Tag Archives: smok walijski

Królowa brytyjskich plaż

Majestatyczna Rhossili nieustannie bryluje w rankingach turystycznych – w 2010 roku została nawet uznana za najpiękniejszą plażę w całej Wielkiej Brytanii. Znajduje się w zachodniej części półwyspu Gower, niedaleko od Swansea.

Półwysep Gower jest jednym z pięciu “Obszarów o wybitnym pięknie naturalnym” (Area of Outstanding Natural Beauty; AONB) w Walii. Według powszechnej opinii to właśnie Rhossili jest klejnotem w jego koronie. Nie tylko długa na 5 km plaża, ale cała zatoka o tej samej nazwie jest niezwykle atrakcyjna wizualnie. To tutaj znajduje się jedna z walijskich ikon krajobrazu, charakterystyczna formacja skalna o nazwie Worm’s Head. W trakcie przypływu staje się wyspą. W określonych godzinach można się na nią dostać korzystając ze skalnego traktu odsłanianego przez olbrzymi odpływ. Ciekawostka: podczas odpływu na plaży Rhossili można podziwiać szczątki statku, który rozbił się tutaj w roku 1887.

Otoczona morzami Walia może się pochwalić drugimi co do wielkości pływami na świecie. Nieustannie zadziwia i zachwyca mnie rozpiętość tego zjawiska. Odpływ w ciągu kilku godzin odsłania plażę czasem nawet o kilkukilometrowej szerokości, po czym morze zawraca by znów wziąć ją całą w posiadanie – ten spektakl natury powtarza się dwa razy na dobę, czyniąc wiele miejsc w Walii, w tym także Rhossili, przepięknie zmiennymi. Minusem tego zjawiska jest ograniczona możliwość wylegiwania się na często mokrym piasku. Ale mokry piasek w niczym nie przeszkadza spacerowiczom i niespokojnym duszom szukającym ukojenia w pięknie dzikiej natury z dala od zgiełku cywilizacji. Następstwo pływów wymaga jednak zachowania pewnej ostrożność przy planowaniu wielogodzinnych spacerów wzdłuż wybrzeża. Godziny przypływów i odpływów są zmienne, ale w internecie bez problemu można znaleźć bieżące informacje (tide times).

Jak turystyczny hotspot, Rhossili posiada oczywiście infrastrukturę taką jak miejsca do spania o różnym standardzie, kafeje i puby, visitor center prowadzony przez National Trust, oraz ogromny parking (płatny). O tym, jak bardzo dochodowy jest parking w tej lokalizacji świadczy fakt, że National Trust odkupił go niedawno od prywatnych właścicieli za – bagatelka – 3 miliony funtów.

Królową brytyjskich plaż znajdziecie tu:

Zatoka i plaża wystąpiły w kilku programach telewizyjnych i serialach, włączając niedawno emitowany Torchwood. Pięknie prezentują się w przejmującym teledysku do piosenki Lover of the light grupy Mumford&Sons.

Llandudno, wiktoriański kurort na północy

sno

Tam, gdzie góry Snowdonii schodzą do morza Irlandzkiego, u stóp Great Orme, przeciąga się z wdziękiem najsłynniejszy mapka llandwalijski kurort Llandudno (wym. chlandydno). Jest przystojny i elegancki; latem roześmiany, krzykliwy i kolorowy, po sezonie milknie; po molu zaczyna hulać północny wiatr, a budy z lodami odlatują do ciepłych krajów. Jest coś pociągającego w takim posezonowym kurorcie. W języku angielskim istnieje małe słówko, które nie ma bezpośredniego równie pojemnego odnośnika w języku polskim, a które mi bardzo pasuje na opisanie tego dsc_0224stanu rzeczy: vulnerable. Na polski można to przełożyć jako wrażliwy, bezbronny, odsłonięty, podatny na ataki. Bez tysięcy turystów, hałaśliwej komercji, z pozamykanymi restauracjami i pastelami blaknącymi od mżawki Llandudno kurczy się w sobie, otacza ramionami opuszczonych przez gości hoteli i zapada w sen, mrucząc: byle do wiosny.

Llandudno ma wszystko, co powinien mieć szanujący się kurort: niekończącą się promenadę, kuszącą wielbicieli dsc_01901nadmorskich spacerów, kolejkę kablową, wiktoriańskie fasady nadbrzeża przypominające o czasach największej świetności, plaże i oczywiście wspomniane już molo. Dość stare, bo z 1878 r. Nad miastem góruje Great Orme, szczyt i znakomity punkt widokowy, na który można się dostać wąską drogą, ścieżkami dla pieszych oraz specjalnym tramwajem (głównie w sezonie). Great Orme jest również rezerwatem przyrody, w którym żyje między innymi unikatowy gatunek białych kozic.

little-orme-and-great-orme
Llandudno i Great Orme – llandudnoinpictures.wordpress.com

Ze szczytu Great Orme roztaczają się fantastyczne widoki na okolicę; tzn. jeśli pogoda nie ma akurat przerwy na papierosa. Jedną z atrakcji tych okolic jest kościółek z cmentarzem, smagany wichrem na jednym ze zboczy Great Orme; również kopalnia miedzi, której początki sięgają epoki brązu.

Great Orme Copper Mine – geograph.org.uk – 819” by Alan Simkins. Licensed under CC BY-SA 2.0 via Wikimedia Commons.

DSC_0100Rzeka Conwy oddziela Llandudno od kolejnej perełki tych okolic, miejscowości o tej samej nazwie co rzeka, z jednym z najwspanialszych walijskich zamków i świetnie zachowanymi murami miejskimi objętymi ochroną UNESCO. Conwy może się również pochwalićDSC_0054 posiadaniem najmniejszego domu w Wielkiej Brytanii.

Jeśli masz czas, spędź w tych okolicach cały dzień, może nawet dwa. Bez problemu znajdziesz tu przyzwoity posiłek, a wrażeń nie zabraknie. Zarówno Llandudno, jak i Conwy to pozycje obowiązkowe w trakcie pobytu w północnej Walii.

1940 Swansea Bay – muzeum inne niż wszystkie

sw

Najczęściej, niestety, kojarzy się z gablotami z zakazem zbliżania się, mnóstwem dat i ziewaniem. Tymczasem jak dobrze poszukać, to można znaleźć muzeum, w którym można się po prostu dobrze bawić; większość eksponatów można wziąć do ręki, a nawet założyć na siebie i użyć do trzaśnięcia stylowej fotki. Takie jest właśnie 1940 Swansea Bay, muzeum poświęcone drugiej wojnie światowej, a konkretnie niemieckim nalotom na Swansea w 1940r i ich wpływowi na życie mieszkańców miasta. Można przespacerować się po schronie, zajrzeć do domów z epoki, sprawdzić co tam można było dostać w sklepach; można pobawić się w faszynistę przymierzając sukienki z epoki. Dzieci i młodzi przychodzą po wiedzę przez zabawę, starsi na fali sentymentu. Dla nich to nie muzeum, ale projekcja wspomnień z młodości. Muzeum organizuje liczne imprezy, często w strojach z epoki; zapowiedzi i informacje o wydarzeniach i aktualnościach można znaleźć na dość niestety prymitywnej stronce muzeum.

Muzeum jest otwarte codziennie od 10 do 17, ostatnie wejście o 15. Parking jest darmowy, ale wstęp płatny: dwa lata temu płaciło sięswa 5.70, teraz pewnie trochę więcej, ale warto. Dojazd autostradą M4 w kierunku Swansea, zjazd 42 i dalej po brązowych znakach; można dojechać autobusem z centrum Swansea, autobus nr 158 (Banwen) jedzie tam około 8 minut. Kod pocztowy dla sat navu: SA1 8PT

Cudowna studnia Św. Winefride / Holywell

dsc_0042

Cudowna studnia świętej Winefride w Holywell w hrabstwie Flintshire (północna Walia) to miejsce szczególne, i nawet jakhol się nie jest wierzącym, to trudno nie poczuć w powietrzu tej atmosfery oczekiwania i nadziei, którą przesiąkły przez wieki jej mury. Już od 13 stuleci studnia przyciąga pielgrzymów z całego kraju, włączając koronowane głowy i innych celebrytów. Wielu z nich zostawiło swoje autografy na murach; najstarsza data jaką wypatrzyłam to 1595. Niektórzy optymiści zostawili na świadectwo cudu swoje już niepotrzebne kule; wtedy jeszcze nikt nie wiedział o sile sugestii, która silna jest, ale na krótką metę. Niejeden pewnie szybko pożałował swojej spontanicznej decyzji; i potem był płacz, i zgrzytanie zębów i dłuuugie czołganie do domu.

dsc_0006Podobno Holywell jest najstarszym wciąż działającym miejscem pielgrzymek w Europie; budynek skrywający cudowne źródełko jest zabytkiem pierwszej klasy objętym ścisłą ochroną prawną. Obok studni znajduje się kapliczka, kościół, muzeum z ciekawą ekspozycją i sklepik z pamiątkami.

Sama Winefride, patronka studni,  była podobno dziewczęciem o wielu walorach; walorami nie chciała się podzielić z lokalnym księciem, więc sympatyczny młodzieniec poderżnął jej gardło. Legenda głosi, że panna zmarła, po czym zmartwychwstała; ale możliwe jest też, że książę nie znał się za dobrze na podrzynaniu i nie uszkodził żadnych znaczących elementów krwiobiegu. Tak czy inaczej, w miejscu gdzie Winefride padła chwilowym trupem wytrysnęło źródło o rzekomo uzdrowicielskiej mocy.

dsc_0028Jak na swój status i znaczenie, Holywell utrzymuje stosunkowo niski profil. Nie ma w nim olbrzymich plastikowych madonn jak w Lourdes; klienci po cud przychodzą i wychodzą, po cichu, w skupieniu, czasem zorganizowanym truchtem przekuśtyka wycieczka emerytów. Jeśli chciałbyś się tam wybrać, a warto, nawet jeśli nie jesteś wierzący, to najlepiej z samego rana. Jak będziesz miał szczęście, to wpuszczą cię na teren jeszcze przed otwarciem, i wtedy będziesz tylko ty, Winefridowe źródło, średniowieczna atmosfera, pięć wieków graffiti i poranne mgły. Mocne przeżycie. Godziny otwarcia i inne przydatne informacje znajdziesz tutaj.

dsc_0039A o tym, że rzecz jest znana w pewnych kręgach świadczy ta oto notatka z okna ze sklepiku:

dsc_0062

W poszukiwaniu “Zielonego Mostu”

Dramatyczna linia brzegowa hrabstwa Pembrokeshire wchodzi w skład parku narodowego Pembrokeshire Coast National Park oraz Wales Coast Path, czyli ścieżki spacerowej obejmującej całe walijskie wybrzeże. Wales Coast Path połączyła istniejące uprzednio pomniejsze odrębne szlaki; jest bardzo dobrze zorganizowana, rzetelnie oznakowana oraz zabezpieczona w trudniejszych miejscach, co jest ważne o tyle, że klifowa linia brzegowa Walii jest nieustannie narażona na działanie ogromnych pływów i w związku z erozją miewa skłonności do nerwowych osuwów. Natura nieustannie pracuje nad zmianą kształtu Pembrokeshire.

Ukochana przez fotografów wyjątkowo przystojna formacja skalna zwana z niejasnych przyczyn Green Bridge of Wales, czyli “Zielony Most” (u góry strony), znajduje się na południu hrabstwa niedaleko miejscowości Castlemartin. Do “mostu” prowadzą boczne drogi, które przebiegają przez czynny poligon wojskowy i w związku z tym mogą być w określone dni, zwłaszcza robocze, zamknięte. Jeśli gdzieś po drodze zobaczysz powiewające czerwone flagi (nie wspominając o huku wystrzałów…), najlepiej zadekuj się w najbliższym pubie, kup sobie shandy i poczekaj aż skończą. Ewentualnie możesz wykonać szybki telefon z zapytaniem o dostęp do wybrzeża zanim wybierzesz się w podróż. Numer telefonu: 01646 662367. Albo zajrzeć na stronę informacyjną MoD.

Aby dostać się do Green Bridge kieruj się na drogę B4319. Jadąc nią (od Pembroke w kierunku Castlemartin) miej oczy szeroko otwarte, bo będziesz skręcał w pierwszą dróżkę w lewo, tuż za bazą wojskową Merrion (którą trudno przeoczyć, bo “pilnują jej” dwa potężne czołgi). Czasem wzdłuż drogi B4319 ustawione są pojemniki z mapkami, co jest uważam bardzo miłym gestem wobec zbłąkanego poszukiwacza formacji skalnych. Warto też dobrze sobie prześledzić trasę dojazdu na google maps. Poszukiwany przez ciebie parking nazywa się Stack Rocks. Nazwa pochodzi od innej formacji skalnej, którą zobaczysz w czasie spaceru. Nie jestem w stanie podać Ci kodu dla nawigacji satelitarnej, bo nie istnieje. Parking jest in the middle of nothing, jak mówią tubylcy.

Z parkingu kieruj się w stronę morza, a następnie wzdłuż klifu w prawo. To nie będzie bardzo długi spacer, ale bez wątpienia niesłychanie efektowny. Zwłaszcza, gdy zachodzące słońce oświetla na złoto klify, a spokojne morze leniwie opływa skały u ich podnóża. Nieco dłuższy spacer można sobie zafundować od klimatycznej klifowej kapliczki St Govan’s; opis przy innej okazji.