pewnym poziomie. Płynie gdzieś podskórnie, w społecznym krwiobiegu. Manifestuje się podczas meczy rugby, rzadziej podczas dyskusji o gospodarce czy polityce. W dowcipach w rodzaju “Polak, Rusek i Niemiec”. Westminster zawsze traktowało Walię przedmiotowo; brytyjscy politycy przypominają sobie o niej najczęściej w okolicach wyborów. Dla sporej części Anglików Walia to co najwyżej cel wypadów wakacyjno-weekendowych.

Jednym z najbardziej jaskrawych przejawów walijskiej bezsilności wobec arogancji angielskiej administracji jest historia utworzenia sztucznego jeziora, dziś znanego pod nazwą Llyn Celyn.

Llyn Celyn, fot. ze strony natureflip.com

W roku 1957 rada miasta Liverpool umyśliła sobie i przeforsowała w brytyjskim parlamencie (przy silnej walijskiej opozycji) decyzję o budowie sztucznego zbiornika wody pitnej dla Liverpoolu. Zbiornik miał powstać w północnej Walii w dolinie rzeki Tryweryn; problem polegał na tym, że znajdowała się tam nieduża wioska o nazwie Capel Celyn, w której od wielu pokoleń żyła nieduża lokalna społeczność, całkowicie walijskojęzyczna, prowadząca spokojny tradycyjny styl życia opierający się na ciężkiej pracy, miłości do ziemi i religii.

Capel Celyn, fot. FL Jackson (via G.Christian/flickr)

Przez 10 lat przez Walię przetaczała się fala żarliwych protestów. Wszystko na próżno; ostatecznie zatopienie wioski Capel Celyn stało się faktem w roku 1965. Pod wodą znalazły się częściowo zburzone domy, poczta, kaplica, kilka innych budynków oraz cmentarz. Podobno, przy wyjątkowo niskim stanie wód na środku jeziora można zobaczyć wystającą iglicę kaplicy.

Mieszkańców nie pozostawiono samym sobie, niedaleko utworzono zupełnie nową wioskę w której większość wypędzonych zamieszkała; nie zmniejszyło to poczucia goryczy, upokorzenia i bezsilności, które eksplodowało w tym czasie w Walii, a echa którego są słyszalne do dziś.

Hasło Cofiwch Dryweryn czyli pamiętaj o Tryweryn wymalowane na przydrożnym kamieniu gdzieś w północnej Walii stało się symbolem walki z angielską arogancją, sztandarem walijskich nacjonalistów. W tamtym okresie walijska partia narodowa Plaid Cymru zanotowała spory skok popularności; fala oburzenia i protestów zainicjowała proces budowania politycznej świadomości i walki o możliwość podejmowania własnych decyzji, coraz bardziej niezależnych od Westminster; działający od kilkunastu lat walijski parlament (Welsh Assembly) jest poniekąd rezultatem zatopienia małej wioski w malowniczej dolinie Tryweryn.

W roku 2005 r rada miasta Liverpool wystosowała formalne przeprosiny, przyjęte w Walii z mieszanymi uczuciami.

 

 

Postindustrialna Walia

Najnowsza historia Walii to rewolucja industrialna, narodziny silnej walijskiej gałęzi Partii Pracy, strajki i likwidacja przemysłu. No i ostatnie trzydziestolecie, w którym kraj na nowo próbuje odnaleźć swoją tożsamość i uporać się z balastem negatywnego dziedzictwa po bezwzględnych rządach pani Thatcher.

Mniej więcej do XVIII wieku Walia była głównie krajem rolniczym. Ale miejsce tak bogate w surowce naturalne, szczególnie węgiel, nie mogło pozostać niezauważone przez szukających tanich sposobów wydobycia i przetwórstwa wiktoriańskich przemysłowców. Rewolucja przemysłowa nie rozpoczęła się w Walii, ale szybko ogarnęła zwłaszcza jej południową część. Pierwszym typowo przemysłowym miastem było Merthyr Tydfil. “Pożar” industrii szybko ogarnął m.in. Swansea, Llanelli i Neath oraz Doliny (Valleys). Na potrzeby głównie transportu i przemysłu stoczniowego powstało nowe portowe miasto, które z czasem otrzymało rangę stolicy – Cardiff.

Przemysł potrzebował rąk do pracy, więc chętnie witano imigrantów z różnych stron świata. Wielokulturowość Cardiff jest po części rezultatem tamtych czasów. Praca w przemyśle, a zwłaszcza w kopalniach nie należała do łatwych ani oszałamiająco dobrze płatnych, ale często pozwalała żyć na wyższym poziomie niż jakakolwiek inna. Ciężkie warunki pracy i życia sprzyjały rozwojowi silnego poczucia wspólnoty w lokalnych społecznościach. Sprzyjały również rozwojowi ruchów robotniczych, związków zawodowych oraz uformowaniu się silnego lewicowego zaplecza kraju (Labour). Skupiająca majętnych ludzi partia konserwatywna (Tories) nigdy nie miała w Walii szczególnego wzięcia.

Druga połowa dwudziestego wieku przyniosła głównie przerażające słowo: nierentowność. Nagle okazało się, że węgiel można taniej importować (np. z Polski lub z Chin). Że pojawiają się alternatywne źródła energii. Kopalnie poddane zostały drakońskim redukcjom, a następnie pozamykane. W latach 80-tych przez kraj przetoczyła się ogromna długotrwała fala strajków; lokalne społeczności zostały w okrutny sposób rozdarte między strajkujących i łamistrajków. Tysiące pracujących nierzadko od kilku dekad ludzi stanęło oko w oko z biedą. Ogromny przemysł praktycznie zniknął z powierzchni ziemi.

Wkrótce, zwłaszcza do Dolin, którym nagle odebrano sens istnienia i perspektywy na przyszłość, zawitały wszelkie patologie społeczne. Całe pokolenia ugrzęzły w życiu na koszt państwa (tzw. benefit culture), początkowo z konieczności, a potem z przyzwyczajenia. Pojawiły się narkotyki, zaroiło się od samotnych nieletnich matek. Oczywiście nie wszystkie Doliny borykają się z tymi samymi problemami i na taką samą skalę; ale Walia jest wciąż w fazie wychodzenia z kryzysu i poszukiwania nowych pomysłów na siebie; jednym z nich jest rozwój turystyki.

Z perspektywy turysty, czy może bardziej eksploratora, pieszego czy rowerowego, industrialna przeszłość Walii to źródło wielu interesujących odkryć. Pamiątki po industrialnej przeszłości to nie tylko kilka muzeów, z których najsłynniejsze to Big Pit, ale przede wszystkim odkrywane przypadkiem w lasach “schody donikąd”,  opuszczone wagoniki kolejowe, częściowo zdemontowane tory kolejowe, kamienne lub ceglane mosty, które do niczego już dziś nie służą, jeziorka o niezwykłym szmaragdowym kolorze, rezultacie działalności najróżniejszych minerałów i surowców naturalnych. Niejedno miejsce po kopalni odkrywkowej zostało zagospodarowane i zregenerowane jako park krajobrazowy lub rezerwat. Powoli odrastają lasy spalone w wielkich piecach industrii. Oblicze kraju wraca powoli do stanu sprzed rewolucji przemysłowej.

Spacerując po rezerwatach południowej Walii warto rozglądać się dookoła, a nawet zejść na chwilę z utartego leśnego szlaku. Nigdy nie wiadomo jaki skarb z przeszłości wpadnie nam w oko.