Tag Archives: park narodowy brecon beacons

1 dzień w Brecon Beacons: Neuadd Reservoir i mały szlak wodospadowy

Neuadd

Niedzielnym turystom park narodowy Brecon Beacons kojarzy się najczęściej z najwyższym szczytem południowej Walii, Pen Y Fan (którego popularność wzrosła kosmicznie w ostatnich latach). Tymczasem park ma do zaoferowania o wiele więcej, jest bardzo różnorodny, a do tego posiada wiele zakamarków rzadziej uczęszczanych, a dostępnych właściwie każdemu niezależnie od kondycji. Niestety, z oczywistych względów spora część parku nie jest osiągalna dla osób poruszających się na wózkach.

Dziś zapraszamy na łatwą i przyjemną jednodniową wycieczkę z wodospadami, jeziorem i górskimi widokami w tle. Dorzucimy też kilka sugestii dla tych, którzy chcą się troszkę bardziej zmęczyć.

Jesteśmy mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Merthyr Tydfil a Talybont on Usk w środkowej części BB. Kliknij na mapki żeby je powiększyć.

Wycieczkę proponujemy zacząć od sztucznego jeziorka Lower Neuadd Reservoir **. To nieduży zbiornik wodny otoczony wianuszkiem gór o eleganckim kształcie, w którym łatwo można rozpoznać charakterystyczny wierzchołek Pen Y Fan. Do jeziora prowadzi asfaltowa ścieżka zamknięta dla ruchu samochodowego; samochód trzeba zostawić na bezpłatnym parkingu o tej samej nazwie. Kod pocztowy do najbliższej cywilizacji: CF48 2UT. Kody pocztowe w takich odludnych miejscach są jedynie orientacyjne, więc najlepiej zdać się na drogowskazy albo mapę. Dojście do jeziora zabiera około 10-15 minut. Zbiornik, jak większość tzw. rezerwuarów w Wali jest własnością Welsh Water (Dŵr Cymru, odpowiednik polskich wodociągów, to oni dostarczają waszą wodę pitną).

Neuadd Reservoir to idealne miejsce na relaks, piknik, czy nawet drzemkę w pięknych okolicznościach przyrody.  Bardziej aktywni mają kilka opcji spacerowych, np. mogą przejść się dookoła jeziorka (mniej-więcej godzina), albo nawet dalej – w okolicy jest kilka szlaków, m.in. słynny Brecon Horseshoe, która wychodzi właśnie stąd, zahacza o kilka wierzchołków włączając Pen Y Fan, i powraca do jeziora. Szlak liczy około 17 km, czyli mówimy o mniej więcej 5 godzinach marszu. Na mapce w galerii poniżej można zobaczyć jak ta trasa wygląda. Duży plus: idziesz na Pen Y Fan inną drogą niż większość turystów. Należy tylko koniecznie pamiętać, że to góry, więc trzeba się przygotować na możliwe gwałtowne zmiany pogody i zaopatrzyć w prowiant i wodę.

This slideshow requires JavaScript.

Zakładamy, że nie poszedłeś w góry, zostało Ci pół dnia, możesz skoczyć w drugie miejsce, praktycznie po sąsiedzku. Niedaleko od jeziora Neuadd znajduje się  przyjemny niewymagający leśny szlak, przejście którego zajmuje około pół godziny. Szlak rozpoczyna się od niedużego bezpłatnego  parkingu o nazwie Lower Blaen Y Glyn (kod orientacyjny CF48 2UT) i biegnie wzdłuż rzeki, prowadząc do średniej wielkości wodospadu o wdzięcznej nazwie Caerfanell Falls. Ciekawostka: przy wodospadzie po lewej stronie można wypatrzeć neolityczny kamień z napisami i krzyżem celtyckim. Po dojściu do wodospadu przechodzisz drewnianym mostkiem na drugą stronę rzeki i zawracasz w stronę parkingu. Napotkasz tu kilka pomniejszych wodospadów, które nie są może Niagarami, ale są dość malownicze, i można sobie przy nich przysiąść  na chwilkę zen-relaksu, albo i mały piknik na trawie. Szlak kończy się przy kamiennym mostku niedaleko od parkingu,

This slideshow requires JavaScript.

Opcja dla chcących więcej: wyjeżdżając z parkingu skręć w prawo i pojedź ostro pod górkę. Na końcu podjazdu po prawej stronie będzie kolejny parking o nazwie Blaen Y Glyn Uchaf (rzuć okiem na mapkę na górze). Nad parkingiem dominuje charakterystyczna góra Craig Y Fan Ddu, która nie jest może jakoś przesadnie wysoka (około 600 m npm), ale za to jest stroma, i zdecydowanie można na niej przetestować stan swojej kondycji. Z jej szczytu rozciągają się malownicze widoki, szczególnie, jeśli zdecydujemy się pójść jeszcze dalej następnymi grzbietami górskimi. Do dalszych wędrówek jednak polecamy się nieco przygotować. Ciekawostka: niedaleko tej lokalizacji można znaleźć wrak samolotu z czasów drugiej wojny światowej. Takich wraków jest w górach BB kilka, niektóre nawet pochodzą spoza UK. Przypominają, że w górach, nawet tak niewysokich, często jednak panują trudne warunki pogodowe i trzeba ten fakt uszanować.

This slideshow requires JavaScript.

A na koniec dnia warto sobie zafundować miskę pysznej domowej zupy w kafei The Old Barn Tea Room, która jest tuż za rogiem, i do której łatwo trafić jadąc po drogowskazach właśnie na ‘Tea room’. Miejsce jest sprawdzone, przyjemne i niespecjalnie drogie. Bonus: ‘prawdziwa’ herbata w porcelanowej zastawie : )

This slideshow requires JavaScript.

** Update 2020 – zbiornik został osuszony przez Welsh Water i niestety już nie istnieje.

Kamienne strażnice Black Mountain

Zamek Carreg CennenW kategorii romantycznych ruin, od dobrych dwustu lat, zamek Carreg Cennen ma bardzo niewielu konkurentów. Już pod koniec osiemnastego wieku zachwycali się nim pierwsi turyści, a rzesze artystów malowały i szkicowały go z każdej możliwej perspektywy.

Prapoczątki Carreg Cennen sięgają zamierzchłych czasów. Znaleziono tu szczątki ludzi z epoki kamienia, rzymskie monety, a część badaczy jest przekonana, że kamienną twierdzę zbudowano w miejscu wcześniejszego grodziska z epoki żelaza.

Pierwsza wzmianka o zamku jako takim pojawia się w walijskiej Kronice książąt (Brut y Tywysogyon) z 1248 roku. Czytamy tam, że “Rhys Fychan ap [syn] Rhys Mechyll odzyskał zamek Carreg Cennen, który jego matka zdradziecko oddała w ręce Francuzów [Normanów]”. Warto dodać, że matka Rhysa, Maud z potężnego rodu de Braose, posiadającego ogromne posiadłości, między innymi, na Pograniczu i Półwyspie Gower, zrobiła to z… nienawiści do własnego syna. Za zajęcie zamku, król Henryk III ukarał Rhysa grzywną trzystu marek, ale, najwyraźniej bardziej wyrozumiały niż rodzona matka, pozwolił mu go zatrzymać. Być może dlatego, że ówczesny zamek miał niewiele wspólnego z późniejszą potężną twierdzą.

Co prawda nie wiadomo jak dokładnie wyglądał, ani nawet czy był murowany, ale zbudowano go w typowym dla wczesnych walijskich zamków miejscu – na wzniesieniu wyraźnie górującym nad otoczeniem i wykorzystując naturalne przeszkody do wzmocnienia i ulepszenia obrony. Podobnie ulokowano niedalekie zamki Dinefwr i Dryslwyn, a na północy, między innymi, Dinas Bran, Dolwyddelan czy Castell y Bere.

Prawdopodobnie pierwszy zamek zbudowano za czasów Rhysa ap Gruffudd. Ten jeden z najsłynniejszych średniowiecznych walijskich możnowładców, skutecznie powstrzymywał ekspansję Normanów/Anglików wgłąb Walii, umiejętnie lawirując między walką zbrojną, a chwilową lojalnością wobec użytecznych sojuszników. Udało mu się nie tylko zjednoczyć dość pokaźne włości obejmujące dawne królestwo Deheubarth, ale też uzyskać potwierdzenie władzy nad nimi od króla Henryka II.

Śmierć Rhysa w 1197 roku, zapoczątkowała powolny proces rozpadu jego księstwa, przypieczętowany prawie sto lat później ostatecznym podbojem Walii przez Edwarda I Długonogiego.

W tym czasie zamek Carreg Cennen wielokrotnie zmieniał właścicieli, a w okresach nasilonych walk z Walijczykami przechodził bezpośrednio pod kontrolę korony. Aż w końcu, w 1283 roku, król Edward I oddał zamek wraz z przyległymi ziemiami, swojemu zaufanemu baronowi Johnowi Giffard. Ten bogaty szlachcic z Gloucestershire wsławił się podczas walijskiej kampanii króla i prawdopodobnie brał udział w potyczce pod Builth, w której zginął przywódca powstania i ostatni walijski książę Llywelyn ap Gruffydd.

Najwyraźniej Giffadrowie mieli do swoich nowych walijskich włości nadzwyczajną słabość, bo praktycznie wszystko co przetrwało do dziś, to pozostałości zamku wzniesionego przez Johna i jego syna Johna Młodszego. W miejscu bez większego znaczenia militarnego, na półdzikim górskim pustkowiu, zbudowali fortecę nie do zdobycia, wykorzystując nie tylko doskonałe warunki naturalne, ale i najnowsze techniki i założenia obronne.

Jednak jak to często bywało w średniowiecznej Brytanii, w jednym z konfliktów między baronami a tronem Młodszy Giffard opowiedział się po niewłaściwej stronie i w 1322 roku stracił wszystko, łącznie z głową.

Carreg Cennen znów kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, aż pod koniec czternastego wieku stał się częścią włości królewskich. Nie przysłużyło mu się to zbytnio, bo według zachowanych rachunków, już około roku 1370 był w opłakanym stanie i desperacko potrzebował remontu. Bez Względu na to, co zrobiono, wystarczyło do powstrzymania powstańców Owaina Glyndŵr przed zdobyciem zamku przez ponad rok (!) na przełomie lat 1403-1404.

W ramach zemsty Walijczycy poważnie uszkodzili fortecę, tak, że kilka lat później królewski skarbiec musiał wydać na naprawę, a właściwie odbudowę murów, bram, mostów, komnat i kaplicy niemałą sumę pięciuset funtów. Wyremontowany zamek przez krótką chwilę cieszył się pewnym znaczeniem w regionie – odbywały się tu posiedzenia sądów i na stacjonował garnizon.

Po raz ostatni w historii Carreg Cennen zapisał się w czasie Wojny Dwóch Róż. W 1461 roku schroniła się tu spora grupa zwolenników Lancasterów uciekających po przegranej bitwie pod Mortimer’s Cross. Yorkiści, wiedząc że twierdza jest nie do zdobycia, wysłali siedemdziesięciu dżentelmenów i yeomanów (specyficzna grupa społeczna w średniowiecznej Anglii – ludzie stanu wolnego ale nie-szlachta), żeby negocjować poddanie zamku.

Kiedy ostatni stronnicy Lancasterów opuścili zamek, wkroczyło do niego pięciuset robotników “z łomami i kilofami, niszcząc i obalając mury, żeby zapobiec podobnym niedogodnościom w przyszłości”. “Niedogodność” stanowili nie tylko obrońcy, ale też rozbójnicy, którzy często wykorzystywali zamek jako schronienie i punkt wypadowy do grabienia okolicy. Po czterech miesiącach rozbiórki, z potężnej fortecy pozostały tylko smętne ruiny.

Tak jak wcześniej twierdza Carreg Cennen opierała się oblegającym ją wojskom, tak jej ruiny, zapomniane na prawie trzy stulecia, opierały się siłom natury. Na nowo odkryli je osiemnasto- i dziewiętnastowieczni pisarze-podróżnicy zachwycający się walijskimi krajobrazami i niezliczeni artyści, szukający natchnienia wśród zielonych wzgórz. Znalazł je tu nawet najsłynniejszy z brytyjskich malarzy-romantyków – William Turner. Jego (trochę niewyraźna, jak wszystkie prace Turnera;-) akwarela z zamkiem na tle burzowego nieba, świetnie oddaje dramaturgię scenerii.

Być może na fali tych romantycznych uniesień, hrabiowie Cawdor – właściciele zamku od początku dziewiętnastego wieku – zlecili poważne prace remontowe, mające zapobiec dalszemu niszczeniu ruin. Zdaniem niektórych posunęli się trochę zbyt daleko, na dobrą sprawę “budując ruiny”. Zdaniem innych, mogli posunąć się krok dalej i przynajmniej częściowo odbudować zamek. Chociaż, szczerze mówiąc, trudno sobie wyobrazić koszt takiego przedsięwzięcia.

Ruiny, które przetrwały do dziś, tak czy inaczej imponują i przy odrobinie tylko fantazji, pozwalają wyobrazić sobie, jak twierdza wyglądała w okresie świetności. Zdecydowanie największe wrażenie robi potężna brama główna i poprzedzające ją mniejsze bramy ze zwodzonymi mostami. Tego systemu obronnego nie można było sforsować! Najbardziej zaś intrygującą częścią zamku, jest jaskinia, do której prowadzi wykuty w skale korytarz. Historycy do dziś sprzeczają się o jej przeznaczenie (zbiornik wody? loch? gołębnik?), a turyści z latarkami i sercem na ramieniu, szukają w niej duchów przeszłości.

Wizytę w zamku warto połączyć ze spacerem specjalnie przygotowanym i oznaczonym szlakiem oferującym doskonałe widoki zarówno na ruiny, jak i malowniczą okolicę. Dla szerszej perspektywy można też zapuścić się w sieć wąskich, polnych dróg. Te na wschód i północ od zamku prowadzą przez fantastycznie surowe krajobrazy zachodniego krańca Black Mountain. Czasami, w dobrym punkcie i przy dobrej widoczności, oprócz Carreg Cennen można z nich wypatrzeć zamek Dinefwr, a nawet wieżę Paxtona!

Przy jednej z polnych dróg stoi Sythfaen – prehistoryczny standing stone. Inna prowadzi do potężnego, choć dość mało znanego grodziska z epoki żelaza – Garn Goch.

Grodzisko zajmuje cały wierzchołek porośniętego paprociami wzgórza, wyrastającego nad doliną rzeki Tywi. Nie można dokładnie określić kiedy zostało wzniesione, ale przyjmuje się, że okres najaktywniejszego budowania fortów w Walii przypada na siódme-ósme stulecie przed naszą erą.

“Dziedziniec” Garn Goch ma 640 metrów (!!!) długości a otacza go przeszło półtora kilometra wału usypanego z kamienia, przerwanego jedynie przez dwie “bramy” obłożone płaskimi kamiennymi płytami. Prawdopodobnie w okresie funkcjonowania fortu chroniły je drewniane strażnice. Wysokość wałów sięga miejscami dziewięciu metrów!

Co ciekawe, Garn Goch, podobnie jak inne grodziska z epoki żelaza, nie był stale zamieszkałą osadą. Służył raczej jako schronienie dla okolicznej wspólnoty w przypadku ataku sąsiadów, magazyn żywności czy miejsce spędzania zwierząt hodowlanych. Przede wszystkim jednak, swoją potęgą miał imponować i ostrzegać potencjalnych napastników – ktoś kto był w stanie zbudować tak ogromne grodzisko, łatwo się nie podda. Paradoksalnie, zdaniem badaczy, sam fort przez swoje rozmiary, nie mógł być skutecznie broniony. Brak archeologicznych dowodów na jakąkolwiek bitwę stoczoną w, lub okolicach Garn Goch świadczy o tym, że skutecznie spełniał swoją odstraszającą rolę.

Za to dziś, prawie trzydzieści wieków później, wręcz przeciwnie – zaprasza zabłąkanych na to odludzie wędrowców, oferując doskonałe widoki na zieloną dolinę Tywi.

____________
Informacje praktyczne:

Postcode dla zamku Carreg Cennen: SA19 6UA
Postcode dla grodziska Garn Goch: (prowadzi do farmy kilkaset metrów od grodziska; po drodze trzeba szukać drogowskazów na parking, z którego zaczyna się krótki szlak do Garn Goch)

Wodospady Doliny Neath

wodo (2)

mapek Dzisiejsza propozycja to szlak wodospadów, który moim (ale nie tylko moim) zdaniem, śmiało może konkurować z najładniejszymi tego typu szlakami w kraju a może i Europie. Stanowi wycinek dłuższej trasy o nazwie Waterfalls Trail, z którego słynie dolina Neath. Wycinek nazywa się 4 Falls Trail czyli Szlak 4 Wodospadów. Mapki orientacyjna gdzie jesteśmy, by Google.

ysrJadąc od miejscowości Pontneddfechan kierujesz się lokalną drogą na północ na Ystradfellte. Nie denerwuj się, kiedyś opanujesz te nazwy. Po drodze będzie zjazd na jeden z parkingów oznaczonych na mapie, ale jedź dalej. W Ystradfellte podażasz za znakiem ‚Waterfalls’; doprowadzi cię do leśnego parkingu. Dojazd jest prosty, ale najlepiej sobie to prześledzić na google maps.

No więc parking; stąd zaczynasz, i tu wrócisz, bo spacer jest kółeczkiem. Podążasz za ścieżką przez las. Po dojściu do rozwidlenia dróg kierujesz się w prawo, dość ostro w dół. Pierwszy wodospad jest już niedaleko.

DSC_0211

DSC_0217

DSC_0228Z tego miejsca teoretycznie powinieneś zawrócić do ścieżki wyjściowej.. i ja zupełnie nie zachęcam do żadnej nieodpowiedzialnej niesubordynacji.. ale gdybyś, załóżmy, posiadał te paskudne cechy charakteru, np. skłonność do łamania zakazów, podejmowania niewielkiego ryzyka.. do czego oczywiście, jak mówię, nie zachęcam.. i dajmy na to zachował elementarną ostrożność..

nm.jpg DSC_0267 DSC_0237to (jak słyszałam) kontynuując spacer ‚zamkniętą’ ścieżką dojdziesz do przepięknego, nieco odosobnionego wodospadu o malowniczej nazwie Sgwd Isaf Clun-Gwyn. Według mnie, ukryta perła Wodospadowego Szlaku. Dla tych, którzy są praworządni i się słuchają, całkiem słusznie,  dodam, że do wodospadu można też dotrzeć od drugiej, legalnej strony, ale mało kto dociera, bo dojście wymaga pewnego wysiłku, trzeba iść pod górę często po kamieniach i korzeniach, nie jest to specjalnie wygodne, aczkolwiek nie takie znowu straszne.

sgw

5Podążając dalej wzdłuż rzeki i po kierunkowskazach dojdziesz do kolejnych dwóch wodospadów, w tym jednym wysokim, o nazwie Eira, do którego trzeba sobie zejść drewnianą ścieżką ostro w dół i za którym można przejść w sprzyjających warunkach pogodowych. Przy wodospadach można czasem spotkać poszukiwaczy mocnych wrażeń zażywających kąpieli w lodowatych wodospadowych wodach.

wodospNa tym szlaku nie da rady się zgubić. Jeśli nie wiesz gdzie iść, to podążaj wzdłuż rzeki, a prędzej czy później dojdziesz do kolejnego wodospadu albo drewnianych kierunkowskazów. Mapka u góry powinna dać ci ogólny pogląd na to co i gdzie; ale jeśli myślisz o poważniejszej eksploracji tych terenów to warto zaopatrzyć się w jakąś sensowniejszą. Sama sobie od lat sobie powtarzam że powinnam, może w końcu to zrobię. Zdecydowanie nie wybierałabym się w te rejony w klapkach. Widziałam panie przechadzające się rekreacyjnie do pierwszego z brzegu wodospadu w sandałkach, no ale widocznie nikt im nie powiedział, że Ciechocinek to w drugą stronę. Fotografom szczególnie polecam ten szlak jesienią, wybarwiające się pięknie liście stają się dodatkowym bonusem.

Najlepszy czas na wizytę: wodospady są najatrakcyjniejsze po obfitych opadach, ale uwaga: może być ślisko. Zachowaj ostrożność.

_____________

Info praktyczne:

Lokalizacja: dolina Neath, przy wiosce Ystradfellte, park narodowy Brecon Beacons. Orientacyjny kod pocztowy dla nawigacji satelitarnej: CF44 9JE.

Rodzaj szlaku:  pagórkowaty, leśny, rzeka + wodospady.

Trudność: częściowo łatwa, miejscami średnia.

Dystans: 3.8 mil, czyli około 6km, ale momentami dłuższe dość strome podejścia, można się zmęczyć.

Udogodnienia: parking płatny (ostatnio £4 za dzień) niestrzeżony.

wodo

Walijski Top 10 [według Anny]

Top 10

Zestawienie mojego walijskiego Top 10 to właściwie miszyn imposybl. Odkrywam ten kraj od lat i wciąż nie poznałam go do końca. Czasem wracam szósty raz w to samo miejsce i znów widzę w nim coś nowego, szczególnego. Inny powinien być Top 10 na niepogodę, inny na zgryzotę w sercu, a jeszcze inny na upajanie się wiatrem we włosach na rowerze. Ale spróbuję. Zastrzegam, że to zestawienie jest jak najbardziej subiektywne, niepełne i z pewnością nie ostateczne. Kolejność jest przypadkowa; lubię wszystkie te miejsca prawie w takim samym stopniu.

1. Wodospady Doliny Neath, South Wales

Jedno z tych miejsc, do których wracam nałogowo od lat. Zawsze daje mi to, co jest mi w danej chwili potrzebne: ukojenie skołatanych nerwów, odrobinę adrenaliny, miłe oku widoki. Do wyboru jest kilka szlaków, z których większość biegnie lasami wzdłuż rzeki. Szlaki potrafią być dość wymagające, często pną się do góry, by za chwilę dość gwałtownie opaść w dół; ale uważam, że osoba o przeciętnej kondycji nie powinna specjalnie odczuć trudów wędrówki. Wodospady Doliny Neath wchodzą w skład Parku Narodowego Brecon Beacons; to świetna propozycja na spędzenie dnia na świeżym powietrzu.

Więcej o wodospadach: Wodospady Doliny Neath

2. Widok z kolumny Markiza, Llanfair PG, Anglesey

Nie będę ukrywać: widok z kolumny markiza przy wjeździe na wyspę Anglesey jest nie do pobicia. To jedno z tych miejsc na które trafiłam przypadkiem i które wyryło się w mojej pamięci na zawsze. Kolumna jest dość wysoka i wdrapywanie się na nią wymaga trochę wysiłku, ale widok na Anglesey, cieśninę Manai, dwa mosty łączące Anglesey ze stałym lądem oraz Snowdonię w tle w piękny letni dzień posiada faktor opadniętej szczęki.

Update 05.2018 – kolumna jest niestety zamknięta dla zwiedzających.

3. Mwnt, Ceredigion, Cardigan Bay

Maleńki klifowy Mwnt [czyt. munt] zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Podczas ostatniej wizyty podarował mi zachód słońca, wyjątkowo spokojną taflę wód zatoki Cardigan, ciszę absolutną… i delfiny. Jego dodatkowym atutem, oprócz przystojnych klifów i malowniczej zatoczki, jest stareńki biały kościółek u podnóża klifu.

Więcej o Mwnt i Cardigan Coast: Wybrzeże Cardigan – od Mwnt do Cwmtudu

4. Southerndown, South Wales

Ten widok przywitał mnie w Walii ponad dziesięć lat temu i od tamtej pory jest mi szczególnie bliski. Wciąż uważam to miejsce za jedno z najatrakcyjniejszych wizualnie w całej Walii. Dramatyczne klify, ogromne plaże odsłaniane dwa razy na dobę przez odpływ, połyskujące w słońcu wody kanału bristolskiego – to wszystko składa się na idealne miejsce do spacerów lub najzwyklejszego posiedzenia sobie na ławeczce. 

5. Dryslwyn Castle, Llandeilo, Carmarthenshire

Właściwie trudno nazwać go zamkiem. Dryslwyn to nieduża ruinka na wzgórzu; jej największym atutem jest położenie. Z ruin zamku Dryslwyn roztacza się bowiem przepiękny widok na malownicze zielone równiny Carmarthenshire, z meandrującą rzeką połyskującą w popołudniowym słońcu. To idealne miejsce na letni piknik. Dodatkowy atut: niedaleko znajduje się ogród botaniczny; razem zastosowane te dwie atrakcje zapewnią idealny dzień na świeżym powietrzu.

6. Barafundle Bay, Stackpole, Pembrokeshire

Ukryta przed tłumami cudownie piaszczysta plaża zatoki Barafundle to jeden z największych skarbów Pembrokeshire. Trzeba tam dojść na nogach, więc jest szansa, że nie spotkasz tam zbyt wielu wyznawców św. Grilla i będziesz ją miał w sporej części dla siebie, w każdym razie w tygodniu. Barafundle przypomina mi plaże śródziemnomorskie, zapewne głównie przez swój jasny drobny piasek, nietypowy dla walijskich plaż, i szmaragdowy kolor wody. To miejsce bez wątpienia warte pewnego wysiłku włożonego w dotarcie do niego.

7. Green Bridge, Castlemartin, Pembrokeshire

Pembrokeshire słynie między innymi z dramatycznych klifów, które pieszczą oko gościa swoimi niezwykle efektownymi formami. Jedną z najbardziej znanych jest tzw. Green Bridge, czyli Zielony Most (dlaczego akurat zielony nie udało mi się ustalić).

Więcej o Green Bridge of Wales: W poszukiwaniu “Zielonego Mostu”

8. Mynydd Preseli, Pembrokeshire

Nieskażony komercyjną turystyką łagodny łańcuch górski w północnej części Pembrokeshire oferuje piękne widoki, nietrudne a satysfakcjonujące szlaki na każdą kondycję i dziką przyrodę. A także rozsiane tu i ówdzie bonusy w postaci neolitycznych kamiennych grobowców, czy wolno stojących głazów o zagadkowym przeznaczeniu. Jedno z pierwszych miejsc w Walii z którym poczułam realną więź; mam do niego ogromny sentyment i nieustannie mnie tam ciągnie.

Więcej o Wzgórzach Preseli: Idealny weekend w Mynydd Preseli

9. Holywell, Flintshire

Cudowna studnia świętej Winefride w Holywell w hrabstwie Flintshire (północna Walia) zrobiła na mnie ogromne wrażenie, chociaż zupełnie mi nie po drodze z religią. To miejsce szczególne; trudno nie poczuć w powietrzu tej atmosfery oczekiwania i nadziei, którą przesiąkły jego mury przez stulecia przyjmowania utrudzonych pielgrzymów z całego kraju. Budynek skrywający w sobie cudowne źródełko zdolne podobno do wszelkich uzdrowień posiada niesamowity klimat; jest stary, elegancki i pokryty autografami wdzięcznych pielgrzymów (niektóre mają nawet pięćset lat). Zdecydowanie warto odwiedzić.

Więcej o Holywell: Cudowna studnia św. Winefride/Holywell

10.  Pentre Ifan Burial Chamber, Mynydd Preseli

Liczący sobie kilka tysięcy lat neolityczny grobowiec Pentre Ifan to miejsce o szczególnej atmosferze. Znajduje się nieco na uboczu, w otoczeniu falujących zielonych wzgórz i pól; dociera tam w sumie niewiele osób, co dodatkowo sprzyja atmosferze wyciszenia i refleksji. Pentre Ifan robi na mnie osobiście o wiele większe wrażenie niż skomercjalizowany Stonehenge. Najlepiej zostawić go sobie jako wisienkę na torcie po eksploracji wybrzeża zatoki Cardigan lub gór Preseli. Szczególnie polecam to miejsce przy zachodzie słońca.