Category Archives: walia samochodem

Rajd Wielkiej Brytanii (Wales Rally GB)

Informacja dla dużych chłopców i miłośników podziwiania walijskich krajobrazów zza szyb samochodu:

Już w następny weekend (12-15.11.2015) kolejna edycja Rajdu Wielkiej Brytanii (Wales Rally GB) – ostatniej rundy rajdowych mistrzostw świata. Jak co roku, organizatorzy zapewniają fatalną pogodę, masę błota, dużo hałasu i prawdziwe emocje.

Rajd rozpocznie się uroczystą prezentacją zawodników i aut na Mostyn Street w Llandudno, w czwartek (12.11) od 18:30. Wcześniej (od 17:00 do 17:30), łowcy autografów mogą zapolować na swoich ulubieńców w Venue Cymru. Tego dnia odbędzie się tylko jeden wyścig – Shakedown, pomiędzy Ruthin i Corwen.

W piątek rajdowcy przenoszą się do Środkowej Walii, w okolice Llanidloes i Llangurig. Wszystkie trzy tutejsze “oesy” – Hafren, Sweet Lamb i Myherin – to klasyki. Sweet Lamb uwielbiają widzowie, a na Myherin, z długimi i szerokimi prostymi, kierowcy.

Trzeciego dnia, mistrzowie kierownicy ścigać się będą na dwóch odcinkach specjalnych w cieniu Cadair Idris, niedaleko Corris i dwóch w paśmie wzgórz Berwyn, w okolicach Jeziora Vyrnwy i Bala. Na dwóch pierwszych można się spodziewać błota strzelającego spod kół! Dwa ostatnie odbędą się po zmroku, więc widzowie może nie będą zachwyceni, ale kierowcy będą musieli się wykazać. Na sobotę zaplanowany jest też rodzinny Rally Fest w Chirk Castle, gdzie spotkać będzie można rajdowe ekipy techniczne, kierowców i zajrzeć pod maski aut.

Ostatni dzień rajdu to trzy “oesy” na północy Walii: dwa w okolicach Jeziora Brenig i ulubiony wśród fotografów, asfaltowy Great Orme w Llandudno. Zakończenie rajdu i wręczenie nagród odbędzie się po południu, w parku serwisowym w Deeside.

Szczegółowy plan rajdu znajdziecie tu.

Bilety, niestety, jak zwykle w niezbyt zachęcających cenach:
– czterodniowy karnet (World Rally Pass), upoważniający do wstępu na wszystkie odcinki specjalne i imprezy około-rajdowe kosztuje (w przedsprzedaży) £99;
– bilet jednodniowy (Forest Pass), upoważniający do wstępu na wszystkie odcinki specjalne w danym dniu kosztuje (w przedsprzedaży) £25;
– bilety na poszczególne odcinki można też kupić tuż przed ich rozpoczęciem, za zdecydowanie wygórowaną cenę £30.

Więcej o biletach tu.

A na zachętę parę zdjęć sprzed kilku lat…

1 dzień w południowym Pembrokeshire

Pembrokeshire

Jeśli jesteś miłośnikiem otwartych przestrzeni, bezkresnej tafli oceanu, dramatycznej linii brzegowej i dzikiej przyrody, to koniecznie musisz wybrać się na południowe wybrzeże Pembrokeshire. To miejsce wprost stworzone do łagodzenia wszelkich stresów i łapania dystansu do problemów dnia codziennego; to także raj dla fotografów krajobrazu.

Dobra wiadomość: spacer wybrzeżem Pembrokeshire nie należy do specjalnie wymagających. Szczytami klifów biegnie wygodna ścieżka spacerowa, rzetelnie oznakowana oraz zabezpieczona – trzeba bowiem pamiętać, że klifowa linia brzegowa Walii jest narażona na działanie ogromnych pływów i w związku z erozją miewa skłonności do nerwowych osuwów. Natura nieustannie pracuje nad zmianą kształtu tego kraju.

Południowe Pembrokeshire

Poniżej znajdziesz dwie propozycje spacerów ‘z bonusem’. Od ciebie zależy, czy wypuścisz się na dłuższą wędrówkę, czy rozłożysz sobie przyjemność obcowania z wybrzeżem Pembrokeshire na raty.

Pierwsza propozycja to odcinek z plaży Freshwater East do klifowej kapliczki St Govan’s. Przy obu miejscach znajdują się parkingi. Freshwater East imponuje rozmiarami oraz bogactwem form skalnych i oczek wodnych zamieszkałych przez kraby i inne tajemnicze istoty; jako ciekawostkę dodam, że to tutaj nakręcono chwytającą za serce scenę śmierci Dobby’ego z Harry Pottera. To o tej plaży umierający elf mówi: to takie piękne miejsce żeby być z przyjaciółmi. Także tutaj nakręcono kilka scen z niezbyt niestety udanego Robin Hooda z Russellem Crowe. Raczej mocno orientacyjny kod pocztowy dla satnavu: SA71 5LN.

freshwater east

Klifowa kapliczka St Govan’s to obowiązkowy punkt wizyty w tej części kraju. Jej początki toną w mętnych odmętach legend. Podobno dawno, dawno temu niejaki Govan, mnich z Irlandii, przybył w te strony w sobie tylko wiadomym celu i urzeczony pięknem krajobrazu postanowił zostać na zawsze (co jest w pełni zrozumiałe). Ale żeby nie było tak całkiem słodko, to któregoś dnia wybrzeże Pembrokeshire najechali piraci, i postanowili zabić wszystkich mieszkańców, w tej liczbie mnicha Govana. Na szczęście tu nastąpił cud opatrznościowy w postaci rozstąpienia się klifu i utworzenia szczeliny, w którą się Govan był wcisnął i ocalał. Wdzięczny za łaskę pańską wybudował w miejscu ocalenia kapliczkę – pustelnię ze srebrnym dzwonem, który mu piraci przy najbliższej okazji skonfiskowali za karę za brak szacunku.

Odległość pomiędzy Freshwater East i kapliczką wynosi około 11 km. Jeśli nie czujesz się na siłach na taki długi spacer, możesz sobie skrócić trasę mniej więcej o połowę wybierając np. trasę z kapliczki St Govan’s do pięknej dzikiej plaży Barafundle Bay, nagminnie pojawiającej się we wszelkiego rodzaju plażowych topach UK.

Barafundle Bay

Druga propozycja to krótszy spacer z St Govan’s do Green Bridge. Dystans wynosi około 5 km w jedną stronę; w czasie wędrówki twoje oczy ucieszą m.in. niesamowite formacje skalne zwane Stack Rocks i Green Bridge. Dokładniejszy opis znajdziesz tutaj.

Green Bridge of Wales

Uwaga: w tej okolicy znajduje się czynny poligon wojskowy i w związku z tym ścieżki i drogi dojazdowe do parkingów mogą być w określone dni zamknięte. W weekendy nie powinno być z tym problemu, tym niemniej, jeśli gdzieś po drodze zobaczysz powiewające czerwone flagi (nie wspominając o huku wystrzałów..), najlepiej zadekuj się w najbliższym pubie, kup sobie shandy i orzeszki, i poczekaj aż skończą. Ewentualnie możesz wykonać szybki telefon z zapytaniem o dostęp do wybrzeża zanim wybierzesz się w podróż. Numer telefonu: 01646 662367.

Z uwagi na brak konkretniejszych informacji odnośnie kodów pocztowych dla nawigacji satelitarnej polecam prześledzić opcje dojazdowe na mapie terenowej google oraz zaufać swoim instynktom traperskim. Jak również starym poczciwym znakom drogowym.

Przewietrzyć głowę / wersja dla wygodnych

Oto propozycja dla wielbicieli ładnych widoczków dostępnych z siedzenia samochodu, jak również dla miłośników dwóch kółek i ryczących silników. Zapraszam na malownicze objazdowe kółeczko trasą Cardiff-Brecon-Doliny-Cardiff. To trasa szczególnie popularna wśród motocyklistów, niestety wypadki śmiertelne z ich udziałem nie są tutaj rzadkością. Zdecydowanie noga z gazu; jakkolwiek nudno to nie brzmi dla prawdziwego easy rider’a, dostosuj prędkość do realiów drogi.

Zaczynasz w Cardiff wskakując na drogę A470 biegnącą w kierunku Brecon. To jedna z najbardziej malowniczych walijskich dróg; im bliżej parku narodowego Brecon Beacons, tym bardziej zyskuje wizualnie. Nie tylko ze względu na góry, ale i sztuczne jeziorka (resevoirs), tu i ówdzie ładnie obramowane drzewami. Przy jeziorkach można napotkać ławki piknikowe; szanse, że będą wolne maleją niestety wraz z przybliżaniem się weekendu. To z tej trasy można najłatwiej wejść na szlak wiodący na najwyższy szczyt południowej Walii, elegancki Pen Y Fan. Tak tylko wspominam, mimochodem, ostatecznie to wycieczka mobilna i nie każdy jest stworzony do wygibasów na szlakach.. Życzliwie ostrzegam: hamburgery i herbaciana lurka sprzedawane w przydrożnych kafejach na kółkach to opcja dla prawdziwych gastronomicznych twardzieli. Zakupujesz na własne ryzyko. Z góry przeproś swoje kubki smakowe.

Masz kilka opcji. Możesz dojechać do Brecon i spędzić dwie godzinki w tym przyjemnym miasteczku, oferującym m.in. rejsy łodzią po kanale i rozliczne przybytki o charakterze gastronomicznym, albo 5-6 mil przed Brecon skręcić do wsi Libanus i odwiedzić Brecon Beacons Visitor Centre, w którym mają bardzo przyzwoitą kafeję i z którego rozchodzi się kilka łagodnych szlaków cieszących oko malowniczą panoramą Brecon Beacons.

W drodze powrotnej za jednym z jeziorek zobaczysz odbijający w prawo drogowskaz na Hirwaun i Neath. Droga A4059 początkowo powiedzie cię szczytami wzgórz, oferując naturalną platformę widokową; otoczą cię otwarte przestrzenie, często przypominające wyjałowione rozległe stepy usiane jedynie białymi kropkami owiec. Przy ładnym wieczorze ten fragment trasy potrafi niesamowicie oczarować zachodem słońca rozlewającym się na całym wielkim niebie. Dalej droga powiedzie cię wzdłuż potężnych skał, zmieniając się momentami w wąską serpentynę pełną zawijasów (zwolnij, przecież nie ma się do czego spieszyć). Pod koniec pokaże ci z bliska słynne walijskie Doliny z ich tarasowymi domami i wąskimi uliczkami, i ostatecznie doprowadzi do autostrady M4, którą możesz wrócić do Cardiff.

1 dzień w Carmarthenshire

Aberglasney-Dryslwyn-Paxton

Idealna propozycja na całodniową wycieczkę objazdową: ogród Aberglasney, piknik przy malowniczym zamku Dryslwyn i podziwianie panoramy Carmarthenshire z wieży Paxton.

Hrabstwo Carmarthenshire promuje się jako “ogród Walii” – i ma ku temu podstawy. I nie chodzi wyłącznie o malownicze, niekończące się zielone łąki otoczone łagodnymi wzgórzami i przetykane wstążkami rzek, ale również o najprawdziwsze ogrody, takie jak np. słynne National Botanic Gardens of Wales. Ale nie tylko ogród botaniczny wart jest uwagi. Bardzo przyjemne letnie przedpołudnie można spędzić np. w Aberglasney Garden. Ten ogród nie jest może szczególnie duży, ale bardzo przyjemny dla oka; posiada nieduży pałacyk, oranżerię z palmami i orchideami, ścieżki spacerowe poukrywane wśród kolorowych rabat kwiatowych, a nawet unikatowe w tym klimacie owocujące drzewka pomarańczowe. Pięknie pachnie ogródek warzywno-ziołowy. Zachęcające zapachy dochodzą też z kafejki, w której można pokusić się o spróbowanie słynnej brytyjskiej cream tea, wbrew pozorom, nie tyle herbaty ze śmietanką, ile herbaty w towarzystwie ciasteczka zwanego scone, spożywanego z dżemem i tzw. clotted cream, rodzajem gęstej śmietanki.

Kod pocztowy dla nawigacji satelitarnej: SA32 8QH. Tutaj można znaleźć dokładne informacje o godzinach otwarcia i cenach biletów.

Z ogrodów Aberglasney już tylko rzut beretem do zamku Dryslwyn. Zamek to określenie trochę na wyrost, bo niewiele z niego już pozostało. W czasie swojej 800-letniej burzliwej historii był wielokrotnie niszczony i odbudowywany; do dzisiejszych czasów przetrwały tylko nieliczne ślady po pierwszej oryginalnej budowli. Szczególnie ciekawe w Dryslwyn jest to, że jest jednym z nielicznych zamków zbudowanych przez Walijczyków do obrony przez Anglikami, a nie na odwrót.

Mimo, że w ruinie, zamek Dryslwyn ma w sobie rodzaj szczególnego czaru; przyczynia się do tego najpewniej jego malownicze położenie. Ze szczytu niewielkiego wzgórza zamkowego roztacza się szeroka panorama Carmarthenshire z romantycznie meandrującą rzeką (rzadkość w Walii) oraz wieżą Paxton w tle.

Zamek jest objęty całkowitą ochroną prawną jako zabytek pierwszej klasy. Wstęp jest bezpłatny, podobnie jak parking znajdujący się tuż pod wzgórzem zamkowym. Kod pocztowy dla nawigacji satelitarnej: SA32 8JQ.

Wzgórze zamkowe i jego najbliższe okolice to idealne miejsce na letni piknik.

“Kropka nad i” naszej dzisiejszej wyprawy to wspomniana już wieża Paxton, zabytek drugiej klasy. Do wieży prowadzą boczne drogi, miejscami dość wąskie, a dojazd jest oznaczony brązowymi drogowskazami. Samochód trzeba zostawić na małym bezpłatnym parkingu, a następnie przejść przez pole, względnie biec, bo czasem pan farmer parkuje tam byki – zwierzątka często łaknące kontaktu z człowiekiem.

Wieża Paxton została wybudowana jakieś 200-250 lat temu i podobno służyła właścicielowi tych ziem głównie do zabawiania szlachetnych gości. Dla zwiedzających dostępna jest tzw. sala bankietowa, z której roztacza się piękny widok na dolinę rzeki Tywi, z zamkiem Dryslwyn oraz ogrodem Aberglasney w tle.

_________________

Wariant alternatywny: zamiast Aberglasney możesz wybrać się do Ogrodu Botanicznego; ale jest on nieporównywalnie większy i zwiedzanie go może zająć większość dnia.

 

Tupot białych mew na południowym wybrzeżu

Klifowe wybrzeże Glamorgan Heritage Coast

…na południu Walii rozciąga się mniej więcej od Porthcawl do Barry. Jego uroda jest niezaprzeczalna. Znakomicie podkreślają ją rozłożyste plaże odsłaniane dwa razy na dobę przez ogromny odpływ. Trasa, którą dziś polecam, jest częścią słynnej Wales Coast Path, czyli ścieżki spacerowej biegnącej wzdłuż całego walijskiego wybrzeża. Samo Glamorgan Heritage Coast można podejrzewam przejść w jeden dzień, jak ktoś ma parcie na rezultat; ja osobiście wolę zdobywać je w krótszych odcinkach, z przerwami na herbatkę z termosu, oganianie się od wszechobecnych białych mew i podziwianie widoków.

Zaczynamy w Southerndown…

…a konkretnie od zatoki Dunraven Bay, do której dojeżdżamy boczną drogą z niedużym drogowskazem ‘to the beach‘. Najlepiej zaparkować na samym dole u podnóża klifu. Życzliwa rada: jeśli chcesz zaoszczędzić £3 na parkingu, wybierz się tam w tygodniu; przy zatoce zwykle kasują tylko w weekendy. Orientacyjny kod pocztowy dla satnavu: CF32 0RT.

Southerndown i zatoka Dunraven słyną z malowniczości. Dla mnie osobiście jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w całym kraju. Nigdy nie rozczarowało nikogo z moich zagranicznych gości. Southerndown ma swoje ogrody, które w przeszłości należały do pałacyku na klifie, po którym dziś pozostały tylko fundamenty; od częstego w tych okolicach wiatru osłania je wysoki mur, stwarzając przytulne miejsce dla spragnionych relaksu. Piknik możliwy, a nawet wskazany (ale nie dzisiaj; dzisiaj chodzimy). Southerndown może się również poszczycić punktem widokowym o faktorze opadniętej szczęki, oraz kilkoma strategicznie umiejscowionymi ławeczkami. Ma również swoją ciekawostkę: fragment plaży po drugiej stronie ogrodów u podnóża klifu jest chętnie odwiedzany przez naturystów. Większość odwiedzających zadowala się plażą w zatoce, przy parkingu i nie kłopocze szukających odosobnienia golasów swoją natrętną obecnością.

Na lewo od punktu widokowego wchodzimy na ścieżkę biegnącą szczytem klifu i idziemy przed siebie dokąd nas oczy poniosą. Od czasu do czasu trafi się naturalny wąwóz do obejścia, lub zejście na plażę, ale ogólnie spacer nie będzie należał do przesadnie wymagających.

Punktem docelowym jest latarnia morska w Nashpoint

Nashpoint to piękne, dzikie miejsce z dramatycznymi formacjami klifowymi, w tym słynnym ‘sfinksem’; nie do pogardzenia jest fakt, że tutejsze klify porasta gęsta miękka trawa, na której można się wygodnie ułożyć i kontemplować piękne okoliczności przyrody i drogę na Ostrołękę.

Możesz oczywiście rozpocząć spacer w Nashpoint i iść w stronę Southerndown, czyli w prawo. Parkując na małym parkingu w Nashpoint (kod pocztowy dla satnavu: CF61 1ZH) prawdopodobnie się troszkę zdenerwujesz, bo parking jest prywatny i prawie na pewno przydrepta do ciebie dziadek parkingowy z żądaniem okupu. Dziadek parkingowy jest częścią mafii obsługującej minisklepik i toaletę; czasem w dni powszednie mafia ma wolne i nie trzeba płacić, ale toalety też mogą być zamknięte.

Wspomniany sklepik w Nashpoint, i drugi w Southerndown, są najczęściej czynne tylko w letnie weekendy, więc najlepiej być niezależnym i mieć ze sobą termos i jakąś przekąskę.

Dystans tam i z powrotem: 14 km.

Słówko przestrogi

Spacer można odbyć również dołem klifu, plażą, ale warto się upewnić, że nie zaskoczy cię przypływ. Przypływy w Walii następują relatywnie szybko i chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, od czasu do czasu zdarza się, że ktoś zostanie odcięty. Tabele pływów można sprawdzić np. tutaj. Natomiast spacerując górą trzeba zachować ostrożność zbliżając się do krawędzi klifów; mają one tendencje do nerwowego obsuwania się. Co roku media donoszą o wypadkach śmiertelnych. Najlepiej w ogóle trzymać się od nich z daleka.

Szanuj klifa!

Wybrzeże Cardigan [cz.2] – New Quay i Aberaeron

Kolejny przystanek na szlaku Ceredigion Coast Path: New Quay (nie mylić z… Newquay w Kornwalii).

Cei Newydd (w wersji walijskiej) – dawna wieś rybacka, później ruchliwy port i stocznia – to dziś największy i najpopularniejszy kurort w tej części Cardigan Coast. Dlatego uczuleni na tłumy, w sezonie nie powinni tu zaglądać.

New QuayMiasteczko rozłożyło się tarasowo na klifach nad dużą i osłoniętą od otwartego morza zatoką. Górne tarasy zajmują przede wszystkim letnie domy do wynajęcia. W wydaniu brytyjskim niestety często kiczowate i tandetne lub zwyczajnie szpetne. Ale im niżej, im bliżej morza, tym ładniej.

New QuayStrome uliczki łączące się w okolicach kapitanatu portu, zabudowane są ciasno kolorowymi, wiktoriańskimi szeregowcami z miniaturowymi ogródkami. Pełno tu kafejek, restauracji na każdą kieszeń, pubów i sklepów z obowiązkowym wyposażeniem każdego plażowicza. Szczególnie tego najmłodszego. Wiaderka i łopatki przydadzą się na plaży ciągnącej się na północ od przystani, aż do New Quay Head i, słynnej wśród ornitologów, adekwatnie nazwanej, Birds Rock.

New QuayNajwiększą atrakcją samej przystani jest właściwie nic-nie-robienie, połączone z wpatrywaniem się w hipnotyczne kołysanie jachtów i łodzi (w czasie przypływu; podczas odpływu wyglądają dość pokracznie), albo w drugą stronę, gdzie przy dobrej pogodzie rozpościera się niekończąca się panorama wybrzeża, aż po majaczące gdzieś daleko szczyty Snowdonii i Półwysep Llyn.

Ale oprócz atrakcji typowych dla nadmorskiego kurortu, New Quay przyciąga śladami krótkiej i burzliwej bytności Dylana Thomasa – “narodowego poety Walii”. Thomas (wraz z żoną Caitlin) mieszkał tu kilka lat w czasie II Wojny Światowej, pisząc, pijąc (z czego słynął nie mniej niż z pisania) i szukając kłopotów.

Prawdziwy, bądź domniemany romans Dylana (i jego żony Caitlin) z żoną komandosa, który właśnie wrócił z frontu, omal nie skończył się tragicznie, gdy zazdrosny żołnierz ostrzelał z karabinu dom Thomasów. Historię tę przeniesiono na ekran, w gwiazdorskiej obsadzie, w filmie “The edge of love“.

Rodzina wkrótce wyjechała z miasteczka, ale wspomnienia najwyraźniej pozostały, Llareggub, w którym rozgrywa się akcja jednej z bardziej znanych sztuk Dylana – “Under Milk Wood – do złudzenia przypomina New Quay. Chociaż o ten wątpliwy zaszczyt konkuruje z południowo-walijskim miasteczkiem Laugharne. Dlaczego wątpliwy? “Llareggub”, wyglądające pozornie na typową walijską, niewymawialną nazwę, czytane od tyłu daje “bugger all”, czyli… “wielkie nic” w wersji średnio wulgarnej.

—/-/—

Wyjeżdżając z New Quay w stronę Aberaeron, warto na chwilę przystanąć w Llanarth. Tu, w przedsionku trzynastowiecznego kościoła świętego Dawida (przebudowanego pod koniec dziewiętnastego wieku) stoi Cross of Gurhirt (znany również jako Cross of Girhurst albo Cross of Girhiret) – wczesnochrześcijański rzeźbiony krzyż z wykutym imieniem, prawdopodobnie, irlandzkiego wodza z dziewiątego wieku i praktycznie nieczytelnymi już dziś inskrypcjami ogamicznymi (ogham to stary alfabet, używany we wczesnym średniowieczu do zapisu języków celtyckich).

The Cross of Gurhirt—/-/—

Leżące kilkanaście kilometrów od New Quay Aberaeron zdecydowanie wyróżnia się się na tle innych nadmorskich miejscowości na trasie Ceredigion Coast Path. Jest płaskie, ma regularną siatkę ulic i skwerów, mnóstwo tu wolnej przestrzeni i jest zdecydowanie najurokliwszym miasteczkiem w tej części kraju. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że jednym z najpiękniejszych w Walii.

AberaeronAberaeron zbudował od zera, na początku dziewiętnastego wieku, miejscowy właściciel ziemski, wielebny Alban Gwynne. Szerokie ujście rzeki Aeron (stąd nazwa: “aber” w języku walijskim oznacza ujście rzeki), po regulacji świetnie nadawało się na port i stocznię, wokół których szybko wyrosło miasto. Dziś po stoczni pozostało głównie wspomnienie, a w porcie cumują przede wszystkim dziesiątki jachtów, ale jako centrum administracyjne hrabstwa Ceredigion, Aberaeron prosperuje całkiem dobrze.

Długie, kamieniste plaże rozciągające się po obu stronach ujścia rzeki, nie przyciągają typowych letników, więc i atmosfera jest tu bardziej zrelaksowana. Praktycznie nie ma tu straganów uginających się od plastikowej tandety, walczących o każdego klienta vanów z lodami, czy budek z tanim fish’n’chipsem zawiniętym w szary papier. Nie brak za to kawiarenek rozkładających stoliki na nabrzeżu przy przystani, jest spora lodziarnia z przyjemnym tarasem i kilka sklepów z rękodziełem z prawdziwego zdarzenia. Doskonałe miejsce na leniwe popołudnie. Szczególnie przed kolejnym przystankiem…

Dla wielbicieli dziwów

Cwmystwyth, Cwm Elan

elan valley

Dolina Elan w środkowej Walii to miejsce szczególne, o którym będziemy jeszcze pisać szerzej. To 180 km wzgórz i sztucznych zbiorników wodnych stanowiących imponującą spuściznę po wiktoriańskich inżynierach; sposób w jaki potrafili wpisać całe to ogromne przedsięwzięcie w krajobraz nie tylko nie szkodząc mu, ale nawet wzbogacając wizualnie zasługuje na podziw i szacunek.

Elan Valley to jeden z najrzadziej chyba zaludnionych rejonów Walii; długo można jechać i nie spotkać drugiego samochodu. Momentami ma się wrażenie jakiegoś cudownego uroczyska. Szczególnie w takich miejscach jak Cwmystwyth [czyt. kumystłyf], wieś uważana za położoną w samym centrum Walii.

cwm

W dawnych, dawnych czasach Cwmystwyth była niezwykle ważna; jej pozycja była związana z wydobyciem ołowiu, srebra, miedzi i cynku. Górnicza działalność miała tu miejsce już w epoce brązu. Z zamknięciem ostatniej kopalni pod koniec XIX-go/na początku XX-go wieku wieś stopniowo pustoszała, powoli umierając; domy zmieniły się w kamienne szkielety, tory kolejowe powykrzywiał artretyzm, kopalniane urządzenia zjadła korozja. Nastąpiła asymilacja: wieś-duch wpisała się swoim lekko upiornym wyglądem w surowy, nieco księżycowy krajobraz okolicy. Interesujący fakt z Wikipedii – głównie z przyczyn zatrucia ołowiem średnia długość życia tutejszych górników wynosiła niewiele ponad 30 lat. Zapewne wszyscy ci szczęściarze są tam pochowani; świadomość tego tylko dodaje okolicy tej szczególnej atmosfery. Relatywnie niewielka część wsi przetrwała do dziś, mieszkają tam ludzie, prawdziwi, żywi, i nawet stworzyli grupę zajmującą się ochroną lokalnego dziedzictwa historycznego.

Jednak jedyni żywi ludzie, których ja spotkałam na tym księżycowym pustkowiu nie mieszkali wcale we wsi, nie mieli nic wspólnego z lokalnym dziedzictwem i posługiwali się językiem polskim. Z dumą stwierdzam, że duch pielgrzymów-eksploratorów w narodzie żyje i ma się nieźle.

Orientacyjny kod pocztowy dla sat navu: SY23 4AE.

Tintern Abbey – perła Pogranicza

Tintern Abbey – Abaty Tyndyrn

DSC_0002

Eleganckie, strzeliste ruiny Tintern to pozostałość po opactwie, którego początki toną w mrokach dziejów. Według historyków zostało ono wybudowane w XII w i pozostaje najlepszym zachowanym średniowiecznym opactwem w Walii. Jeżeli już sam ten fakt nie zachęca mapekcię żeby się tam zapuścić i dotknąć żywej historii, to dodam, że opactwo położone jest w wyjątkowo malowniczej dolinie rzeki Wye, dokładnie na pograniczu Walii i Anglii; okolica o statusie strefy o szczególnym pięknie naturalnym (area of outstanding natural beauty) oferuje wiele przyjemnych szlaków spacerowych z punktami widokowymi, a na koniec, chociaż przecież wcale nie najmniej ważne, kilka przyzwoitych kafej. Dodatkowym bonusem jest bliskość okazałego zamku Chepstow.

DSC_0079Przez pierwsze kilkaset lat swojego istnienia Tintern było siedzibą zakonu Cystersów, zgromadzenia słynącego z dyscypliny i pracowitości. Dzięki tym cnotom opactwu dobrze się powodziło, ziemie wokół niego były uprawiane a miejscowa ludność zarabiała na usługach wykonywanych na rzecz opactwa. W szesnastym wieku król Henry VIII (słynny mąż ośmiu żon) rozwiązał wszystkie katolickie zakony i przejął ich majątek. Mnisi opuścili Tintern na zawsze. Przez następne dwa stulecia nikt się jakos szczególnie nie interesował podupadającą budowlą; dopiero wiek XIX przyniósł wzrost zainteresowania naukowców, a wiek XX prawną ochronę, restaurację i troskliwą opiekę CADW (czyt. kadu) – organizacji powołanej do ochrony walijskiego dziedzictwa narodowego. Nieopodal samego opactwa, na początku jednego ze szlaków wiodących na okoliczne wzgórze wypatrzeć można dodatkowy bonus – malowniczo oplecione bluszczem ruiny kościółka St Mary’s ze starym cmentarzykiem, który na wiosnę porastają wdzięczne niebieskie dzwonki. Dzisiejszy swój stan kościółek ‘zawdzięcza’ pożarowi z lat 70-tych ubiegłego wieku. Do kościółka można wejść, ale należy zachować ostrożność, bo jego ściany nie są w żaden sposób zabezpieczone.

DSC_0048

DSC_0032

Sama wioska Tintern jest również przyjemna; jak dawniej, głównym źródłem jej utrzymania jest opactwo – kiedyś zatrudniało do pracy, teraz przyciąga spore ilości turystów. Łatwo jednak można uciec od tłumów wybierając któryś ze wspomnianych wcześniej spacerów.

house

Za wstęp na teren opactwa trzeba płacić. Tutaj można sprawdzić aktualne ceny i godziny otwarcia.

Opactwo znajduje się około pół godziny jazdy samochodem od Newport w południowo-wschodniej Walii. Kod do nawigacji satelitarnej NP16 6SE.

Wybrzeże Cardigan [cz.1] – od Mwnt do Cwmtudu

Walia ma ponad tysiąc kilometrów wspaniałego wybrzeża. Całkiem sporo jak na tak niewielki kraj. Jest w czym wybierać. I to właśnie stanowi nie lada problem. Bo gdzie zacząć? Gdzie jest najpiękniej? Co zobaczyć? Wszystko i wszędzie, chciałoby się powiedzieć. Ale że na to trzeba by tygodni, miesięcy, a może nawet i lat, nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się walijskim wybrzeżem w małych dawkach. Jak choćby stukilometrowy kawałek Ceredigion Coast nad Zatoką Cardigan, między ujściami rzek Teifi i Dyfi.

Ten fragment wybrzeża, w swej urodzie, nie różni się szczególnie od pozostałych dziewięciuset kilometrów. Są tu budzące respekt klify – nota bene najwyższe w Walii – zaciszne zatoki, białe plaże, malownicze wydmy, cukierkowe miasteczka i cały ten wiaderkowo-łopatkowy bałagan, którego można się spodziewać nad morzem. Plus delfiny, foki i masa wszelkiego ptactwa. Jedyne czego tu brakuje, to tłumy letników, tak powszechne i irytujące choćby na wybrzeżu sąsiedniego Pembrokeshire, na plażach Glamorgan i Gower, czy na dokładnie zabudowanym domkami letniskowymi Półwyspie Llyn.

Teoretycznie powinniśmy zacząć w tętniącym życiem, kolorowym miasteczku Cardigan. Tu swój początek ma Ceredigion Coast Path – dokładnie dziewięćdziesięciosześciokilometrowy szlak wzdłuż wybrzeża Cardigan Bay. Ale lepiej wystartować od razu znad morza – w Traeth-y-Mwnt.

Miniaturowa osada, do której prowadzi karkołomna, a w dodatku (jak na złość?!) obsadzona wysokim żywopłotem droga, składa się głównie z nazwy, zatoki, która z powodzeniem mogłaby zagrać w którejś części “Piratów z Karaibów”, niewielkiej plaży i klifów, z których szczęśliwcy wypatrzeć mogą czasami delfiny. Oprócz tego, na zielonym zboczu niewielkiego półwyspu wrzynającego się w morze, stoi tu śnieżnobiały, siedemsetletni kościół Świętego Krzyża. Zbudowano go zapewne w miejscu jeszcze starszego kościoła, na trasie pielgrzymek z Saint David’s do opactwa Strata Florida – w samym sercu środkowowalijskiego pustkowia – i na Bardsey – “wyspę dwudziestu tysięcy świętych” na czubku Półwyspu Llyn.

Ludzkie kości, czasem nawet całe szkielety i zardzewiałe kawałki broni, które do dziś sporadycznie wyciągają z ziemi pługi miejscowych farmerów, przypominają o “krwawej niedzieli w Mwnt” – bitwie stoczonej w 1155 roku przez Walijczyków z Flamandami. Ci najwyraźniej już wtedy upatrzyli sobie tutejszą piękną plażę.

Drugi przystanek na nadmorskim szlaku – Aberporth, to skaza na jego obliczu. Przerośnięta wieś z niezbyt urodziwą zabudową i przyklejoną bazą rakietową, to najwyżej dobre miejsce na rybę z frytkami…

Prawdopodobnie w ramach rekompensaty za nadzwyczajną nijakość Aberporth, kolejny punkt na trasie Ceredigion Coast Path, wygląda jak z obrazka. Tresaith, osada wciąż jeszcze zbyt mała by nazywać się choćby wioską, wcisnęła się w niewielką zatokę otoczoną klifami, z piaszczystą plażą i… opadającym wprost na nią kilkunastometrowym wodospadem.

Z Tresaith, mniej więcej dwukilometrowy szlak na szczycie klifu, prowadzi do kolejnej mikroskopijnej osady ukrytej w przytulnej zatoce – Penbryn. Ale zdecydowanie przyjemniej przespacerować się dołem! O ile oczywiście trafi się na odpływ odsłaniający przeszło milę piasku, rozmaitych tworów skalnych i przedziwnych stworzeń żyjących na tym pograniczu dwóch światów.

—|-|—

Kilkaset metrów wgłąb lądu, między Tresaith a Penbryn, na polu sąsiadującym z jednym z wielu w okolicy caravan park‘ów, stoi jeden z ciekawszych walijskich standing stonesCorbalengi Stone. Pod tym, prawdopodobnie wczesnośredniowiecznym, kamieniem, wykopano urnę z prochami i rzymskimi monetami (obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym w Cardiff). Na kamieniu zaś, wyryta jest łacińska inskrypcja “CORBALENGI IACIT ORDOVS”. “Ordovs” odnosi się zapewne do lokalnego plemienia Ordowików, ale znaczenia reszty inskrypcji można się jedynie domyślać. Najczęściej przyjmuje się wersje “Corbalengi z ludu Ordowików”, albo “Grób/Tu spoczywa Corbalengi z ludu Ordowików”.

—|-|—

W samym Penbryn warto przysiąść na cream tea albo coś bardziej treściwego, żeby nabrać sił na kolejny odcinek szlaku. Mniej więcej cztery kilometry z Penbryn do Llangrannog to, miejscami, dość wymagający spacer z kilkoma karkołomnymi zejściami i krótkimi, ale męczącymi podejściami. Nagrodą za te (umiarkowane) trudy są widoki na dzikie klify, zatoczki w których przez lata kryli się przemytnicy i niedostępne plaże, gdzie szczęśliwcy mogą czasem spotkać foki.

Llangrannog doskonale wpisuje się w znany już i przyjemny schemat kolorowej osady wciśniętej w niewielką, otoczona klifami zatokę z kawałkiem piaszczystej plaży. Przy czym tu wszystko jest jakby na większą skalę, co niestety, w sezonie i rzadkie słoneczne weekendy, przyciąga tłumy. Łatwo od nich uciec chowając się na jednej z kilku niewielkich plaż, do których prowadzą tajemne ścieżki z grzbietu majestatycznego półwyspu Ynys Lochtyn.

W Llangrannog można w końcu dać odpocząć nogom i, choć nadmorski szlak prowadzi dalej, przesiąść się do samochodu.

Do Cwmtudu prowadzi jedna z tych karkołomnych walijskich dróg, które sprawiają, że człowiek poważnie zastanawia się czy naprawdę warto się męczyć? Warto, bo na końcu tych mocnych wrażeń znajduje się odludna, kamienista plaża, otoczona podziurawionymi jaskiniami klifami, z których podobno prawie zawsze można dostrzec delfiny. Z naciskiem na “prawie”…

Mapa nie pokazuje niestety Ceredigion Coast Path:

Walijskie plażowanie

Z trzech stron oblana morzami Walia to raj dla miłośników plaż, chociaż niekoniecznie plażowania. Plażuje się na spieczonej słońcem Gran Canarii; w Walii plaże podlegają ogromnym pływom, więc są mokre przez sporą część doby. Tudzież zakryte wodą. Na dodatek wiele z nich jest skalistych lub kamienistych. W związku z tym po plażach w Walii się głównie chodzi tu i tam, wpatruje tęsknie w horyzont, przysiada na skale wystawiając twarz do słońca, przygląda formom życia w skalnych oczkach wodnych, uklepuje babkę z mokrego piachu, walczy z wiatrem i wyprowadza pieski na spacer. Czasem, powiedzmy w co ładniejszy letni dzień można ostatecznie przycupnąć gdzieś na ręczniczku. Plaż są setki, od rozległych gigantów po malutkie zatoczki z kilkoma ziarenkami piasku. Oto kilka propozycji w temacie; wpis będzie w miarę systematycznie rozbudowywany.

RHOSILLI – półwysep Gower, Walia Południowa

Rhossilli

Uznana w 2010 r za najpiękniejszą plażę UK, szczyci się niewątpliwie jedną z najatrakcyjniejszych linii brzegowych w kraju. Plaża-ikona. Do wytropienia na półwyspie Gower w Walii Południowej, niedaleko od Swansea. Przyciąga tłumy turystów, a jak wieje, to już wieje. Płatny parking, kilka kafej; można spokojnie spędzić cały dzień spacerując po klifach i plażach a potem herbatka, fryty, te sprawy.  czytaj więcej.

SOUTHERNDOWN – Walia Południowa

Southerndown

Jedno z moich ulubionych miejsc w Walii. Nie tylko malownicze klify i plaża, po której przy odpływie można chodzić godzinami, ale też post-wiktoriańskie ogrody, w których można znaleźć prawdziwy azyl; zwłaszcza, jak na klifach wieje zupełnie od rzeczy. Plus fantastyczny punkt widokowy, który przy odpływie posiada faktor opadniętej szczeny. Więcej o okolicy tu.

Southerndown

FRESHWATER WEST – zachodnie Pembrokeshire

Freshwater West

Przepiękna rozłożysta plaża, pełna kamieni, naturalnych oczek wodnych, piaskowych wydm i całkiem sporych skał. Stanowi część parku narodowego Pembrokeshire. Jest też ulubienicą filmowców: tylko ostatnio filmowano tu scenę śmierci Dobby’ego z Harry Pottera, a chwilę przedtem np. kiepskiego Robin Hooda z Russelem Crowe.  Więcej o tej okolicy tu.

BARAFUNDLE BAY – Pembrokeshire

Barafundle Bay, Pembrokeshire

Ukryty klejnot Walii, w ładny dzień zapiera dech w piersiach. Ukryty głównie dlatego, że nie można do niego dojechać, trzeba sobie dojść, co eliminuje tłumy, zwłaszcza wyznawców św. Grilla. Plaża w stylu nieomal greckim wyłania się znienacka zza murku biegnącego wzdłuż ścieżki krajoznawczej; trochę obłupanego na skutek wciąż opadających na niego szczęk. Plus plaża ma delikatny piaseczek, można zalec z kocykiem jeśli pogoda pozwoli, ucieszyć się życiem troszeczkę. więcej o okolicy tu.

PLAŻE CARDIGAN BAY – Walia zachodnia

Cardigan Bay

Również na zdjęciu u góry strony. Poukrywane w niedużych zatoczkach plażunie znajdują się praktycznie na końcu każdej drogi, każdej ścieżki w Cardigan Bay. Małe mieścinki jak ta powyżej są najczęściej nastawione na turystów, można wynająć pokój, cottage z widokiem, coś zjeść; klubów, głośnej muzy i dragów raczej nie ma. Można za to tu i ówdzie usłyszeć walijski, chociaż sporo biznesów prowadzą nie-Walijczycy. Więcej o tej okolicy tu.

Cardigan Bay

THREE CLIFFS BAY – półwysep Gower, Walia Południowa

3 Cliffs Bay, półwysep Gower

Piękna zatoka z olbrzymią plażą, nazwana na cześć charakterystycznej formacji skalnej widocznej na zdjęciu. Do zatoki trzeba sobie dojść, np. z miejscowości Southgate (bezpłatny parking, kafeja). Bardzo przyzwoity spacer, częściowo po piaszczystych wydmach, warto zadbać o wygodne buty.

Plaże TENBY– Walia Zachodnia

TenbyPiaszczyste plaże chyba najpopularniejszego walijskiego kurortu, Tenby, od lat szczycą się posiadaniem tzw. ‘blue flag’, czyli najwyższego standardu czystości. Spędzić dzień w Tenby to jak pojechać na jednodniowe wakacje; plaże są kuszące, a samo miasteczko urocze i gościnne. Więcej o Tenby znajdziesz tutaj.

Estuarium Ynyslas

Estuarium YnyslasDwa razy na dobę olbrzymi przypływ zmienia dość wąskie ujście rzeki w ogromne estuarium, zatapiając niekończące się plaże i wdzierając się zaborczo w głąb lądu. To niezwykłe miejsce; dodatkową zaletą jego dziwnie pustynnego przy odpływie krajobrazu jest to, że spotkać tu można wydmy podobne do tych z Wolińskiego Parku Narodowego. Estuarium Ynyslas znajduje się na północ od Aberystwyth.

Strona w rozbudowie.

Królowa brytyjskich plaż

Majestatyczna Rhossili nieustannie bryluje w rankingach turystycznych – w 2010 roku została nawet uznana za najpiękniejszą plażę w całej Wielkiej Brytanii. Znajduje się w zachodniej części półwyspu Gower, niedaleko od Swansea.

Półwysep Gower jest jednym z pięciu “Obszarów o wybitnym pięknie naturalnym” (Area of Outstanding Natural Beauty; AONB) w Walii. Według powszechnej opinii to właśnie Rhossili jest klejnotem w jego koronie. Nie tylko długa na 5 km plaża, ale cała zatoka o tej samej nazwie jest niezwykle atrakcyjna wizualnie. To tutaj znajduje się jedna z walijskich ikon krajobrazu, charakterystyczna formacja skalna o nazwie Worm’s Head. W trakcie przypływu staje się wyspą. W określonych godzinach można się na nią dostać korzystając ze skalnego traktu odsłanianego przez olbrzymi odpływ. Ciekawostka: podczas odpływu na plaży Rhossili można podziwiać szczątki statku, który rozbił się tutaj w roku 1887.

Otoczona morzami Walia może się pochwalić drugimi co do wielkości pływami na świecie. Nieustannie zadziwia i zachwyca mnie rozpiętość tego zjawiska. Odpływ w ciągu kilku godzin odsłania plażę czasem nawet o kilkukilometrowej szerokości, po czym morze zawraca by znów wziąć ją całą w posiadanie – ten spektakl natury powtarza się dwa razy na dobę, czyniąc wiele miejsc w Walii, w tym także Rhossili, przepięknie zmiennymi. Minusem tego zjawiska jest ograniczona możliwość wylegiwania się na często mokrym piasku. Ale mokry piasek w niczym nie przeszkadza spacerowiczom i niespokojnym duszom szukającym ukojenia w pięknie dzikiej natury z dala od zgiełku cywilizacji. Następstwo pływów wymaga jednak zachowania pewnej ostrożność przy planowaniu wielogodzinnych spacerów wzdłuż wybrzeża. Godziny przypływów i odpływów są zmienne, ale w internecie bez problemu można znaleźć bieżące informacje (tide times).

Jak turystyczny hotspot, Rhossili posiada oczywiście infrastrukturę taką jak miejsca do spania o różnym standardzie, kafeje i puby, visitor center prowadzony przez National Trust, oraz ogromny parking (płatny). O tym, jak bardzo dochodowy jest parking w tej lokalizacji świadczy fakt, że National Trust odkupił go niedawno od prywatnych właścicieli za – bagatelka – 3 miliony funtów.

Królową brytyjskich plaż znajdziecie tu:

Zatoka i plaża wystąpiły w kilku programach telewizyjnych i serialach, włączając niedawno emitowany Torchwood. Pięknie prezentują się w przejmującym teledysku do piosenki Lover of the light grupy Mumford&Sons.

Llandudno, wiktoriański kurort na północy

sno

Tam, gdzie góry Snowdonii schodzą do morza Irlandzkiego, u stóp Great Orme, przeciąga się z wdziękiem najsłynniejszy mapka llandwalijski kurort Llandudno (wym. chlandydno). Jest przystojny i elegancki; latem roześmiany, krzykliwy i kolorowy, po sezonie milknie; po molu zaczyna hulać północny wiatr, a budy z lodami odlatują do ciepłych krajów. Jest coś pociągającego w takim posezonowym kurorcie. W języku angielskim istnieje małe słówko, które nie ma bezpośredniego równie pojemnego odnośnika w języku polskim, a które mi bardzo pasuje na opisanie tego dsc_0224stanu rzeczy: vulnerable. Na polski można to przełożyć jako wrażliwy, bezbronny, odsłonięty, podatny na ataki. Bez tysięcy turystów, hałaśliwej komercji, z pozamykanymi restauracjami i pastelami blaknącymi od mżawki Llandudno kurczy się w sobie, otacza ramionami opuszczonych przez gości hoteli i zapada w sen, mrucząc: byle do wiosny.

Llandudno ma wszystko, co powinien mieć szanujący się kurort: niekończącą się promenadę, kuszącą wielbicieli dsc_01901nadmorskich spacerów, kolejkę kablową, wiktoriańskie fasady nadbrzeża przypominające o czasach największej świetności, plaże i oczywiście wspomniane już molo. Dość stare, bo z 1878 r. Nad miastem góruje Great Orme, szczyt i znakomity punkt widokowy, na który można się dostać wąską drogą, ścieżkami dla pieszych oraz specjalnym tramwajem (głównie w sezonie). Great Orme jest również rezerwatem przyrody, w którym żyje między innymi unikatowy gatunek białych kozic.

little-orme-and-great-orme
Llandudno i Great Orme – llandudnoinpictures.wordpress.com

Ze szczytu Great Orme roztaczają się fantastyczne widoki na okolicę; tzn. jeśli pogoda nie ma akurat przerwy na papierosa. Jedną z atrakcji tych okolic jest kościółek z cmentarzem, smagany wichrem na jednym ze zboczy Great Orme; również kopalnia miedzi, której początki sięgają epoki brązu.

Great Orme Copper Mine – geograph.org.uk – 819” by Alan Simkins. Licensed under CC BY-SA 2.0 via Wikimedia Commons.

DSC_0100Rzeka Conwy oddziela Llandudno od kolejnej perełki tych okolic, miejscowości o tej samej nazwie co rzeka, z jednym z najwspanialszych walijskich zamków i świetnie zachowanymi murami miejskimi objętymi ochroną UNESCO. Conwy może się również pochwalićDSC_0054 posiadaniem najmniejszego domu w Wielkiej Brytanii.

Jeśli masz czas, spędź w tych okolicach cały dzień, może nawet dwa. Bez problemu znajdziesz tu przyzwoity posiłek, a wrażeń nie zabraknie. Zarówno Llandudno, jak i Conwy to pozycje obowiązkowe w trakcie pobytu w północnej Walii.

Chodź, pomaluj mój świat – Portmeirion

Portmeirion w północno-zachodniej części Walii to miejsce z zupełnie innej bajki. Jest efektem kaprysu architektonicznego pewnego ekscentryka-wizjonera o długim arystokratycznym nazwisku, który nie bał się realizować marzeń oraz był posiadał znaczny kapitał.

Zmęczony szarością swoich rodzinnych stron oraz zainspirowany miłością do Italii postanowił pomalować swój świat – na żółto, i na niebiesko. I na różowo, i na zielono jak najbardziej też. Chciał przy tym pokazać, że można w znaczny sposób zmienić odwieczny architektoniczny porządek rzeczy, nie naruszając równowagi w naturze. I tak powstał Portmeirion, prywatna wioska w romantyczno-kiczowatym stylu włosko-renesansowym, przedsięwzięcie wydawałoby się niezwykle ryzykowne, a jednak zwieńczone sukcesem, również komercyjnym.

Portmeirion

Budowa – czy może raczej kreacja – wioski trwała 50 lat i zakończyła się w 1975 roku. Po śmierci swojego twórcy wioska przeszła pod opiekę fundacji jego imienia i została objęta ochroną prawną jako miejsce o znaczeniu historyczno-kulturowym. Dziś jest jedną z największych atrakcji turystycznych północnej Walii, co niestety oznacza również, że w sezonie, zwłaszcza w weekendy, jest tu bardzo tłoczno. Do popularności Portmeirion przyczynia się niewątpliwie fakt, że wielokrotnie stawał się tłem dla rozmaitych produkcji filmowych.

Można tu spędzić dzień, spacerując tonącymi w zieleni alejkami i ciesząc oko wszechobecnym kolorem, lub zamieszkać w jednym z hoteli (nie jest to najtańsza opcja, ale można trafić na dobrą ofertę). Wstęp na teren wioski kosztuje obecnie £10/osoby (plus parking). Wioska jest czynna przez cały rok, z wyjątkiem pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia; godziny otwarcia: 9:30-19:30.

Portmeirion

Moja wizyta w Portmeirion przypadła niestety na dość pochmurny dzień z mżawką, i nie do końca udało mi się nacieszyć oczu słoneczną śródziemnomorską witalnością miasteczka, ale wyobrażam sobie, że w pogodny letni dzień jest to miejsce o niesamowitym uroku. W zimnej walijskiej mżawce wioska robi nieco dziwne wrażenie, ale i tak warto ją odwiedzić. Zwłaszcza, że bez problemu znajdziesz tam przyjemne miejsce z gorącą herbatą.

Portmeirion

Lokalizacja: hrabstwo Gwynedd, północna część zatoki Cardigan, niedaleko od miejscowości Porthmadog. Kod pocztowy dla nawigacji satelitarnej: LL48 6ER.

Strona wioski z dodatkowymi informacjami: www.portmeirion-village.com

 

Wisienka na torcie Pembrokeshire

Oto wisienka na torcie Pembrokeshire – Tenby.  Z dumą stwierdzam, że słynne kurortowe miasteczko nie jest obce młodej polskiej emigracji; byłam tam już kilka razy, i zawsze w ogólnym gwarze dało się wychwycić  szeleszczenie mowy ojczystej, uszlachetnione tu i ówdzie wdzięczną i jakże bliską naszym polskim sercom łaciną.

Początki miasteczka sięgają XII wieku, u zarania było zaledwie niedużym portem rybackim (aczkolwiek dość prężnym, podobno do Tenby przybył pierwszy transport pomarańczy w Walii, taka ciekawostka). Walijska nazwa miasteczka to Dinbych-y-Pysgod, co oznacza właśnie małe miasto/fortecę obfitującą w ryby. W czasach wiktoriańskich Tenby odkryły bogatsze warstwy społeczeństwa i szybko zaadoptowały jako kurort letniskowy inwestując w jego rozwój znaczne środki płatnicze i tworząc między innymi landrynkowe nadbrzeże, ikonę wśród krajobrazów Walii. O bogatej przeszłości Tenby świadczą także efektowne mury miejskie.

W dzisiejszych czasach Tenby pozostaje ulubionym kurortem wakacyjno-weekendowym Walijczyków. Oferuje wszelkiego rodzaju zakwaterowanie, restauracje i kawiarnie, kolorowe sklepy ze słodyczami; w sezonie otwierają swe podwoje rozmaite kluby i klubiki, oraz inne szemrane przybytki, w których usłużnie uwolnią cię od posiadanej waluty. Wszędzie dookoła znajdują się tereny zielone okraszone ławeczkami z widokiem na morze. Potężne odpływy odsłaniają malownicze piaszczyste plaże i osadzają na piasku kolorowe kutry rybackie. Na jednej z plaż usytuowana jest mała wysepka-skała z nieciekawą budowlą na szczycie – podobno właśnie do tej ‘twierdzy’ może odnosić się walijska nazwa miasteczka. Czasem przy odpływie właściciel udostępnia ją zwiedzającym. Istotna informacja o samych plażach: wszystkie od lat posiadają symbol niebieskiej flagi, co oznacza, że są najwyższej czystości/jakości.

Jedną z dodatkowych atrakcji Tenby jest możliwość wykupienia wycieczki-rejsu na pobliską wyspę Caldley, którą od niemal tysiąca lat zamieszkuje zakon Cystersów.

Warto zaplanować sobie cały dzień w Tenby, a jeszcze bardziej warto zostawić sobie je na deser po spacerach klifami Pembrokeshire – wyjątkowej urody linia brzegowa tej części kraju wchodzi w skład jednego z trzech walijskich parków narodowych.

Uwaga, w szczycie sezonu przy szczególnie ładnej pogodzie parkowanie może okazać się pewnym problemem, pomimo ogromnego parkingu na końcu głównej nadmorskiej ulicy oraz wielkiego multistorey parkingu w centrum. Najlepiej przyjechać do Tenby w miarę wcześnie.


Cudowna studnia Św. Winefride / Holywell

dsc_0042

Cudowna studnia świętej Winefride w Holywell w hrabstwie Flintshire (północna Walia) to miejsce szczególne, i nawet jakhol się nie jest wierzącym, to trudno nie poczuć w powietrzu tej atmosfery oczekiwania i nadziei, którą przesiąkły przez wieki jej mury. Już od 13 stuleci studnia przyciąga pielgrzymów z całego kraju, włączając koronowane głowy i innych celebrytów. Wielu z nich zostawiło swoje autografy na murach; najstarsza data jaką wypatrzyłam to 1595. Niektórzy optymiści zostawili na świadectwo cudu swoje już niepotrzebne kule; wtedy jeszcze nikt nie wiedział o sile sugestii, która silna jest, ale na krótką metę. Niejeden pewnie szybko pożałował swojej spontanicznej decyzji; i potem był płacz, i zgrzytanie zębów i dłuuugie czołganie do domu.

dsc_0006Podobno Holywell jest najstarszym wciąż działającym miejscem pielgrzymek w Europie; budynek skrywający cudowne źródełko jest zabytkiem pierwszej klasy objętym ścisłą ochroną prawną. Obok studni znajduje się kapliczka, kościół, muzeum z ciekawą ekspozycją i sklepik z pamiątkami.

Sama Winefride, patronka studni,  była podobno dziewczęciem o wielu walorach; walorami nie chciała się podzielić z lokalnym księciem, więc sympatyczny młodzieniec poderżnął jej gardło. Legenda głosi, że panna zmarła, po czym zmartwychwstała; ale możliwe jest też, że książę nie znał się za dobrze na podrzynaniu i nie uszkodził żadnych znaczących elementów krwiobiegu. Tak czy inaczej, w miejscu gdzie Winefride padła chwilowym trupem wytrysnęło źródło o rzekomo uzdrowicielskiej mocy.

dsc_0028Jak na swój status i znaczenie, Holywell utrzymuje stosunkowo niski profil. Nie ma w nim olbrzymich plastikowych madonn jak w Lourdes; klienci po cud przychodzą i wychodzą, po cichu, w skupieniu, czasem zorganizowanym truchtem przekuśtyka wycieczka emerytów. Jeśli chciałbyś się tam wybrać, a warto, nawet jeśli nie jesteś wierzący, to najlepiej z samego rana. Jak będziesz miał szczęście, to wpuszczą cię na teren jeszcze przed otwarciem, i wtedy będziesz tylko ty, Winefridowe źródło, średniowieczna atmosfera, pięć wieków graffiti i poranne mgły. Mocne przeżycie. Godziny otwarcia i inne przydatne informacje znajdziesz tutaj.

dsc_0039A o tym, że rzecz jest znana w pewnych kręgach świadczy ta oto notatka z okna ze sklepiku:

dsc_0062