Tag Archives: smok walijski

Diabeł, wodospad i trzy mosty

Devil’s Bridge to jedna z największych atrakcji tzw. ‘zielonej pustyni’ środkowej Walii. Znajduje się w małej osadzie o tej samej nazwie, położonej o kilkanaście mil na wschód od Aberystwyth w hrabstwie Ceredigion. Zasadniczo chodzi, jak prawdopodobnie już wywnioskowałeś, o most. Ale nie tylko.

Legenda głosi, że dawno, dawno temu, kiedy w Devil’s Bridge nie było jeszcze żadnego mostu, a może nawet i żadnej osady, pewnej babie uciekła krowa. Ku powszechnemu zdumieniu zwierzę odnalazło się na drugim brzegu rwącej rzeki. W żaden sposób nie można było się do niego dostać. Baba wpadła w czarną rozpacz. Na to pojawił się, jak to zwykle bywa w takich podbramkowych sytuacjach, diabeł i zaproponował, że wybuduje most. Oczywiście nie za darmo. Zapłatą miała być – uwaga, niespodzianka – dusza, której posiadacz przejdzie most jako pierwszy. Baba zgodziła się z ciężkim sercem, nie widząc innego wyjścia. Tuż przed wejściem na most wpadła jednak na genialny w swej prostocie pomysł. Wyjęła z kieszeni kawałek chleba i rzuciła go przez całą długość mostu; za chlebem pobiegł.. pies. I tak sprytna baba wykiwała diabła. Diabeł się był cokolwiek zdenerwował i opuścił te strony, podobno na zawsze. Most pozostał. Co stało się z pechowym psem, kroniki nie podają.

Tyle legenda, pięknie służąca miejscu przez ostatnie dwa stulecia w formie magnesu na turystów; w rzeczywistości pierwszy z trzech mostów Devil’s Bridge został prawdopodobnie wybudowany przez mnichów rezydujących w niedalekim opactwie Strata Florida. Stoi w tym miejscu od XI stulecia i nadal ma się całkiem dobrze. W 1708 roku nadbudowano nad nim drugi most, również kamienny, ale większy, a dwieście lat lat później nad oboma mostami powstał trzeci, żelazny. Jako całość, konstrukcja jest prawdziwym unikatem.

Mosty pochylają się nad głębokim wąskim wąwozem, którym pędzi intensywnie zasilana częstymi opadami rzeka Mynach. Tuż za mostami rzeka spada w dół spektakularną 90-metrową pięciopoziomową kaskadą – główną atrakcją Devil’s Bridge. Jedyny sposób, żeby obejrzeć to imponujące dzieło natury, to skorzystać z dłuższego z dwóch dostępnych spacerów. Teren jest ogrodzony i trzeba zapłacić za wstęp – albo osobie w budce, albo wrzucić monetę przy bramce. W tej chwili wstęp na dłuższy spacer z widokiem na wodospad kosztuje przy bramce 2 funty, a na krótszy, z którego można podziwiać mosty i pędzącą wąwozem rzekę – 1 funta. Warto skusić się na oba. W trakcie dłuższego spaceru (około 40 minut) można podziwiać wodospad w całej okazałości z daleka oraz z bliska ze strategicznie ulokowanych platform widokowych. Trasa składa się w dużej części ze  stromych kamiennych schodów, które przy deszczu mogą być śliskie, należy zachować ostrożność. Z uwagi na ukształtowanie i wymagania terenu atrakcja nie jest przystosowana dla osób niepełnosprawnych. Parking jest bezpłatny; kod pocztowy dla satnavu: SY23 3JW. Strona zarządcy. Mapa:

Niedaleko od mostów znajduje się liczący sobie około 300-tu lat hotel z kafeją o specyficznym, lekko podupadłym klimaciku. Warto sobie pozwolić na filiżankę gorącej herbaty i kromkę bara brith, tradycyjnego walijskiego chlebka z owocami spożywanego z masłem. Jako bonus można sobie dyskretnie poobserwować lokalnych seniorów, którzy przychodzą tam na swój tradycyjny niedzielny obiad.

Devil’s Bridge to mocno klimatyczne miejsce, zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy jest szaro i mokro, i nie kręci się wokół zbyt wielu turystów. Idealne miejsce na morderstwo… W każdym razie na ekranie. Wiedzą o tym miłośnicy serialu Hinterland (walijski tytuł Y Gwyll). Dla niezorientowanych, Hinterland to kręcony w Walii (i w dużym stopniu po walijsku) i utrzymany w duchu skandynawskiego noir serial kryminalny wykorzystujący dzikie i bezludne plenery środkowej Walii jako ponuro-efektowne miejsca zbrodni. Akcja jednego z odcinków toczy się właśnie w Devil’s Bridge, i nie zaprzeczam, to ten fakt skusił mnie ostatecznie do złożenia tam długo odkładanej wizyty. Na zwiastunie poniżej można zobaczyć i mosty, i wąwóz z rwącą wodą i klimatyczny hotel.

Latem, w otoczeniu zieleni i promieni słońca to piękne miejsce ma zapewne zupełnie inny klimat. Ale mnie osobiście ten lekki jesienno-deszczowo-zbrodniczy dreszczyk bardzo przypadł do gustu.

Tutaj znajdziesz nasz wyczerpujący artykuł na temat walijskiej ‘zielonej pustynii’. Zapraszamy.

Drogi Czytelniku, darując nam kilka minut swojego czasu w postaci komentarza do tematu nie tylko sprawiasz nam ogromną przyjemność, ale również przyczyniasz się do rozwoju tej strony. Diolch Yn Fawr. 

Na tropie świąt

Victorian Christmas

Jak Brytania długa i szeroka, imprezy przedświąteczne są integralną częścią grudniowego krajobrazu. Wiktoriańskie jarmarki, wspólne śpiewanie kolęd przy współudziale grzanego wina i mince pie, zimowe wonderlandy – każdy może znaleźć coś dla siebie.

Wiele imprez już się odbyło, ale nadal sporo przed nami. Poniżej podajemy kilka propozycji. Ale tak naprawdę wystarczy dobrze rozejrzeć się w swojej najbliższej okolicy, a na pewno jakiś festynik czy chociażby wspólne kolędowanie gdzieś się odbywa.

Caerphilly Christmas Market

P1090896

Jak co roku nieduże sympatyczne miasteczko Caerphilly zaprasza na wielki jarmark świąteczny. Impreza odbędzie się w weekend 12-13 grudnia w godzinach 9-17 (sobota) i 10-16 (niedziela). Mnóstwo ładnych rzeczy ucieszy oko; można będzie zjeść coś z licznie reprezentowanej kuchni międzynarodowej, kupić lokalne produkty prosto od farmerów, wypatrzeć jakąś ciekawą ręcznie wykonaną ozdobę na choinkę, posłuchać kolęd itp. Dodatkową atrakcją jest festyn średniowieczny na zamku (tak, tak, tym słynnym zamku w Caerphilly, wstęp płatny). W swojej kategorii jarmark świąteczny w Caerphilly należy do najlepszych i warto się na niego wybrać. Uwaga, najlepiej skorzystać z park&ride, bo do miasteczka ciągną tłumy i znalezienie miejsca parkingowego może graniczyć z cudem. Strona organizatora.

Dodatkowa ciekawostka z Caerphilly: 23 grudnia odbędzie się River of Light Parade, czyli procesja lampionów wykonanych głównie przez dzieci z miejscowych szkół. Zacznie się o 6.30 spod dworca kolejowego.

Ffestiniog & Welsh Highland Railway

Ffestiniog Welsh Highland Railway16x9

Kto wybiera się w okolicach 12-13 oraz 19-20 grudnia do Snowdonii, zwłaszcza z dziećmi, może zafundować sobie specjalną świąteczną przejażdżkę ciuchcią parową. Podobno obsługa będzie w kostiumach z epoki wiktoriańskiej, Santa ze swoimi pomocnikami będzie wręczał dzieciom prezenty, podczas gdy ich rodzice będą raczyć się kieliszkiem sherry i mince pie. Więcej informacji o trasie kolejki tutaj.

Brecon Mountain Railway

DSCN2781

Podobnie jak w Snowdonii, parowa ciuchcia św. Mikołaja działa również w malowniczym parku narodowym Brecon Beacons. Pociągi jeżdżą z Pant Station niedaleko Merthyr Mawr do Santa’s grotto, gdzie na każdego czeka upominek. To bardzo popularne wydarzenie wśród rodzin z dziećmi, warto zadzwonić i zarezerwować bilety z wyprzedzeniem:  01685 722988.

Przygotowania do Świąt w St Fagans

1

Muzeum Życia Walijskiego St Fagans w Cardiff zaprasza wszystkich w weekend 12-13 grudnia na Family Christmas Craft Activities. Będzie można popatrzeć m.in. jak artyści ręcznie wytwarzają ozdoby i samemu spróbować swoich sił. Skansen St. Fagans to urocze miejsce, w którym – niezależnie od organizowanych imprez – zawsze miło spędzić pół dnia eksplorując chaty z paleniskami, kościołki, piekarnię wypiekającą walijskie ciasteczka, wiktoriańskie sklepy czy starannie pielęgnowane ogrody. Szczegóły tutaj.

Winter Wonderland w Cardiff

3-1444058896

Światła, muzyka, lodowisko, karuzele, zapach niemieckich kiełbasek – taki stały zimowy wonderland usytuowany przed muzeum narodowym oferuje stolica Walii. Więcej informacji na ich stronie.

Przygotowania do Świąt w Llancaiach Fawr

zachc3b3d2

Dworek Llancaiach Fawr położony niedaleko miejscowości Nelson/Treharris, znany jest z prezentowania historii w sympatycznie praktyczny sposób (obsługa w strojach z epoki posługuje się piękną starą angielszczyzną) oraz organizacji wszelkich imprez typu Ghost Watching, czy właśnie imprezy około-świąteczne. W sobotę i niedzielę 12-13 grudnia dworek zaprasza wszystkich do wzięcia udziału w przygotowaniach do świąt; będzie m.in. wyrabianie świec, mydełek lawendowych i innych tradycyjnych ozdób świątecznych, które potem będzie można zabrać do domu. Wszystko będzie okraszane klasyczną muzyką z epoki; bez wątpienia z dworkowej kafei będzie dochodził zapach mince pies. Wstęp 7.95 / osoba dorosła, 6.50 dziecko. Więcej informacji tutaj

Kreatywny transfer dóbr w Port Eynon

Kilka stuleci temu jedną z najpopularniejszych profesji w południowej Walii był kreatywny transfer i dystrybucja dóbr, znane również pod niesympatyczną alternatywną nazwą “przemyt”.

Pomysłowość panów dystrybutorów była nieograniczona; do dziś zachowało się m.in. takie oto sprytnie wbudowane w klif centrum dystrybucyjno-logistyczne, przez niektórych określane jako “dziupla przemytnicza”. Klif skutecznie maskował przybytek przed wścibskim zainteresowaniem służb oraz przypadkowych przechodniów. Dostęp wymaga pewnej akrobatyki, ale warto się potrudzić, bo wrażenie jest dość niesamowite.

Port Eynon, Culver Hole

Dziupla nosi oficjalną nazwę Culver Hole. Słówko culver pochodzi ze staroangielskiego i oznacza gołębia; hole to oczywiście dziura w czymś. Gołębie to w dzisiejszych czasach prawdopodobnie jedyni mieszkańcy Culver Hole. Nie trzeba jednak wierzyć tej informacji na słowo. Jeśli masz odwagę i jesteś dość wysportowany, możesz wspiąć się do Dziupli po linie i sprawdzić, czy aby na pewno nie zapodziało się tam jakieś nierozdystrybuowane dobro.

Jak dostać się do tego miejsca? Znajduje się ono na Półwyspie Gower blisko miejscowości Port Eynon. Przy dojściu do  plaży należy skierować się w prawo i udać się na spacer krawędzią klifu. W pewnym momencie zauważysz niedużą ścieżkę zmierzającą w dół, i przecinającą klif mniej-więcej w połowie. Dalej będzie trochę skał i głazów, więc zachowaj ostrożność. Warto się troszkę pogimnastykować, bo satysfakcja eksploratorska gwarantowana, zwłaszcza, że nawet Walijczycy często o tym miejscu nie słyszeli. Podejrzewam, że w czasie odpływu można dojść do Culver Hole plażą, ale nie sprawdzałam.

Samo Port Eynon nie wyróżnia się niczym szczególnym, poza szeroką plażą, ale znajduje się w nim także inna lokalna atrakcja, może nie aż tak ciekawa jak Culver Hole, ale można rzucić okiem. To ruiny Salt House z XVIII wieku, przybytku, którego oficjalnym przeznaczeniem była “ekstrakcji soli z wody morskiej”. W rzeczywistości, zgodnie z lokalną tradycją, miejsce służyło za przemytniczą melinę paserską.  Ruiny znajdują po drodze do Culver Hole i można je sobie odwiedzić bezpłatnie.

pe

Orientacyjny kod pocztowy dla satnavu: SA3 2AP.

Zima w Libanusie

Brecon Beacons z Libanusa

Późna jesień i zima wcale nie oznaczają, że musisz zamknąć się w domu, owinąć kocem i próbować przeczekać.

Redakcja Smoka doskonale rozumie pokusę, zwłaszcza, że sama nie przepada za sympatycznym walijskim zjawiskiem znanym jako pozioma mżawka w twarz; ale już samo zimno nie powinno być dla nikogo wymówką. Nalegamy na to, by nie ustawać w eksploratorskich wysiłkach i walczyć z zimowym przygnębieniem za pomocą zaróżowionych policzków, sympatycznych widoków i gorącej herbaty, która zawsze gdzieś tam czeka na heroicznego zimowego wędrowca.

Zachęcamy wszystkich do zimowych odwiedzin w samym środku górskiego parku narodowego Brecon Beacons.

Libanus to mikroskopijna wioseczka, znana głównie z tego, że na jej obrzeżach mieści się główne parkowe Centrum Informacyjne (Visitor Centre).  To nie tylko miejsce, gdzie można dowiedzieć się czegoś o samym parku; to również, co także uważamy za niezmiernie ważne, kafeja z przyzwoitej jakości jedzeniem. A także sklepik z plastikowymi smokami, mapami, wyrobami regionalnymi itp. Stąd też rozchodzi się kilka łagodnych szlaków z panoramicznymi widokami gór idealnych na każdą kondycję. Uwaga, czasem szlaki są błotniste, zadbaj więc o porządne buty, a i kalosz nie hańba. Parking jest płatny, ale nieprzesadnie, a każdy penny idzie na utrzymanie centrum, więc nie ma co kombinować, wszak cel szczytny.

droga z Libanusa

Informacje praktyczne: Visitor Centre jest otwarte cały rok z wyjątkiem pierwszego dnia świat Bożego Narodzenia. Godziny otwarcia w zimie: 9:30 – 16:30. Uwaga, ciepłe posiłki (pies, lazania, itp., w tym opcje vege) serwują do 14, potem już tylko kawa i ciacho.

dsc_0228

Centrum znajduje się w niedużej odległości od głównej, niezwykle malowniczej drogi A470 z Methyr Mawr do Brecon, której uroki już kiedyś zachwalaliśmy; przykryta śniegiem wydaje się być jeszcze ładniejsza niż zwykle.

12240868_961151647282344_2607388886805170108_o

Kod pocztowy dla satnavu: LD3 8ER. Strona parku ze wszystkimi informacjami: www.breconbeacons.org.

Na rowerze przez południową Walię – część 2

zasluzony odpoczynek

Zapraszamy na drugą część subiektywnego przeglądu tras rowerowych południowej Walii. Pierwszą część z łatwiejszymi trasami dla każdego znajdziesz tutaj.

 

Maesteg – Afan Argoed – Maesteg

 czyli żarty się skończyły

17

To nie jest jakoś szczególnie długa trasa, ale dość wymagająca, zwłaszcza ostatni etap. Zaczynając z końcowej stacji kolejowej w Maesteg wyjeżdżasz z parkingu, skręcasz w prawo w Castle Street i przejeżdżasz przez światła. Po chwili 1skręcasz w prawo i zaraz znów w prawo za niebiesko-czerwonymi znakami ścieżki rowerowej 885. Podążasz za drogowskazami na Afan Argoed. Ścieżka jest bardzo dobrze oznaczona. Uwaga, w pewnym momencie połączy się z dość ruchliwą drogą, jednocześnie morderczym krętym podjazdem – zachowaj ostrożność. Dobra wiadomość, potem w  nagrodę będzie ‘w dół’ – to lubimy. Niedługo za miejscowością Cymmer po lewej stronie pojawi się twój cel: Visitor Centre w Afan Argoed. Tu 3można odpocząć, nagrodzić się ciachem i kawą w kafei, a nawet obejrzeć małe sympatyczne muzeum górnictwa. Możesz pokręcić się po okolicy próbując któryś z ich licznych szlaków, albo ruszyć w powrotną drogę. Masz dwie opcje: zawrócić tą samą trasą, wiedząc, jaki rodzaj podjazdów cię czeka.. albo jechać dalej tą sama drogą, w błogiej nieświadomości nadchodzącej mordęgi, ciesząc oko malowniczymi wzgórzami. W razie wątpliwości co do kierunku11 drogi wypatruj znaków drogowych na Maesteg. Możesz zatrzymać się w pubie w miejscowości Bryn; nie przeoczysz, to ten ogromny budynek przy samej drodze, od którego rozpoczniesz na szczęście ostatni tego dnia, ale chyba najbardziej morderczy podjazd. A potem już tylko miły sercu zjazd do centrum Maesteg. Właśnie pokonałeś mniej więcej 27 km w dół i w górę, możesz nagrodzić się poczuciem ogromnej satysfakcji. Polecam prześledzić trasę na google maps.

mstg to afan ar

Ffordd y Gyffraith – Langynwyd Ffordd y Gyffraith

podjazdowy hardkor w ładnych okolicznościach przyrody

dscn1098

Kolejna ‘moja’ trasa. Teoretycznie leży w większości na terenie wioski Cefn Cribwr; w praktyce cywilizację spotyka się na samym końcu, w wiosce Llangynwyd położonej niedaleko od Maesteg. Cywilizacja ma postać miłego oku stareńkiego pubuDSCN0876 krytego strzechą, drugiego pubu, kilku domów i przystojnego cmentarza. Wszystko czego człowiekowi w życiu potrzeba. Niestety, żeby tam dotrzeć będziesz musiał stoczyć nierówną walkę z jednym z liderów spośród tak wielu morderczych podjazdów w tym kraju. Dobra wiadomość: droga będzie pusta, więc jeśli tak jak ja zdecydujesz zsiąść z roweru i pchać go pod górę, nikt oprócz kilku owiec nie będzie świadkiem twojej jakże usprawiedliwionej chwili słabości.

10365654_928779777156281_7844361772824494188_oZostawiasz samochód w.. miejscowości..? Trzy domy na krzyż, nazwa dłuższa niż miejscowość: Ffordd Y Gyffraith (kod orientacyjny dla satnavu CF32 0BS). Wjeżdżasz w pnącą się do góry country lane (to jest właśnie ten killer podjazd) i jedziesz cały czas aż dojedziesz do skrzyżowania w formie litery T. Jedziesz w prawo do Llangynwyd. Wracając na tym samym skrzyżowaniu nie skręcaj w drogę, którą przyjechałeś, tylko pojedź kawałek dalej i potem skręć w lewo w leśną drogę (będą bramki i tablica informacyjna). Będzie cały czas w dół przez las, bardzo przyjemny zjazd.  Doprowadzi cię do drogi którą wrócisz do Ffordd Y Gyffraith. Takie kółeczko. ( mil (około 13 km) ale ostrzegam: będzie wysiłek.ww4

Uwaga, bonus dla uważnych: prawie przy samym końcu tego zjazdu przez las można wypatrzeć po prawej stronie w dole między drzewami małe urocze szmaragdowe jeziorko, pozostałość po przemyśle, który kiedy okupywał te ziemie. Warto się tam na chwilę zatrzymać.

Jak zwykle polecam prześledzić tę trasę na google maps.

ffordd

Taff Trail

całość za jednym zamachem – sen czempiona

2-2

Słynny w całym kraju opisany już na Smoku Taff Trail jeden z najbardziej malowniczych szlaków w Walii. Biegnie z Cardiff do Brecon i składa się z odcinków o różnym stopniu trudności. Nie musisz pokonywać całego za jednym zamachem (53 mile!), chyba, że masz świetną kondycję i ambicje na wyczyn. Szczególnie końcowy etap biegnący przez góry Brecon Beacons należy do wymagających. Zwłaszcza, jeśli po dotarciu do Brecon musisz wrócić do miejsca w którym pozostawiłeś samochód. Dokładniejszy opis Taff Trail znajdziesz tutaj. Sprawdziłam, polecam, świetna trasa.

Na rowerze przez Południową Walię – część 1

na rower!

Przy okazji całkiem ładnej w tym roku wiosny nie zapominamy o amatorach dwóch kółek.

Zapraszamy na subiektywny i oczywiście niepełny przegląd tras rowerowych dostępnych głównie mieszkańcom południowej Walii, konkretnie hrabstw Bridgend i Neath Port Talbot, ale oczywiście nie tylko, jeśli transport roweru nie jest dla ciebie problemem. W pierwszej części skupimy się na trasach łatwiejszych, niemal rodzinnych, w drugiej opiszemy kilka przykładów tras bardziej wymagających, nie tylko kondycyjnie, ale również pod względem bezpieczeństwa jazdy. Większość tras można traktować również jako ścieżki spacerowe, ale należy pamiętać, że to rowerzyści są ich głównymi użytkownikami.

Jeśli dopiero zaczynasz lub planujesz zacząć swoją przygodę z rowerem, zapraszamy do zakładki Walia Rowerem, w której znajdziesz spoko przydatnych informacji praktycznych.

Afan Forest Park (Afan Argoed)

Afan Argoed

Miejsce idealne na spacery i przejażdżki. AFP to park krajobrazowy położony w hrabstwie Neath Port Talbot, kilka mil na północ od Maesteg. Jest znany w całym kraju ze znakomitych tras rowerowych dla ‘górali’, ale oferuje coś dla każdego, włączając rodziny z małymi dziećmi. Został już wcześniej opisany na Smoku, więc zainteresowanych zapraszam pod link.

Bryngarw Park i ścieżka rowerowa Garw Valley Cycle Path

GVCP

Bardzo przyjemna i nietrudna leśna ścieżka rowerowo-spacerowa wiodąca z Bryngarw Park (kod pocztowy dla satnavu: CF32 8UU) przez Garw Valley do Blaengarw. Numer ścieżki: 884. Mniej więcej 8 km w jedną stronę, głównie po płaskim. Zaraz za parkingiem, kafeją i toaletami skręcasz w prawo na ścieżkę i pozostajesz na niej do samego końca. Nagrodą za wysiłek jest powyższy widoczek. Na trasie tu i ówdzie można wypatrzeć skrywane przez drzewa pozostałości po przemysłowej historii tych okolic: kamienne mostki czy rozmontowane torowiska, pod koniec trasy również widoki stają się coraz bardziej efektowne. Po powrocie do Bryngarw koniecznie należy się nagrodzić herbatą w porcelanie i może, może, porządnym kawałkiem ciasta marchewkowego w przyparkingowej kafei.

Park Slip do Bedford Park

ps

Przyjemna i niewymagająca trasa stanowiąca część krajowej ścieżki rowerowej nr. 4 (NCN 4). Z bezpłatnego parkingu przy Visitor Centre w Park Slip (kod pocztowy dla satnavu: CF32 0EH) podążasz za niebiesko-czerwonymi znakami ścieżki. Poprowadzi cię przez pola, wzdłuż linii lasu, koło stawu; potem przekroczysz drogę i pojedziesz dalej w kierunku na Bedford Park. Na końcu ścieżki w Bedford Park zawróć. Ciekawostka: w Bedford Park są do obejrzenia dość malownicze pozostałości po  hucie żelaza; ładne miejsce na odpoczynek i mały pikniczek. Visitor Centre w Park Slip oferuje przysłowiową kawę i ciacho; nie bądź nieśmiały, pozwól sobie.

Bridgend – Ogmore by Sea – Bridgend

happy

Trasa, którą sama sobie wymyśliłam. Zaczynasz z Newbridge Hills w Bridgend (tereny zielone niedaleko Recreation Centre, kod pocztowy dla satnavu: CF31 4AH).  Jedziesz przez cały teren zielony wzdłuż rzeki. Przechodzisz tunelem pod dwupasmówką (uwaga na głowy, nisko) i podążasz za wąską ścieżką. Przechodzisz przez bramkę i jedziesz dalej przez całe pole, aż do następnej bramki która znajduje się niedaleko od sympatycznego kamiennego mostku (warto rzucić okiem). Potem skręcasz w lewo i jedziesz cały czas aż do skrzyżowania z  Ewenny Road. Włączasz się do głównej drogi do Ogmore By Sea i zostajesz na niej do samej plaży. To nie jest długa trasa, ale ostatni podjazd tuż przed samą plażą może być trochę wymagający. Uważaj na spory momentami ruch. Wracając tą samą trasą możesz sobie podarować mały bonus i skoczyć do Merthyr Mawr i zamku w Ogmore.

Bridgend – Ogmore Vale – Bridgend

og

Dość długa ale nieprzesadnie wymagająca trasa. Możesz zaparkować na płatnym parkingu przy stadionie Bridgend Ford Brewery Field (kod dla satnavu: CF31 4JE) albo gdzieś przy prywatnych domach lub budynkach komercyjnych bliżej Wildmill. Rozejrzyj się za niebiesko-czerwonymi znakami krajowej ścieżki rowerowej nr 883 (początkowo może to być ścieżka nr 885 i krajowa 4), która poprowadzi cię przez okoliczne tereny zielone, wzdłuż rzeki, przez kilka niedużych miejscowości, aż do samego Ogmore Vale, jednego z miasteczek Doliny Ogmore Valley.

Część druga w przygotowaniu…

___________________

Przy planowaniu wycieczki przydatna może okazać się stronka Sustrans, organizacji która sprawuje opiekę nad całym systemem ścieżek rowerowych w UK. Mapki google są również przydatne.

Wasze komentarze i sugestie będą mile widziane.

Cofiwch Dryweryn – pamiętaj o Tryweryn

Cofiwch Dryweryn

Jednym ze sposobów odnalezienia się na emigracji jest zrozumienie z jakiego miejsca w historii i kulturze wzięli się ludzie, z którymi przyszło nam żyć. Poznanie spraw, które ich ukształtowały, dowiedzenie się, co jest dla nich ważne. Z czego się śmieją. Na kogo głosują. Co ich boli.

Dzisiejsza Walia została ukształtowana w dużej mierze przez dwa czynniki: okupację angielską i opozycję wobec niej. Świadomie używam terminu okupacja, chociaż naturalnie kraj nie znajduje się w stanie wojny i nie jest obiektem żadnej czynnej przemocy. To właściwie bardziej forma systemu kolonialnego. Mniej więcej 700 lat temu ogromna Anglia podbiła malutką Walię. Uczyniła z niej podległą sobie prowincję i praktycznie odebrała możliwość podejmowania jakichkolwiek decyzji. W zamian dała zaszczyt bycia częścią wielkiego imperium. Szkocja jest w dużej części niezależna i sama zdecydowała kiedyś o wstąpieniu do Unii;  Walii nikt o zdanie nie pytał.

Niechęć Walijczyków do Anglii jest stale obecna na pewnym poziomie. Płynie gdzieś podskórnie, w społecznym krwiobiegu. Manifestuje się podczas meczy rugby, rzadziej podczas dyskusji o gospodarce czy polityce. W dowcipach w rodzaju “Polak, Rusek i Niemiec”. Westminster zawsze traktowało Walię przedmiotowo; brytyjscy politycy przypominają sobie o niej najczęściej w okolicach wyborów. Dla sporej części Anglików Walia to co najwyżej cel wypadów wakacyjno-weekendowych.

Jednym z najbardziej jaskrawych przejawów walijskiej bezsilności wobec arogancji angielskiej administracji jest historia utworzenia sztucznego jeziora, dziś znanego pod nazwą Llyn Celyn.

Llyn Celyn, fot. ze strony natureflip.com

W roku 1957 rada miasta Liverpool umyśliła sobie i przeforsowała w brytyjskim parlamencie (przy silnej walijskiej opozycji) decyzję o budowie sztucznego zbiornika wody pitnej dla Liverpoolu. Zbiornik miał powstać w północnej Walii w dolinie rzeki Tryweryn; problem polegał na tym, że znajdowała się tam nieduża wioska o nazwie Capel Celyn, w której od wielu pokoleń żyła nieduża lokalna społeczność, całkowicie walijskojęzyczna, prowadząca spokojny tradycyjny styl życia opierający się na ciężkiej pracy, miłości do ziemi i religii.

Capel Celyn, fot. FL Jackson (via G.Christian/flickr)

Przez 10 lat przez Walię przetaczała się fala żarliwych protestów. Wszystko na próżno; ostatecznie zatopienie wioski Capel Celyn stało się faktem w roku 1965. Pod wodą znalazły się częściowo zburzone domy, poczta, kaplica, kilka innych budynków oraz cmentarz. Podobno, przy wyjątkowo niskim stanie wód na środku jeziora można zobaczyć wystającą iglicę kaplicy.

Mieszkańców nie pozostawiono samym sobie, niedaleko utworzono zupełnie nową wioskę w której większość wypędzonych zamieszkała; nie zmniejszyło to poczucia goryczy, upokorzenia i bezsilności, które eksplodowało w tym czasie w Walii, a echa którego są słyszalne do dziś.

Hasło Cofiwch Dryweryn czyli pamiętaj o Tryweryn wymalowane na przydrożnym kamieniu gdzieś w północnej Walii stało się symbolem walki z angielską arogancją, sztandarem walijskich nacjonalistów. W tamtym okresie walijska partia narodowa Plaid Cymru zanotowała spory skok popularności; fala oburzenia i protestów zainicjowała proces budowania politycznej świadomości i walki o możliwość podejmowania własnych decyzji, coraz bardziej niezależnych od Westminster; działający od kilkunastu lat walijski parlament (Welsh Assembly) jest poniekąd rezultatem zatopienia małej wioski w malowniczej dolinie Tryweryn.

W roku 2005 r rada miasta Liverpool wystosowała formalne przeprosiny, przyjęte w Walii z mieszanymi uczuciami.

 

 

Zatoka Trzech Klifów, półwysep Gower

Zatoka Trzech Klifów – Three Cliffs Bay – to jedno z najbardziej charakterystycznych i znanych miejsc w Walii, z racji swojej malowniczości bardzo popularne tak wśród spacerowiczów, jak i fotografów.

Znajduje się w południowej części półwyspu Gower, jednego z pięciu “Obszarów o wybitnym pięknie naturalnym” (Area of Outstanding Natural Beauty; AONB) w Walii. Dojazd: jadąc przez Swansea wzdłuż zatoki podążasz za znakami na Gower, potem na miejscowość Southgate. Przejeżdżasz przez Southgate i parkujesz praktycznie przy morzu – do niedawna parking był bezpłatny, ale to się lubi zmieniać, więc nie ma gwarancji. Orientacyjny kod pocztowy dla satnavu: SA3 2HD.

Stojąc twarzą do morza kierujesz się w prawo. Większa część ścieżki jest płaska i nie stwarza żadnych problemów. Przy dojściu do Trzech Klifów podłoże staje się bardziej piaszczyste, nierówne, pojawiają się kamienie i skały. W trakcie odpływu część plaży pokrywa meandrująca malowniczo rzeczka. Cała plaża może być nieco błotnista, zwłaszcza w trakcie lub zaraz po odpływie. Warto o tym wszystkim pamiętać wybierając rodzaj obuwia. Nad rzeczką znajdują się ruiny zamku Pennard. Nie są to jakieś szczególnie okazałe ruiny, ale warto rzucić okiem. Wstęp wolny.

Tytułowe Trzy Klify to charakterystyczna formacja skalna, często wykorzystywana jako ścianka wspinaczkowa. Nie polecam wspinania się na nią bez asekuracji od strony plaży, ale od drugiej strony można sobie, prawda, pozwolić na małe wyzwanko. Fantastyczne widoki gwarantowane.

Po powrocie do Southgate można napić się kawy i wrzucić coś na ząb w przyparkingowej kafei, ewentualnie skorzystać ze sklepiku. Pamiętam niejasno, że gdzieś tam były toalety, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć gdzie. Jeśli ktoś był/będzie, poproszę o update w tej sprawie, jak również w sprawie opłat za parking.

1 dzień w południowym Pembrokeshire

Pembrokeshire

Jeśli jesteś miłośnikiem otwartych przestrzeni, bezkresnej tafli oceanu, dramatycznej linii brzegowej i dzikiej przyrody, to koniecznie musisz wybrać się na południowe wybrzeże Pembrokeshire. To miejsce wprost stworzone do łagodzenia wszelkich stresów i łapania dystansu do problemów dnia codziennego; to także raj dla fotografów krajobrazu.

Dobra wiadomość: spacer wybrzeżem Pembrokeshire nie należy do specjalnie wymagających. Szczytami klifów biegnie wygodna ścieżka spacerowa, rzetelnie oznakowana oraz zabezpieczona – trzeba bowiem pamiętać, że klifowa linia brzegowa Walii jest narażona na działanie ogromnych pływów i w związku z erozją miewa skłonności do nerwowych osuwów. Natura nieustannie pracuje nad zmianą kształtu tego kraju.

Południowe Pembrokeshire

Poniżej znajdziesz dwie propozycje spacerów ‘z bonusem’. Od ciebie zależy, czy wypuścisz się na dłuższą wędrówkę, czy rozłożysz sobie przyjemność obcowania z wybrzeżem Pembrokeshire na raty.

Pierwsza propozycja to odcinek z plaży Freshwater East do klifowej kapliczki St Govan’s. Przy obu miejscach znajdują się parkingi. Freshwater East imponuje rozmiarami oraz bogactwem form skalnych i oczek wodnych zamieszkałych przez kraby i inne tajemnicze istoty; jako ciekawostkę dodam, że to tutaj nakręcono chwytającą za serce scenę śmierci Dobby’ego z Harry Pottera. To o tej plaży umierający elf mówi: to takie piękne miejsce żeby być z przyjaciółmi. Także tutaj nakręcono kilka scen z niezbyt niestety udanego Robin Hooda z Russellem Crowe. Raczej mocno orientacyjny kod pocztowy dla satnavu: SA71 5LN.

freshwater east

Klifowa kapliczka St Govan’s to obowiązkowy punkt wizyty w tej części kraju. Jej początki toną w mętnych odmętach legend. Podobno dawno, dawno temu niejaki Govan, mnich z Irlandii, przybył w te strony w sobie tylko wiadomym celu i urzeczony pięknem krajobrazu postanowił zostać na zawsze (co jest w pełni zrozumiałe). Ale żeby nie było tak całkiem słodko, to któregoś dnia wybrzeże Pembrokeshire najechali piraci, i postanowili zabić wszystkich mieszkańców, w tej liczbie mnicha Govana. Na szczęście tu nastąpił cud opatrznościowy w postaci rozstąpienia się klifu i utworzenia szczeliny, w którą się Govan był wcisnął i ocalał. Wdzięczny za łaskę pańską wybudował w miejscu ocalenia kapliczkę – pustelnię ze srebrnym dzwonem, który mu piraci przy najbliższej okazji skonfiskowali za karę za brak szacunku.

Odległość pomiędzy Freshwater East i kapliczką wynosi około 11 km. Jeśli nie czujesz się na siłach na taki długi spacer, możesz sobie skrócić trasę mniej więcej o połowę wybierając np. trasę z kapliczki St Govan’s do pięknej dzikiej plaży Barafundle Bay, nagminnie pojawiającej się we wszelkiego rodzaju plażowych topach UK.

Barafundle Bay

Druga propozycja to krótszy spacer z St Govan’s do Green Bridge. Dystans wynosi około 5 km w jedną stronę; w czasie wędrówki twoje oczy ucieszą m.in. niesamowite formacje skalne zwane Stack Rocks i Green Bridge. Dokładniejszy opis znajdziesz tutaj.

Green Bridge of Wales

Uwaga: w tej okolicy znajduje się czynny poligon wojskowy i w związku z tym ścieżki i drogi dojazdowe do parkingów mogą być w określone dni zamknięte. W weekendy nie powinno być z tym problemu, tym niemniej, jeśli gdzieś po drodze zobaczysz powiewające czerwone flagi (nie wspominając o huku wystrzałów..), najlepiej zadekuj się w najbliższym pubie, kup sobie shandy i orzeszki, i poczekaj aż skończą. Ewentualnie możesz wykonać szybki telefon z zapytaniem o dostęp do wybrzeża zanim wybierzesz się w podróż. Numer telefonu: 01646 662367.

Z uwagi na brak konkretniejszych informacji odnośnie kodów pocztowych dla nawigacji satelitarnej polecam prześledzić opcje dojazdowe na mapie terenowej google oraz zaufać swoim instynktom traperskim. Jak również starym poczciwym znakom drogowym.

Przewietrzyć głowę / wersja dla wygodnych

Oto propozycja dla wielbicieli ładnych widoczków dostępnych z siedzenia samochodu, jak również dla miłośników dwóch kółek i ryczących silników. Zapraszam na malownicze objazdowe kółeczko trasą Cardiff-Brecon-Doliny-Cardiff. To trasa szczególnie popularna wśród motocyklistów, niestety wypadki śmiertelne z ich udziałem nie są tutaj rzadkością. Zdecydowanie noga z gazu; jakkolwiek nudno to nie brzmi dla prawdziwego easy rider’a, dostosuj prędkość do realiów drogi.

Zaczynasz w Cardiff wskakując na drogę A470 biegnącą w kierunku Brecon. To jedna z najbardziej malowniczych walijskich dróg; im bliżej parku narodowego Brecon Beacons, tym bardziej zyskuje wizualnie. Nie tylko ze względu na góry, ale i sztuczne jeziorka (resevoirs), tu i ówdzie ładnie obramowane drzewami. Przy jeziorkach można napotkać ławki piknikowe; szanse, że będą wolne maleją niestety wraz z przybliżaniem się weekendu. To z tej trasy można najłatwiej wejść na szlak wiodący na najwyższy szczyt południowej Walii, elegancki Pen Y Fan. Tak tylko wspominam, mimochodem, ostatecznie to wycieczka mobilna i nie każdy jest stworzony do wygibasów na szlakach.. Życzliwie ostrzegam: hamburgery i herbaciana lurka sprzedawane w przydrożnych kafejach na kółkach to opcja dla prawdziwych gastronomicznych twardzieli. Zakupujesz na własne ryzyko. Z góry przeproś swoje kubki smakowe.

Masz kilka opcji. Możesz dojechać do Brecon i spędzić dwie godzinki w tym przyjemnym miasteczku, oferującym m.in. rejsy łodzią po kanale i rozliczne przybytki o charakterze gastronomicznym, albo 5-6 mil przed Brecon skręcić do wsi Libanus i odwiedzić Brecon Beacons Visitor Centre, w którym mają bardzo przyzwoitą kafeję i z którego rozchodzi się kilka łagodnych szlaków cieszących oko malowniczą panoramą Brecon Beacons.

W drodze powrotnej za jednym z jeziorek zobaczysz odbijający w prawo drogowskaz na Hirwaun i Neath. Droga A4059 początkowo powiedzie cię szczytami wzgórz, oferując naturalną platformę widokową; otoczą cię otwarte przestrzenie, często przypominające wyjałowione rozległe stepy usiane jedynie białymi kropkami owiec. Przy ładnym wieczorze ten fragment trasy potrafi niesamowicie oczarować zachodem słońca rozlewającym się na całym wielkim niebie. Dalej droga powiedzie cię wzdłuż potężnych skał, zmieniając się momentami w wąską serpentynę pełną zawijasów (zwolnij, przecież nie ma się do czego spieszyć). Pod koniec pokaże ci z bliska słynne walijskie Doliny z ich tarasowymi domami i wąskimi uliczkami, i ostatecznie doprowadzi do autostrady M4, którą możesz wrócić do Cardiff.

Postindustrialna Walia

Najnowsza historia Walii to rewolucja industrialna, narodziny silnej walijskiej gałęzi Partii Pracy, strajki i likwidacja przemysłu. No i ostatnie trzydziestolecie, w którym kraj na nowo próbuje odnaleźć swoją tożsamość i uporać się z balastem negatywnego dziedzictwa po bezwzględnych rządach pani Thatcher.

Mniej więcej do XVIII wieku Walia była głównie krajem rolniczym. Ale miejsce tak bogate w surowce naturalne, szczególnie węgiel, nie mogło pozostać niezauważone przez szukających tanich sposobów wydobycia i przetwórstwa wiktoriańskich przemysłowców. Rewolucja przemysłowa nie rozpoczęła się w Walii, ale szybko ogarnęła zwłaszcza jej południową część. Pierwszym typowo przemysłowym miastem było Merthyr Tydfil. “Pożar” industrii szybko ogarnął m.in. Swansea, Llanelli i Neath oraz Doliny (Valleys). Na potrzeby głównie transportu i przemysłu stoczniowego powstało nowe portowe miasto, które z czasem otrzymało rangę stolicy – Cardiff.

Przemysł potrzebował rąk do pracy, więc chętnie witano imigrantów z różnych stron świata. Wielokulturowość Cardiff jest po części rezultatem tamtych czasów. Praca w przemyśle, a zwłaszcza w kopalniach nie należała do łatwych ani oszałamiająco dobrze płatnych, ale często pozwalała żyć na wyższym poziomie niż jakakolwiek inna. Ciężkie warunki pracy i życia sprzyjały rozwojowi silnego poczucia wspólnoty w lokalnych społecznościach. Sprzyjały również rozwojowi ruchów robotniczych, związków zawodowych oraz uformowaniu się silnego lewicowego zaplecza kraju (Labour). Skupiająca majętnych ludzi partia konserwatywna (Tories) nigdy nie miała w Walii szczególnego wzięcia.

Druga połowa dwudziestego wieku przyniosła głównie przerażające słowo: nierentowność. Nagle okazało się, że węgiel można taniej importować (np. z Polski lub z Chin). Że pojawiają się alternatywne źródła energii. Kopalnie poddane zostały drakońskim redukcjom, a następnie pozamykane. W latach 80-tych przez kraj przetoczyła się ogromna długotrwała fala strajków; lokalne społeczności zostały w okrutny sposób rozdarte między strajkujących i łamistrajków. Tysiące pracujących nierzadko od kilku dekad ludzi stanęło oko w oko z biedą. Ogromny przemysł praktycznie zniknął z powierzchni ziemi.

Wkrótce, zwłaszcza do Dolin, którym nagle odebrano sens istnienia i perspektywy na przyszłość, zawitały wszelkie patologie społeczne. Całe pokolenia ugrzęzły w życiu na koszt państwa (tzw. benefit culture), początkowo z konieczności, a potem z przyzwyczajenia. Pojawiły się narkotyki, zaroiło się od samotnych nieletnich matek. Oczywiście nie wszystkie Doliny borykają się z tymi samymi problemami i na taką samą skalę; ale Walia jest wciąż w fazie wychodzenia z kryzysu i poszukiwania nowych pomysłów na siebie; jednym z nich jest rozwój turystyki.

Z perspektywy turysty, czy może bardziej eksploratora, pieszego czy rowerowego, industrialna przeszłość Walii to źródło wielu interesujących odkryć. Pamiątki po industrialnej przeszłości to nie tylko kilka muzeów, z których najsłynniejsze to Big Pit, ale przede wszystkim odkrywane przypadkiem w lasach “schody donikąd”,  opuszczone wagoniki kolejowe, częściowo zdemontowane tory kolejowe, kamienne lub ceglane mosty, które do niczego już dziś nie służą, jeziorka o niezwykłym szmaragdowym kolorze, rezultacie działalności najróżniejszych minerałów i surowców naturalnych. Niejedno miejsce po kopalni odkrywkowej zostało zagospodarowane i zregenerowane jako park krajobrazowy lub rezerwat. Powoli odrastają lasy spalone w wielkich piecach industrii. Oblicze kraju wraca powoli do stanu sprzed rewolucji przemysłowej.

Spacerując po rezerwatach południowej Walii warto rozglądać się dookoła, a nawet zejść na chwilę z utartego leśnego szlaku. Nigdy nie wiadomo jaki skarb z przeszłości wpadnie nam w oko.

Kiepska pogoda? Kryj się kto może!

Kryjówki

Nie da się ukryć: w Walii zdarza się niesympatyczna pogoda. Nawet dość często. W taką niesympatyczną pogodę człowiek nielubiący siedzieć w domu ma dość ograniczone pole manewru. Na szczęście ci pożądający świeżego powietrza i kontaktu z naturą niezależnie od aury za oknem zawsze mogą liczyć na kryjówki do obserwacji ptaków (bird hide).

Bywa, że w nocy kryjówki są oblegane przez koneserów ziółek i nastolatków odrabiających lekcje; za to w dzień zazwyczaj jest w nich cicho, sucho i przytulnie, można pić gorącą herbatę z termosu i medytować transcendentalnie godzinami czekając, aż coś przeleci. Albo nie przeleci. Można nawet zostać pasjonatem birdwatchingu. Pasjonata birdwatchingu poznaje się po lornetce, niesamowicie drogim teleobiektywie dłuższym od kija od miotły oraz tej szczególnej umiejętności wyrażania delirycznej ekscytacji poprzez absolutny bezruch.

Największy szał bezruchu w kryjówkach powoduje zazwyczaj pojawienie się zimorodka (kingfisher). Przylatuje, siada na kiju i hipnotyzuje rybki w stawie; zapchana po dach kryjówka trzeszczy w szwach śledząc na bezdechu każdy mikroruch legendarnej ptaszyny i fotografując bez opamiętania. Wszyscy modlą się, żeby im się nie zachciało do ubikacji.

zimorodek

Kryjówkę można znaleźć i skolonizować najczęściej nad jakimś stawem w rezerwatach przyrody (nature reserve), których Walia ma mnóstwo. Ogólnie polecam odwiedzanie wszelkich rezerwatów, to bardzo relaksujące. Jeśli chodzi o samo fotografowanie ptaków, to życzliwie podpowiadam: w ziarnie jest metoda.

Kilka zdjęć z moich fotosafari w Forest Farm Nature Reserve na obrzeżach Cardiff:

ptaki Walii

1 dzień w Carmarthenshire

Aberglasney-Dryslwyn-Paxton

Idealna propozycja na całodniową wycieczkę objazdową: ogród Aberglasney, piknik przy malowniczym zamku Dryslwyn i podziwianie panoramy Carmarthenshire z wieży Paxton.

Hrabstwo Carmarthenshire promuje się jako “ogród Walii” – i ma ku temu podstawy. I nie chodzi wyłącznie o malownicze, niekończące się zielone łąki otoczone łagodnymi wzgórzami i przetykane wstążkami rzek, ale również o najprawdziwsze ogrody, takie jak np. słynne National Botanic Gardens of Wales. Ale nie tylko ogród botaniczny wart jest uwagi. Bardzo przyjemne letnie przedpołudnie można spędzić np. w Aberglasney Garden. Ten ogród nie jest może szczególnie duży, ale bardzo przyjemny dla oka; posiada nieduży pałacyk, oranżerię z palmami i orchideami, ścieżki spacerowe poukrywane wśród kolorowych rabat kwiatowych, a nawet unikatowe w tym klimacie owocujące drzewka pomarańczowe. Pięknie pachnie ogródek warzywno-ziołowy. Zachęcające zapachy dochodzą też z kafejki, w której można pokusić się o spróbowanie słynnej brytyjskiej cream tea, wbrew pozorom, nie tyle herbaty ze śmietanką, ile herbaty w towarzystwie ciasteczka zwanego scone, spożywanego z dżemem i tzw. clotted cream, rodzajem gęstej śmietanki.

Kod pocztowy dla nawigacji satelitarnej: SA32 8QH. Tutaj można znaleźć dokładne informacje o godzinach otwarcia i cenach biletów.

Z ogrodów Aberglasney już tylko rzut beretem do zamku Dryslwyn. Zamek to określenie trochę na wyrost, bo niewiele z niego już pozostało. W czasie swojej 800-letniej burzliwej historii był wielokrotnie niszczony i odbudowywany; do dzisiejszych czasów przetrwały tylko nieliczne ślady po pierwszej oryginalnej budowli. Szczególnie ciekawe w Dryslwyn jest to, że jest jednym z nielicznych zamków zbudowanych przez Walijczyków do obrony przez Anglikami, a nie na odwrót.

Mimo, że w ruinie, zamek Dryslwyn ma w sobie rodzaj szczególnego czaru; przyczynia się do tego najpewniej jego malownicze położenie. Ze szczytu niewielkiego wzgórza zamkowego roztacza się szeroka panorama Carmarthenshire z romantycznie meandrującą rzeką (rzadkość w Walii) oraz wieżą Paxton w tle.

Zamek jest objęty całkowitą ochroną prawną jako zabytek pierwszej klasy. Wstęp jest bezpłatny, podobnie jak parking znajdujący się tuż pod wzgórzem zamkowym. Kod pocztowy dla nawigacji satelitarnej: SA32 8JQ.

Wzgórze zamkowe i jego najbliższe okolice to idealne miejsce na letni piknik.

“Kropka nad i” naszej dzisiejszej wyprawy to wspomniana już wieża Paxton, zabytek drugiej klasy. Do wieży prowadzą boczne drogi, miejscami dość wąskie, a dojazd jest oznaczony brązowymi drogowskazami. Samochód trzeba zostawić na małym bezpłatnym parkingu, a następnie przejść przez pole, względnie biec, bo czasem pan farmer parkuje tam byki – zwierzątka często łaknące kontaktu z człowiekiem.

Wieża Paxton została wybudowana jakieś 200-250 lat temu i podobno służyła właścicielowi tych ziem głównie do zabawiania szlachetnych gości. Dla zwiedzających dostępna jest tzw. sala bankietowa, z której roztacza się piękny widok na dolinę rzeki Tywi, z zamkiem Dryslwyn oraz ogrodem Aberglasney w tle.

_________________

Wariant alternatywny: zamiast Aberglasney możesz wybrać się do Ogrodu Botanicznego; ale jest on nieporównywalnie większy i zwiedzanie go może zająć większość dnia.

 

Tintern Abbey – perła Pogranicza

Tintern Abbey – Abaty Tyndyrn

DSC_0002

Eleganckie, strzeliste ruiny Tintern to pozostałość po opactwie, którego początki toną w mrokach dziejów. Według historyków zostało ono wybudowane w XII w i pozostaje najlepszym zachowanym średniowiecznym opactwem w Walii. Jeżeli już sam ten fakt nie zachęca mapekcię żeby się tam zapuścić i dotknąć żywej historii, to dodam, że opactwo położone jest w wyjątkowo malowniczej dolinie rzeki Wye, dokładnie na pograniczu Walii i Anglii; okolica o statusie strefy o szczególnym pięknie naturalnym (area of outstanding natural beauty) oferuje wiele przyjemnych szlaków spacerowych z punktami widokowymi, a na koniec, chociaż przecież wcale nie najmniej ważne, kilka przyzwoitych kafej. Dodatkowym bonusem jest bliskość okazałego zamku Chepstow.

DSC_0079Przez pierwsze kilkaset lat swojego istnienia Tintern było siedzibą zakonu Cystersów, zgromadzenia słynącego z dyscypliny i pracowitości. Dzięki tym cnotom opactwu dobrze się powodziło, ziemie wokół niego były uprawiane a miejscowa ludność zarabiała na usługach wykonywanych na rzecz opactwa. W szesnastym wieku król Henry VIII (słynny mąż ośmiu żon) rozwiązał wszystkie katolickie zakony i przejął ich majątek. Mnisi opuścili Tintern na zawsze. Przez następne dwa stulecia nikt się jakos szczególnie nie interesował podupadającą budowlą; dopiero wiek XIX przyniósł wzrost zainteresowania naukowców, a wiek XX prawną ochronę, restaurację i troskliwą opiekę CADW (czyt. kadu) – organizacji powołanej do ochrony walijskiego dziedzictwa narodowego. Nieopodal samego opactwa, na początku jednego ze szlaków wiodących na okoliczne wzgórze wypatrzeć można dodatkowy bonus – malowniczo oplecione bluszczem ruiny kościółka St Mary’s ze starym cmentarzykiem, który na wiosnę porastają wdzięczne niebieskie dzwonki. Dzisiejszy swój stan kościółek ‘zawdzięcza’ pożarowi z lat 70-tych ubiegłego wieku. Do kościółka można wejść, ale należy zachować ostrożność, bo jego ściany nie są w żaden sposób zabezpieczone.

DSC_0048

DSC_0032

Sama wioska Tintern jest również przyjemna; jak dawniej, głównym źródłem jej utrzymania jest opactwo – kiedyś zatrudniało do pracy, teraz przyciąga spore ilości turystów. Łatwo jednak można uciec od tłumów wybierając któryś ze wspomnianych wcześniej spacerów.

house

Za wstęp na teren opactwa trzeba płacić. Tutaj można sprawdzić aktualne ceny i godziny otwarcia.

Opactwo znajduje się około pół godziny jazdy samochodem od Newport w południowo-wschodniej Walii. Kod do nawigacji satelitarnej NP16 6SE.

Walijskie plażowanie

Z trzech stron oblana morzami Walia to raj dla miłośników plaż, chociaż niekoniecznie plażowania. Plażuje się na spieczonej słońcem Gran Canarii; w Walii plaże podlegają ogromnym pływom, więc są mokre przez sporą część doby. Tudzież zakryte wodą. Na dodatek wiele z nich jest skalistych lub kamienistych. W związku z tym po plażach w Walii się głównie chodzi tu i tam, wpatruje tęsknie w horyzont, przysiada na skale wystawiając twarz do słońca, przygląda formom życia w skalnych oczkach wodnych, uklepuje babkę z mokrego piachu, walczy z wiatrem i wyprowadza pieski na spacer. Czasem, powiedzmy w co ładniejszy letni dzień można ostatecznie przycupnąć gdzieś na ręczniczku. Plaż są setki, od rozległych gigantów po malutkie zatoczki z kilkoma ziarenkami piasku. Oto kilka propozycji w temacie; wpis będzie w miarę systematycznie rozbudowywany.

RHOSILLI – półwysep Gower, Walia Południowa

Rhossilli

Uznana w 2010 r za najpiękniejszą plażę UK, szczyci się niewątpliwie jedną z najatrakcyjniejszych linii brzegowych w kraju. Plaża-ikona. Do wytropienia na półwyspie Gower w Walii Południowej, niedaleko od Swansea. Przyciąga tłumy turystów, a jak wieje, to już wieje. Płatny parking, kilka kafej; można spokojnie spędzić cały dzień spacerując po klifach i plażach a potem herbatka, fryty, te sprawy.  czytaj więcej.

SOUTHERNDOWN – Walia Południowa

Southerndown

Jedno z moich ulubionych miejsc w Walii. Nie tylko malownicze klify i plaża, po której przy odpływie można chodzić godzinami, ale też post-wiktoriańskie ogrody, w których można znaleźć prawdziwy azyl; zwłaszcza, jak na klifach wieje zupełnie od rzeczy. Plus fantastyczny punkt widokowy, który przy odpływie posiada faktor opadniętej szczeny. Więcej o okolicy tu.

Southerndown

FRESHWATER WEST – zachodnie Pembrokeshire

Freshwater West

Przepiękna rozłożysta plaża, pełna kamieni, naturalnych oczek wodnych, piaskowych wydm i całkiem sporych skał. Stanowi część parku narodowego Pembrokeshire. Jest też ulubienicą filmowców: tylko ostatnio filmowano tu scenę śmierci Dobby’ego z Harry Pottera, a chwilę przedtem np. kiepskiego Robin Hooda z Russelem Crowe.  Więcej o tej okolicy tu.

BARAFUNDLE BAY – Pembrokeshire

Barafundle Bay, Pembrokeshire

Ukryty klejnot Walii, w ładny dzień zapiera dech w piersiach. Ukryty głównie dlatego, że nie można do niego dojechać, trzeba sobie dojść, co eliminuje tłumy, zwłaszcza wyznawców św. Grilla. Plaża w stylu nieomal greckim wyłania się znienacka zza murku biegnącego wzdłuż ścieżki krajoznawczej; trochę obłupanego na skutek wciąż opadających na niego szczęk. Plus plaża ma delikatny piaseczek, można zalec z kocykiem jeśli pogoda pozwoli, ucieszyć się życiem troszeczkę. więcej o okolicy tu.

PLAŻE CARDIGAN BAY – Walia zachodnia

Cardigan Bay

Również na zdjęciu u góry strony. Poukrywane w niedużych zatoczkach plażunie znajdują się praktycznie na końcu każdej drogi, każdej ścieżki w Cardigan Bay. Małe mieścinki jak ta powyżej są najczęściej nastawione na turystów, można wynająć pokój, cottage z widokiem, coś zjeść; klubów, głośnej muzy i dragów raczej nie ma. Można za to tu i ówdzie usłyszeć walijski, chociaż sporo biznesów prowadzą nie-Walijczycy. Więcej o tej okolicy tu.

Cardigan Bay

THREE CLIFFS BAY – półwysep Gower, Walia Południowa

3 Cliffs Bay, półwysep Gower

Piękna zatoka z olbrzymią plażą, nazwana na cześć charakterystycznej formacji skalnej widocznej na zdjęciu. Do zatoki trzeba sobie dojść, np. z miejscowości Southgate (bezpłatny parking, kafeja). Bardzo przyzwoity spacer, częściowo po piaszczystych wydmach, warto zadbać o wygodne buty.

Plaże TENBY– Walia Zachodnia

TenbyPiaszczyste plaże chyba najpopularniejszego walijskiego kurortu, Tenby, od lat szczycą się posiadaniem tzw. ‘blue flag’, czyli najwyższego standardu czystości. Spędzić dzień w Tenby to jak pojechać na jednodniowe wakacje; plaże są kuszące, a samo miasteczko urocze i gościnne. Więcej o Tenby znajdziesz tutaj.

Estuarium Ynyslas

Estuarium YnyslasDwa razy na dobę olbrzymi przypływ zmienia dość wąskie ujście rzeki w ogromne estuarium, zatapiając niekończące się plaże i wdzierając się zaborczo w głąb lądu. To niezwykłe miejsce; dodatkową zaletą jego dziwnie pustynnego przy odpływie krajobrazu jest to, że spotkać tu można wydmy podobne do tych z Wolińskiego Parku Narodowego. Estuarium Ynyslas znajduje się na północ od Aberystwyth.

Strona w rozbudowie.