Tag Archives: cardigan bay

Wybrzeże Cardigan [cz.1] – od Mwnt do Cwmtudu

Walia ma ponad tysiąc kilometrów wspaniałego wybrzeża. Całkiem sporo jak na tak niewielki kraj. Jest w czym wybierać. I to właśnie stanowi nie lada problem. Bo gdzie zacząć? Gdzie jest najpiękniej? Co zobaczyć? Wszystko i wszędzie, chciałoby się powiedzieć. Ale że na to trzeba by tygodni, miesięcy, a może nawet i lat, nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się walijskim wybrzeżem w małych dawkach. Jak choćby stukilometrowy kawałek Ceredigion Coast nad Zatoką Cardigan, między ujściami rzek Teifi i Dyfi.

Ten fragment wybrzeża, w swej urodzie, nie różni się szczególnie od pozostałych dziewięciuset kilometrów. Są tu budzące respekt klify – nota bene najwyższe w Walii – zaciszne zatoki, białe plaże, malownicze wydmy, cukierkowe miasteczka i cały ten wiaderkowo-łopatkowy bałagan, którego można się spodziewać nad morzem. Plus delfiny, foki i masa wszelkiego ptactwa. Jedyne czego tu brakuje, to tłumy letników, tak powszechne i irytujące choćby na wybrzeżu sąsiedniego Pembrokeshire, na plażach Glamorgan i Gower, czy na dokładnie zabudowanym domkami letniskowymi Półwyspie Llyn.

Teoretycznie powinniśmy zacząć w tętniącym życiem, kolorowym miasteczku Cardigan. Tu swój początek ma Ceredigion Coast Path – dokładnie dziewięćdziesięciosześciokilometrowy szlak wzdłuż wybrzeża Cardigan Bay. Ale lepiej wystartować od razu znad morza – w Traeth-y-Mwnt.

Miniaturowa osada, do której prowadzi karkołomna, a w dodatku (jak na złość?!) obsadzona wysokim żywopłotem droga, składa się głównie z nazwy, zatoki, która z powodzeniem mogłaby zagrać w którejś części “Piratów z Karaibów”, niewielkiej plaży i klifów, z których szczęśliwcy wypatrzeć mogą czasami delfiny. Oprócz tego, na zielonym zboczu niewielkiego półwyspu wrzynającego się w morze, stoi tu śnieżnobiały, siedemsetletni kościół Świętego Krzyża. Zbudowano go zapewne w miejscu jeszcze starszego kościoła, na trasie pielgrzymek z Saint David’s do opactwa Strata Florida – w samym sercu środkowowalijskiego pustkowia – i na Bardsey – “wyspę dwudziestu tysięcy świętych” na czubku Półwyspu Llyn.

Ludzkie kości, czasem nawet całe szkielety i zardzewiałe kawałki broni, które do dziś sporadycznie wyciągają z ziemi pługi miejscowych farmerów, przypominają o “krwawej niedzieli w Mwnt” – bitwie stoczonej w 1155 roku przez Walijczyków z Flamandami. Ci najwyraźniej już wtedy upatrzyli sobie tutejszą piękną plażę.

Drugi przystanek na nadmorskim szlaku – Aberporth, to skaza na jego obliczu. Przerośnięta wieś z niezbyt urodziwą zabudową i przyklejoną bazą rakietową, to najwyżej dobre miejsce na rybę z frytkami…

Prawdopodobnie w ramach rekompensaty za nadzwyczajną nijakość Aberporth, kolejny punkt na trasie Ceredigion Coast Path, wygląda jak z obrazka. Tresaith, osada wciąż jeszcze zbyt mała by nazywać się choćby wioską, wcisnęła się w niewielką zatokę otoczoną klifami, z piaszczystą plażą i… opadającym wprost na nią kilkunastometrowym wodospadem.

Z Tresaith, mniej więcej dwukilometrowy szlak na szczycie klifu, prowadzi do kolejnej mikroskopijnej osady ukrytej w przytulnej zatoce – Penbryn. Ale zdecydowanie przyjemniej przespacerować się dołem! O ile oczywiście trafi się na odpływ odsłaniający przeszło milę piasku, rozmaitych tworów skalnych i przedziwnych stworzeń żyjących na tym pograniczu dwóch światów.

—|-|—

Kilkaset metrów wgłąb lądu, między Tresaith a Penbryn, na polu sąsiadującym z jednym z wielu w okolicy caravan park‘ów, stoi jeden z ciekawszych walijskich standing stonesCorbalengi Stone. Pod tym, prawdopodobnie wczesnośredniowiecznym, kamieniem, wykopano urnę z prochami i rzymskimi monetami (obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym w Cardiff). Na kamieniu zaś, wyryta jest łacińska inskrypcja “CORBALENGI IACIT ORDOVS”. “Ordovs” odnosi się zapewne do lokalnego plemienia Ordowików, ale znaczenia reszty inskrypcji można się jedynie domyślać. Najczęściej przyjmuje się wersje “Corbalengi z ludu Ordowików”, albo “Grób/Tu spoczywa Corbalengi z ludu Ordowików”.

—|-|—

W samym Penbryn warto przysiąść na cream tea albo coś bardziej treściwego, żeby nabrać sił na kolejny odcinek szlaku. Mniej więcej cztery kilometry z Penbryn do Llangrannog to, miejscami, dość wymagający spacer z kilkoma karkołomnymi zejściami i krótkimi, ale męczącymi podejściami. Nagrodą za te (umiarkowane) trudy są widoki na dzikie klify, zatoczki w których przez lata kryli się przemytnicy i niedostępne plaże, gdzie szczęśliwcy mogą czasem spotkać foki.

Llangrannog doskonale wpisuje się w znany już i przyjemny schemat kolorowej osady wciśniętej w niewielką, otoczona klifami zatokę z kawałkiem piaszczystej plaży. Przy czym tu wszystko jest jakby na większą skalę, co niestety, w sezonie i rzadkie słoneczne weekendy, przyciąga tłumy. Łatwo od nich uciec chowając się na jednej z kilku niewielkich plaż, do których prowadzą tajemne ścieżki z grzbietu majestatycznego półwyspu Ynys Lochtyn.

W Llangrannog można w końcu dać odpocząć nogom i, choć nadmorski szlak prowadzi dalej, przesiąść się do samochodu.

Do Cwmtudu prowadzi jedna z tych karkołomnych walijskich dróg, które sprawiają, że człowiek poważnie zastanawia się czy naprawdę warto się męczyć? Warto, bo na końcu tych mocnych wrażeń znajduje się odludna, kamienista plaża, otoczona podziurawionymi jaskiniami klifami, z których podobno prawie zawsze można dostrzec delfiny. Z naciskiem na “prawie”…

Mapa nie pokazuje niestety Ceredigion Coast Path:

Walijski Top 10 [według Anny]

Top 10

Zestawienie mojego walijskiego Top 10 to właściwie miszyn imposybl. Odkrywam ten kraj od lat i wciąż nie poznałam go do końca. Czasem wracam szósty raz w to samo miejsce i znów widzę w nim coś nowego, szczególnego. Inny powinien być Top 10 na niepogodę, inny na zgryzotę w sercu, a jeszcze inny na upajanie się wiatrem we włosach na rowerze. Ale spróbuję. Zastrzegam, że to zestawienie jest jak najbardziej subiektywne, niepełne i z pewnością nie ostateczne. Kolejność jest przypadkowa; lubię wszystkie te miejsca prawie w takim samym stopniu.

1. Wodospady Doliny Neath, South Wales

Jedno z tych miejsc, do których wracam nałogowo od lat. Zawsze daje mi to, co jest mi w danej chwili potrzebne: ukojenie skołatanych nerwów, odrobinę adrenaliny, miłe oku widoki. Do wyboru jest kilka szlaków, z których większość biegnie lasami wzdłuż rzeki. Szlaki potrafią być dość wymagające, często pną się do góry, by za chwilę dość gwałtownie opaść w dół; ale uważam, że osoba o przeciętnej kondycji nie powinna specjalnie odczuć trudów wędrówki. Wodospady Doliny Neath wchodzą w skład Parku Narodowego Brecon Beacons; to świetna propozycja na spędzenie dnia na świeżym powietrzu.

Więcej o wodospadach: Wodospady Doliny Neath

2. Widok z kolumny Markiza, Llanfair PG, Anglesey

Nie będę ukrywać: widok z kolumny markiza przy wjeździe na wyspę Anglesey jest nie do pobicia. To jedno z tych miejsc na które trafiłam przypadkiem i które wyryło się w mojej pamięci na zawsze. Kolumna jest dość wysoka i wdrapywanie się na nią wymaga trochę wysiłku, ale widok na Anglesey, cieśninę Manai, dwa mosty łączące Anglesey ze stałym lądem oraz Snowdonię w tle w piękny letni dzień posiada faktor opadniętej szczęki.

Update 05.2018 – kolumna jest niestety zamknięta dla zwiedzających.

3. Mwnt, Ceredigion, Cardigan Bay

Maleńki klifowy Mwnt [czyt. munt] zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Podczas ostatniej wizyty podarował mi zachód słońca, wyjątkowo spokojną taflę wód zatoki Cardigan, ciszę absolutną… i delfiny. Jego dodatkowym atutem, oprócz przystojnych klifów i malowniczej zatoczki, jest stareńki biały kościółek u podnóża klifu.

Więcej o Mwnt i Cardigan Coast: Wybrzeże Cardigan – od Mwnt do Cwmtudu

4. Southerndown, South Wales

Ten widok przywitał mnie w Walii ponad dziesięć lat temu i od tamtej pory jest mi szczególnie bliski. Wciąż uważam to miejsce za jedno z najatrakcyjniejszych wizualnie w całej Walii. Dramatyczne klify, ogromne plaże odsłaniane dwa razy na dobę przez odpływ, połyskujące w słońcu wody kanału bristolskiego – to wszystko składa się na idealne miejsce do spacerów lub najzwyklejszego posiedzenia sobie na ławeczce. 

5. Dryslwyn Castle, Llandeilo, Carmarthenshire

Właściwie trudno nazwać go zamkiem. Dryslwyn to nieduża ruinka na wzgórzu; jej największym atutem jest położenie. Z ruin zamku Dryslwyn roztacza się bowiem przepiękny widok na malownicze zielone równiny Carmarthenshire, z meandrującą rzeką połyskującą w popołudniowym słońcu. To idealne miejsce na letni piknik. Dodatkowy atut: niedaleko znajduje się ogród botaniczny; razem zastosowane te dwie atrakcje zapewnią idealny dzień na świeżym powietrzu.

6. Barafundle Bay, Stackpole, Pembrokeshire

Ukryta przed tłumami cudownie piaszczysta plaża zatoki Barafundle to jeden z największych skarbów Pembrokeshire. Trzeba tam dojść na nogach, więc jest szansa, że nie spotkasz tam zbyt wielu wyznawców św. Grilla i będziesz ją miał w sporej części dla siebie, w każdym razie w tygodniu. Barafundle przypomina mi plaże śródziemnomorskie, zapewne głównie przez swój jasny drobny piasek, nietypowy dla walijskich plaż, i szmaragdowy kolor wody. To miejsce bez wątpienia warte pewnego wysiłku włożonego w dotarcie do niego.

7. Green Bridge, Castlemartin, Pembrokeshire

Pembrokeshire słynie między innymi z dramatycznych klifów, które pieszczą oko gościa swoimi niezwykle efektownymi formami. Jedną z najbardziej znanych jest tzw. Green Bridge, czyli Zielony Most (dlaczego akurat zielony nie udało mi się ustalić).

Więcej o Green Bridge of Wales: W poszukiwaniu “Zielonego Mostu”

8. Mynydd Preseli, Pembrokeshire

Nieskażony komercyjną turystyką łagodny łańcuch górski w północnej części Pembrokeshire oferuje piękne widoki, nietrudne a satysfakcjonujące szlaki na każdą kondycję i dziką przyrodę. A także rozsiane tu i ówdzie bonusy w postaci neolitycznych kamiennych grobowców, czy wolno stojących głazów o zagadkowym przeznaczeniu. Jedno z pierwszych miejsc w Walii z którym poczułam realną więź; mam do niego ogromny sentyment i nieustannie mnie tam ciągnie.

Więcej o Wzgórzach Preseli: Idealny weekend w Mynydd Preseli

9. Holywell, Flintshire

Cudowna studnia świętej Winefride w Holywell w hrabstwie Flintshire (północna Walia) zrobiła na mnie ogromne wrażenie, chociaż zupełnie mi nie po drodze z religią. To miejsce szczególne; trudno nie poczuć w powietrzu tej atmosfery oczekiwania i nadziei, którą przesiąkły jego mury przez stulecia przyjmowania utrudzonych pielgrzymów z całego kraju. Budynek skrywający w sobie cudowne źródełko zdolne podobno do wszelkich uzdrowień posiada niesamowity klimat; jest stary, elegancki i pokryty autografami wdzięcznych pielgrzymów (niektóre mają nawet pięćset lat). Zdecydowanie warto odwiedzić.

Więcej o Holywell: Cudowna studnia św. Winefride/Holywell

10.  Pentre Ifan Burial Chamber, Mynydd Preseli

Liczący sobie kilka tysięcy lat neolityczny grobowiec Pentre Ifan to miejsce o szczególnej atmosferze. Znajduje się nieco na uboczu, w otoczeniu falujących zielonych wzgórz i pól; dociera tam w sumie niewiele osób, co dodatkowo sprzyja atmosferze wyciszenia i refleksji. Pentre Ifan robi na mnie osobiście o wiele większe wrażenie niż skomercjalizowany Stonehenge. Najlepiej zostawić go sobie jako wisienkę na torcie po eksploracji wybrzeża zatoki Cardigan lub gór Preseli. Szczególnie polecam to miejsce przy zachodzie słońca.